Sprawca okrutnej zbrodni na Uniwersytecie Warszawskim został uznany za niepoczytalnego i skierowany na przymusowe leczenie. Student prawa Mieszko R. odebrał życie 53-letniej pracownicy portierni, a później tłumaczył, iż "musi zabijać, bo jest drapieżnikiem". Pojawiły się obawy, iż wyjdzie na wolność i znów zabije. Rafał Zalewski wraz z gośćmi przyjrzał się sprawie w programie "Na miejscu zbrodni".
Niepoczytalny Mieszko R. wyjdzie na wolność? "Zawsze jest to ryzyko"

Mieszko R. wychowywał się w Gdyni i cieszył się dobrą opinią. Nigdy nie sprawiał problemów, osiągał dobre wyniki w nauce i uznawany był za osobę inteligentną. Jego ojciec to znany w Trójmieście prawnik. Syn także zdecydował się związać przyszłość z prawem. Podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim. Na uczelni trzymał się raczej na uboczu, jak relacjonowali jego znajomi.
Do makabrycznego morderstwa doszło 7 maja 2025 roku na głównym kampusie UW. Mieszko R. pojawił się na zajęciach i zachowywał się zwyczajnie. Znajoma z roku mówiła, iż "nie było nic po nim widać". Około godziny 18 student trzeciego roku prawa dostrzegł panią Małgorzatę, 53-letnią pracownicę portierni, zamykającą drzwi jednego z uczelnianych budynków. 22-latek wyciągnął z plecaka siekierę i zaatakował kobietę.
Brutalna zbrodnia na Uniwersytecie Warszawskim
Mieszko R. wybrał kobietę, żonę i matkę dwojga dzieci, zupełnie przypadkowo. Chwilę po ataku został zatrzymany i obezwładniony przez ochroniarza uniwersytetu, który w ciężkim stanie trafił do szpitala. Student kolejnego dnia odwieziony został do prokuratury. Tam wygłosił przerażające oświadczenie. Twierdził, iż "ma supermoce", a ludzie dzielą się na "ofiary i drapieżników". Sam uważał się za "drapieżnika" i nie wykazywał najmniejszej skruchy.
Mieszko R. trafił do aresztu na trzy miesiące. W międzyczasie biegli psychiatrzy zdiagnozowali u niego objawy zaburzeń psychotycznych. Sąd umorzył postępowanie karne i skierował go na leczenie. Nie ustalono, jak długo ma ono trwać. Co pół roku lekarze mają zdawać sądowi raport z postępów terapii.
ZOBACZ: Tajemnicza śmierć Darii Relugi. Ojciec apeluje do ministra
Decyzja sądów wzburzyła wiele osób. Pojawiały się głosy sugerujące, iż Mieszko R. wcale nie jest niepoczytalny, ale sprytny i udaje, by uniknąć kary. Są także obawy, iż chłopak może niedługo wyjść na wolność i zamordować kolejną osobę. Nad sprawą pochylili się w programie "Na miejscu zbrodni" Rafał Zalewski i jego goście: prof. Ewa Guza, wieloletnia wykładowczyni UW i kryminalistka oraz Jan Gołębiowski, psycholog śledczy i twórca Centrum Psychologii Kryminalnej.
- Pamiętam ten dzień, bo wtedy byłam na uniwersytecie. Zdążyłam wyjść niedługo przed tymi wydarzeniami. Chwilę później dostałam pytanie od kolegów, czy nic mi się nie stało - relacjonowała prof. Ewa Guza. - Pierwsze komentarze studenckie były takie, iż myśleli, iż to jest jedna z inscenizacji, którą robiliśmy w katedrze kryminalistyki. Część osób podchodziła dość blisko i nagrywała, bo myślała, iż to są ćwiczenia. Dopiero w momencie, kiedy dochodziło do bezczeszczenia zwłok, było jasne, iż to nie są ćwiczenia - mówiła.
Mieszko R. uznany za niepoczytalnego. "Nie zaskoczyło mnie to"
Skoro sprawca trafił do zakładu psychiatrycznego, pojawia się pytanie, dlaczego wcześniej nikt nie zauważył, iż jest on niepoczytalny? Zdaniem eksperta rodzina i bliscy mogli nie zauważać niepokojących zachowań Mieszka R., uznając je za etap dojrzewania.
- Postrzegano, iż Mieszko R. jest bardziej zamkniętym w sobie pasjonatem drugiej wojny światowej, militariów, miał swoje dziwaczne poglądy. Jest to też bardzo młody człowiek, więc część rodziny myśli, iż może to jest jakieś jego stadium rozwojowe, iż zmieni zainteresowania za jakiś czas - wyjaśniał Jan Gołębiowski.
Wideo: Mieszko R. uznany za niepoczytalnego. Czy wyjdzie na wolność?
Jednocześnie gość programu "Na miejscu zbrodni" nie był zaskoczony, iż u Mieszka R. stwierdzono niepoczytalność. - Nie zaskoczyło mnie, iż to może być choroba psychiczna, bo właśnie w okresie dwudziestu paru lat są najsilniejsze pierwsze epizody psychotyczne - powiedział.
Mieszko R. wyjdzie na wolność?
Jan Głębiowski odniósł się także do zarzutów, jakoby Mieszko R. udawał chorobę psychiczną, by nie trafić do więzienia. - Jest jakiś mit żółtych papierów - mówił w Polsat News.
- Jaki on miał cel, taki racjonalny, w dokonaniu tak strasznej zbrodni? Po co miał to robić? Na pewno to nie jest osoba normalna w myśleniu potocznym. Klinicznie trzeba się zastanowić, czy to jest choroba psychiczna, czy po prostu zaburzenia osobowości - podkreślił Gołębiowski.
ZOBACZ: Czy Sylwester Suszek został rozpuszczony w kwasie? Teoria pod lupą ekspertów
Podobną opinię wyraziła prof. Ewa Guza. - o ile ktoś pisze, iż umieszczenie Mieszka R. w zakładzie psychiatrycznym, to jest sielanka, wakacje, to naprawdę polecam, żeby poszedł, obejrzał, jak wygląda zamknięty oddział w szpitalu psychiatrycznym. To nie są ani wakacje, ani sanatorium, ani nic przyjemnego - powiedziała.
Jednocześnie prof. Guza nie ignoruje, iż ludzie mogą mieć obawy odnośnie do wyjścia
Mieszka R. na wolność. Zauważa jednak, iż lekarze mają poczucie odpowiedzialności i nie pozwolą na to, by sprawca bestialskiej zbrodni wrócił do społeczeństwa, gdy stanowi zagrożenie.
- Zawsze jest to ryzyko, iż wypuszczenie takiej osoby na wolność może się wiązać z ponownym zabójstwem i w związku z tym ta ostrożność po stronie lekarzy zawsze występuje, iż jednak przedłużają pobyt - podkreśliła kryminalistka. - On jest w izolacji. Będzie leczony w izolacji bezterminowej - dodała.













