
Ostatnio jakaś plaga wokół mnie. Ludzie ciągle mówią o końcu miłości. Że nie mogą się z nią dogadać, iż chce odlecieć samolotem w świat, iż rozwód to droga przez mękę. Że ktoś próbuje zmusić ich do wspólnego życia z psychologiem. I straszą się nawzajem dokumentami, w których zapisano, iż wszystko będzie trwało tak długo, aż ból zrośnie się z uśmiechem. Mówią, iż miłość się gubi i nikt nie powinien krytykować tego, iż za jej zgubę trzeba zapłacić majątkiem, gotówką albo oddać mieszkanie.