Niemieccy naukowcy przeanalizowali wyniki badań obejmujących ponad 34 tysiące wybitnych osób ze świata sportu, nauki, muzyki i szachów. Okazało się, iż tylko niewielka część młodych gwiazd pozostaje w ścisłej światowej czołówce w dorosłości. Z kolei większość najwybitniejszych dorosłych nie dominowała nad rówieśnikami jako dzieci. Wyniki opublikowane w „Science” po raz kolejny podważają przekonanie, iż wczesna i intensywna specjalizacja jest najpewniejszą drogą na szczyt.
W roku 2009 na łamach The Telegraph pojawił się artykuł zatytułowany „Michael Jackson, death by showbusiness”. W jednym z akapitów czytamy o pewnej teorii, która odnosi się do każdego dziecięcego gwiazdora. Mówi ona, iż wiek, w którym stajesz się sławny, jest wiekiem, w którym jakaś część ciebie zostaje na zawsze i nieodwracalnie zatrzymana w rozwoju.
Cudowne dzieci wczesnej specjalizacji
Michael Jackson miał zaledwie 11 lat, gdy singlem Jackson 5 „I Want You Back” po raz pierwszy zdobył szczyt amerykańskich list przebojów. Można powiedzieć, iż był wtedy weteranem show-biznesu, bo już jako 7-latek zaraz po zakończeniu lekcji meldował się na muzycznych próbach, które często trwały do 22.
Novak Djoković miał 12 lat, kiedy opuścił rodzinną Serbię i wyjechał do akademii tenisowej w Monachium. Swój pierwszy wielki tytuł — Australian Open 2008 — zdobył w wieku 20 lat. Dziś uważany jest za jednego z najlepszych tenisistów wszech czasów.
W roku 2016 media rozpisywały się o innym młodym super talencie tenisa. Iga Świątek, rocznik 2001, zaczęła trenować jako czterolatka. Niedługo po 15. urodzinach wygrała z seniorkami turniej ITF w Sztokholmie. Dziś jest sześciokrotną triumfatorką Wielkiego Szlema i ma w kieszeni olimpijski brąz.
Tiger Woods. Kolejny książkowy przykład sukcesu wczesnej specjalizacji. Zaczął wbijać piłki do dołków mając niespełna 2 lata. W roku 1997 roku wygrał Masters, stając się najmłodszym graczem w historii, który triumfował w tej imprezie (miał 21 lat i 3 miesiące). W kolejnych latach zdominował światowe rankingi i stał się legendą swojej dyscypliny.
Podobnych przykładów, gdy wczesna specjalizacja przyniosła spektakularny sukces moglibyśmy mnożyć. Naukowcy z uniwersytetu RPTU Kaiserslautern-Landau w Niemczech twierdzą jednak, iż są to wyjątki, które potwierdzają odmienną regułę.
90 procent genialnych dzieci traci na dystansie
Pod koniec 2025 roku w czasopiśmie Science opublikowano badanie na temat wczesnej specjalizacji w sporcie, ale też kulturze, nauce czy sztuce. Zespół pod kierownictwem Arne Güllicha z uniwersytetu RPTU Kaiserslautern-Landau w Niemczech przeanalizował historie ponad 34 000 wybitnych jednostek.
Wnioski były takie, iż choć intensywnie trenowana młodzież często osiąga wysoki poziom, to cudowne dzieci rzadko stają się prawdziwymi supergwiazdami w dorosłości. Z kolei ci, którzy osiągają najwyższy poziom jako dorośli, zwykle nie wyróżniają się wcześniej. Potrzebują więcej czasu, aby osiągnąć szczyt i dłużej utrzymują szerokie zainteresowania.
Z opracowania Niemców wynika, iż 90% dorosłych gwiazd nie było gwiazdami jako dzieci. –Nie chodzi tylko o to, iż wyjątkowe wyniki w dzieciństwie nie przewidywały wyjątkowych wyników jako dorosły. Oba te elementy były negatywnie skorelowane – przekonuje dr Güllich.
Dlaczego tak się dzieje? Naukowcy wskazują na 3 rzeczy. Po pierwsze, im dłużej szukasz dla siebie drogi, tym większa szansa, iż znajdziesz optymalną. Przyjmijmy, iż mamy dziecko z fenomenalnym poczuciem rytmu. Można od razu wręczyć mu mikrofon i namaścić na nowego Stinga, tylko dlatego, iż samemu śpiewało się za młodu w kościelnym chórze. Można też pozwolić dziecku „tracić czas” na szukanie.
Po drugie, naukowcy wskazują, iż umiejętność uczenia się jest wartością samą w sobie. A można ją rozwijać poprzez zbieranie różnorodnych doświadczeń. Po trzecie, chodzi o minimalizowanie zagrożeń. Uniknięcie wczesnej specjalizacji zmniejsza ryzyko przeciążeń i kontuzji, ale też psychicznego wypalenia.
Dr Güllich podkreśla, iż badania nie twierdzą, iż model intensywnej specjalizacji nie działa — on działa, ale produkuje głównie bardzo dobrych specjalistów, a nie światowe supergwiazdy z medalami olimpijskimi i nagrodami Nobla na koncie.
Niemieckie badania nie są jedynymi, które stawiają znak zapytania przy sensie wczesnej specjalizacji. Kilka lat temu na łamach bieganie.pl Jakub Jelonek powoływał się w tej kwestii na duńskich naukowców. Wnioski? Wyczynowi zawodnicy, którzy osiągnęli specjalizację później i trenowali mniej za młodu, osiągnęli w dalszej karierze lepsze wyniki.
Rodzice formatują dzieci pod własne marzenia?
W roku 2010 pojawiła się duża publikacja naukowa na temat wczesnej specjalizacji autorstwa prof. Roberta M. Maliny z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin. Czytamy w niej m.in. o kluczowej roli rodziców, którzy „dążąc do sukcesu swoich dzieci, postrzegają wczesny start jako niezbędny do uzyskania przewagi”.
Ponadto Malina pisze o zjawisku o nazwie „redshirting”, czyli celowym opóźnianiu edukacji dzieci o rok, aby lepiej wypadały w nauce czy sporcie na tle klasowych kolegów.
– „Redshirting” jest dobrze udokumentowany w futbolu, gdzie fizyczność jest postrzegana jako istotna cecha. Rodzice zatrzymują chłopca w klasie przez rok, często na polecenie trenera, w celu uzyskania przewagi pod względem wzrostu i siły – tłumaczy profesor.
Z amerykańskiego opracowania wynika też, iż rodzice we wczesnej specjalizacji mają widzieć szansę na stypendia czy współpracę ze sportowymi markami, a więc szeroko pojęty zysk ekonomiczny.
Jeśli prześledzimy historie gwiazd z początku artykułu, które zaczęły „od małego na całego”, łatwo dostrzeżemy kluczową rolę rodziców.
– Tenis wymyśliłem sam, bo chciałem, żeby moje córki uprawiały sport indywidualny. Nie wybrałem drużynowego, bo jako wioślarz, nie osiągnąłem spektakularnego wyniku — byłem w osadzie, w zespole i musiałem współpracować. Nie odpowiadałem w pełni za rezultaty. Pomyślałem, iż jeżeli moje dzieci mogą mieć coś wspólnego ze sportem, to tylko indywidualnym — pisał kilka lat temu Tomasz Świątek w felietonie dla WP SportoweFakty.
Tiger Woods? Syn byłego wojskowego, który – jak słyszymy w dokumencie HBO – od kołyski chciał zrobić z dziecka perfekcyjną maszynę do wygrywania. Djoković? Syn wyczynowych sportowców: ojciec był mistrzem kraju w narciarstwie alpejskim, a matka łyżwiarką figurową. Pierwszą rakietę do tenisa wręczyli Novakowi, gdy ten miał 4 lata.
Robert M. Malina konstatuje, iż powyższe historie sukcesu stanowią dla rodziców dodatkową zachętę, aby od najmłodszych lat wytyczać swoim pociechom skonkretyzowaną ścieżkę rozwoju. W większości przypadków ma to jednak kończyć się kontuzjami, wypaleniem i wynikami, które odstają od słynnych wyjątków, które weszły na szczyt.
– Utalentowani młodzi sportowcy często stają się pionkami w złożonym układzie — obejmującym sport, działaczy, rodziców, szkoły, sportowy biznes, media, a w niektórych przypadkach także politykę międzynarodową – czytamy w publikacji „Wczesna specjalizacja w sporcie: korzenie, skuteczność i ryzyka”.
Ciekawy „przypadek?” Święty-Ersetic i Bukowieckiej
Justyna Święty-Ersetic i Natalia Bukowiecka to jedne z najbardziej utytułowanych polskich biegaczek w historii. Obie bez spektakularnych wyników w kategoriach juniorskich. Bukowiecka (startując pod panieńskim nazwiskiem Kaczmarek) w kategorii U20 doszła do wyniku 53.28 na 400 m. Przy juniorskim rekordzie kraju 51.56 Patrycji Wyciszkiewicz, który obowiązuje do dziś.
Jeszcze spokojniej w świat lekkoatletyki wchodziła Święty-Ersetic, która jako juniorka jedno okrążenie biegała w 55.30. Wtedy rekord kraju U20 wynosił 52.78 i należał do Anety Lemiesz.
Dziś Bukowiecka i Święty-Ersetic mają olimpijskie złota w sztafecie i indywidualne tytuły mistrzyń Europy. Losy wspomnianych rekordzistek kategorii U20 naznaczone są natomiast kontuzjami. Aneta Lemiesz przeszła poważną operację achillesa. W przypadku Wyciszkiewicz achilles to była 1/3 zabiegu. – Z przodu stopy miałam usuwaną wyrośl kostną. Była też ścinana pięta Haglunda – relacjonowała nam zawodniczka na początku 2022 roku.
Lemiesz i Wyciszkiewicz w kategoriach juniorskich sięgały po najważniejsze medale. Pierwsza była wicemistrzynią świata, druga mistrzynią Europy. Fakt, iż w dorosłej karierze nie powtórzyły tych sukcesów nie oznacza jednak, iż przepadły. Aneta Lemiesz jest światowej klasy „zającem”, z kolei Patrycja Wyciszkiewicz przez lata była podporą sztafety, zdobywając z nią medale na najważniejszych imprezach.
Żeby wejść na szczyt w stylu Święty-Ersetic i Bukowieckiej, a następnie utrzymać się na nim przez lata, czegoś jednak zabrakło. Czy tym czymś byłoby późniejsze wejście w bieganie na dorosłym poziomie? Niemieccy naukowcy stawiają 9 do 1, iż tak właśnie było.
Badanie: https://www.science.org/doi/10.1126/science.adt7790









