Naukowcy o młodych supergwiazdach: 90 procent nie wejdzie na szczyt

bieganie.pl 16 godzin temu
Zdjęcie: Naukowcy o młodych supergwiazdach: 90 procent nie wejdzie na szczyt


Niemieccy naukowcy przeanalizowali wyniki badań obejmujących ponad 34 tysiące wybitnych osób ze świata sportu, nauki, muzyki i szachów. Okazało się, iż tylko niewielka część młodych gwiazd pozostaje w ścisłej światowej czołówce w dorosłości. Z kolei większość najwybitniejszych dorosłych nie dominowała nad rówieśnikami jako dzieci. Wyniki opublikowane w „Science” po raz kolejny podważają przekonanie, iż wczesna i intensywna specjalizacja jest najpewniejszą drogą na szczyt.

W roku 2009 na łamach The Telegraph pojawił się artykuł zatytułowany „Michael Jackson, death by showbusiness”. W jednym z akapitów czytamy o pewnej teorii, która odnosi się do każdego dziecięcego gwiazdora. Mówi ona, iż wiek, w którym stajesz się sławny, jest wiekiem, w którym jakaś część ciebie zostaje na zawsze i nieodwracalnie zatrzymana w rozwoju.

Cudowne dzieci wczesnej specjalizacji

Michael Jackson miał zaledwie 11 lat, gdy singlem Jackson 5 „I Want You Back” po raz pierwszy zdobył szczyt amerykańskich list przebojów. Można powiedzieć, iż był wtedy weteranem show-biznesu, bo już jako 7-latek zaraz po zakończeniu lekcji meldował się na muzycznych próbach, które często trwały do 22.

Novak Djoković miał 12 lat, kiedy opuścił rodzinną Serbię i wyjechał do akademii tenisowej w Monachium. Swój pierwszy wielki tytuł — Australian Open 2008 — zdobył w wieku 20 lat. Dziś uważany jest za jednego z najlepszych tenisistów wszech czasów.

W roku 2016 media rozpisywały się o innym młodym super talencie tenisa. Iga Świątek, rocznik 2001, zaczęła trenować jako czterolatka. Niedługo po 15. urodzinach wygrała z seniorkami turniej ITF w Sztokholmie. Dziś jest sześciokrotną triumfatorką Wielkiego Szlema i ma w kieszeni olimpijski brąz.

Tiger Woods. Kolejny książkowy przykład sukcesu wczesnej specjalizacji. Zaczął wbijać piłki do dołków mając niespełna 2 lata. W roku 1997 roku wygrał Masters, stając się najmłodszym graczem w historii, który triumfował w tej imprezie (miał 21 lat i 3 miesiące). W kolejnych latach zdominował światowe rankingi i stał się legendą swojej dyscypliny.

Podobnych przykładów, gdy wczesna specjalizacja przyniosła spektakularny sukces moglibyśmy mnożyć. Naukowcy z uniwersytetu RPTU Kaiserslautern-Landau w Niemczech twierdzą jednak, iż są to wyjątki, które potwierdzają odmienną regułę.

90 procent genialnych dzieci traci na dystansie

Pod koniec 2025 roku w czasopiśmie Science opublikowano badanie na temat wczesnej specjalizacji w sporcie, ale też kulturze, nauce czy sztuce. Zespół pod kierownictwem Arne Güllicha z uniwersytetu RPTU Kaiserslautern-Landau w Niemczech przeanalizował historie ponad 34 000 wybitnych jednostek.

Wnioski były takie, iż choć intensywnie trenowana młodzież często osiąga wysoki poziom, to cudowne dzieci rzadko stają się prawdziwymi supergwiazdami w dorosłości. Z kolei ci, którzy osiągają najwyższy poziom jako dorośli, zwykle nie wyróżniają się wcześniej. Potrzebują więcej czasu, aby osiągnąć szczyt i dłużej utrzymują szerokie zainteresowania.

Z opracowania Niemców wynika, iż 90% dorosłych gwiazd nie było gwiazdami jako dzieci. –Nie chodzi tylko o to, iż wyjątkowe wyniki w dzieciństwie nie przewidywały wyjątkowych wyników jako dorosły. Oba te elementy były negatywnie skorelowane – przekonuje dr Güllich.

Dlaczego tak się dzieje? Naukowcy wskazują na 3 rzeczy. Po pierwsze, im dłużej szukasz dla siebie drogi, tym większa szansa, iż znajdziesz optymalną. Przyjmijmy, iż mamy dziecko z fenomenalnym poczuciem rytmu. Można od razu wręczyć mu mikrofon i namaścić na nowego Stinga, tylko dlatego, iż samemu śpiewało się za młodu w kościelnym chórze. Można też pozwolić dziecku „tracić czas” na szukanie.

Po drugie, naukowcy wskazują, iż umiejętność uczenia się jest wartością samą w sobie. A można ją rozwijać poprzez zbieranie różnorodnych doświadczeń. Po trzecie, chodzi o minimalizowanie zagrożeń. Uniknięcie wczesnej specjalizacji zmniejsza ryzyko przeciążeń i kontuzji, ale też psychicznego wypalenia.

Dr Güllich podkreśla, iż badania nie twierdzą, iż model intensywnej specjalizacji nie działa — on działa, ale produkuje głównie bardzo dobrych specjalistów, a nie światowe supergwiazdy z medalami olimpijskimi i nagrodami Nobla na koncie.

Niemieckie badania nie są jedynymi, które stawiają znak zapytania przy sensie wczesnej specjalizacji. Kilka lat temu na łamach bieganie.pl Jakub Jelonek powoływał się w tej kwestii na duńskich naukowców. Wnioski? Wyczynowi zawodnicy, którzy osiągnęli specjalizację później i trenowali mniej za młodu, osiągnęli w dalszej karierze lepsze wyniki.

Rodzice formatują dzieci pod własne marzenia?

W roku 2010 pojawiła się duża publikacja naukowa na temat wczesnej specjalizacji autorstwa prof. Roberta M. Maliny z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin. Czytamy w niej m.in. o kluczowej roli rodziców, którzy „dążąc do sukcesu swoich dzieci, postrzegają wczesny start jako niezbędny do uzyskania przewagi”.

Ponadto Malina pisze o zjawisku o nazwie „redshirting”, czyli celowym opóźnianiu edukacji dzieci o rok, aby lepiej wypadały w nauce czy sporcie na tle klasowych kolegów.

– „Redshirting” jest dobrze udokumentowany w futbolu, gdzie fizyczność jest postrzegana jako istotna cecha. Rodzice zatrzymują chłopca w klasie przez rok, często na polecenie trenera, w celu uzyskania przewagi pod względem wzrostu i siły – tłumaczy profesor.

Z amerykańskiego opracowania wynika też, iż rodzice we wczesnej specjalizacji mają widzieć szansę na stypendia czy współpracę ze sportowymi markami, a więc szeroko pojęty zysk ekonomiczny.

Jeśli prześledzimy historie gwiazd z początku artykułu, które zaczęły „od małego na całego”, łatwo dostrzeżemy kluczową rolę rodziców.

Tenis wymyśliłem sam, bo chciałem, żeby moje córki uprawiały sport indywidualny. Nie wybrałem drużynowego, bo jako wioślarz, nie osiągnąłem spektakularnego wyniku — byłem w osadzie, w zespole i musiałem współpracować. Nie odpowiadałem w pełni za rezultaty. Pomyślałem, iż jeżeli moje dzieci mogą mieć coś wspólnego ze sportem, to tylko indywidualnym — pisał kilka lat temu Tomasz Świątek w felietonie dla WP SportoweFakty.

Tiger Woods? Syn byłego wojskowego, który – jak słyszymy w dokumencie HBO – od kołyski chciał zrobić z dziecka perfekcyjną maszynę do wygrywania. Djoković? Syn wyczynowych sportowców: ojciec był mistrzem kraju w narciarstwie alpejskim, a matka łyżwiarką figurową. Pierwszą rakietę do tenisa wręczyli Novakowi, gdy ten miał 4 lata.

Robert M. Malina konstatuje, iż powyższe historie sukcesu stanowią dla rodziców dodatkową zachętę, aby od najmłodszych lat wytyczać swoim pociechom skonkretyzowaną ścieżkę rozwoju. W większości przypadków ma to jednak kończyć się kontuzjami, wypaleniem i wynikami, które odstają od słynnych wyjątków, które weszły na szczyt.

– Utalentowani młodzi sportowcy często stają się pionkami w złożonym układzie — obejmującym sport, działaczy, rodziców, szkoły, sportowy biznes, media, a w niektórych przypadkach także politykę międzynarodową – czytamy w publikacji „Wczesna specjalizacja w sporcie: korzenie, skuteczność i ryzyka”.

Ciekawy „przypadek?” Święty-Ersetic i Bukowieckiej

Justyna Święty-Ersetic i Natalia Bukowiecka to jedne z najbardziej utytułowanych polskich biegaczek w historii. Obie bez spektakularnych wyników w kategoriach juniorskich. Bukowiecka (startując pod panieńskim nazwiskiem Kaczmarek) w kategorii U20 doszła do wyniku 53.28 na 400 m. Przy juniorskim rekordzie kraju 51.56 Patrycji Wyciszkiewicz, który obowiązuje do dziś.

Jeszcze spokojniej w świat lekkoatletyki wchodziła Święty-Ersetic, która jako juniorka jedno okrążenie biegała w 55.30. Wtedy rekord kraju U20 wynosił 52.78 i należał do Anety Lemiesz.

Dziś Bukowiecka i Święty-Ersetic mają olimpijskie złota w sztafecie i indywidualne tytuły mistrzyń Europy. Losy wspomnianych rekordzistek kategorii U20 naznaczone są natomiast kontuzjami. Aneta Lemiesz przeszła poważną operację achillesa. W przypadku Wyciszkiewicz achilles to była 1/3 zabiegu. – Z przodu stopy miałam usuwaną wyrośl kostną. Była też ścinana pięta Haglunda – relacjonowała nam zawodniczka na początku 2022 roku.

Lemiesz i Wyciszkiewicz w kategoriach juniorskich sięgały po najważniejsze medale. Pierwsza była wicemistrzynią świata, druga mistrzynią Europy. Fakt, iż w dorosłej karierze nie powtórzyły tych sukcesów nie oznacza jednak, iż przepadły. Aneta Lemiesz jest światowej klasy „zającem”, z kolei Patrycja Wyciszkiewicz przez lata była podporą sztafety, zdobywając z nią medale na najważniejszych imprezach.

Żeby wejść na szczyt w stylu Święty-Ersetic i Bukowieckiej, a następnie utrzymać się na nim przez lata, czegoś jednak zabrakło. Czy tym czymś byłoby późniejsze wejście w bieganie na dorosłym poziomie? Niemieccy naukowcy stawiają 9 do 1, iż tak właśnie było.

Badanie: https://www.science.org/doi/10.1126/science.adt7790

Idź do oryginalnego materiału