Najlepiej wykształceni w UE, a rząd ma gdzieś ich zarobki. Jeszcze będziemy płakać

natemat.pl 2 godzin temu
– Mieli głodowe zarobki przez wiele lat. To się zmieniło, ale nie dorabiają dyżurami w szpitalach – fizjoterapeuci są na "gołej" pensji, do której dochodzi wysługa lat. Teraz Ministerstwo Zdrowia chce zamrozić im płace. To nie do przyjęcia – mówi dr Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii w rozmowie z naTemat.pl. Przed laty organizował czarne marsze, tym razem nie wyklucza choćby głodowych strajków.


Pieniędzy na leczenie Polaków nie ma od lat, wie to każdy pacjent. Próby szukania oszczędności też realizowane są od lat. Ostatnio coraz częściej padają propozycje, by zrobić to kosztem lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia, np. pielęgniarek i fizjoterapeutów.

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało właśnie projekt nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach dla medyków. Zakłada on m.in. przeniesienie podwyżek z lipca tego roku na styczeń przyszłego i jeszcze obniżenie dynamiki ich wzrostu. Wszystko to ma zostać przedyskutowane już za kilka dni, bo 18 lutego 2026 roku na posiedzeniu Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. Medycy nie chcą czekać i już zwierają szyki.

Podwyżki dla medyków pod znakiem zapytania. 75 tys. fizjoterapeutów niezadowolonych


Tak naprawdę wspomniane podwyżki to po prostu coroczna waloryzacja płac, która następuje w lipcu, kilka miesięcy po tym, jak GUS ogłasza m.in. to, ile wynosi inflacja w Polsce. Medycy mają poczucie, iż ciągłe nagłaśnianie przez Ministerstwo Zdrowia podwyżek, to ciąg dalszy wzmacniania w polskich pacjentach błędnego przekonania, iż to lekarze i inni pracownicy ochrony zdrowia ponoszą winę za fatalną sytuację, jeżeli chodzi o dostęp do leczenia w Polsce.

A głównym winowajcą mają być rzekome świetne zarobki medyków, więc celowo resort zdrowia podaje do publicznej wiadomości wyrwane z kontekstu informacje o pojedynczych przypadkach lekarzy, którzy mają horrendalnie wysokie pensje. Albo te o tym, ile szpitale płacą lekarzom, choć tak naprawdę to kwoty, które placówki wydają nie tylko na lekarzy, ale na cały personel.

Kolejna "zadyma" wokół podwyżek dla medyków oczywiście oburza całe środowisko, a poszczególne związki zawodowe już się zbierają i zastanawiają, co z tym fantem zrobić. Tak jak np. fizjoterapeuci. A to olbrzymia grupa, bo jest ich w Polsce ponad 75 tysięcy. Mówią jednym głosem i odrzucają propozycje Ministerstwa Zdrowia dotyczące ograniczenia wzrostu płac dla medyków.

– Pomysły Ministerstwa Zdrowia wpisują się w niepokojący trend poszukiwania oszczędności kosztem pracowników o najniższych pensjach, którzy dopiero od niedawna zaczynają odczuwać pozytywne skutki ustawy o waloryzacji wynagrodzeń w ochronie zdrowia – mówi dr Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii.

Nie czekając na efekt rozmów Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia, który zbierze się za kilka dni, bo 18 stycznia, fizjoterapeuci zwołali nadzwyczajne spotkanie przedstawicieli swojego środowiska. Pojawili się na nim przewodniczący oddziałów terenowych z całego kraju i powołali Komitet Protestacyjny.

A jeżeli chodzi o fizjoterapeutów, nie jest to zawód sfeminizowany, jak ten nauczycielski czy pielęgniarski. Pod ich naciskiem, podobnie jak od lat pod naciskiem górników czy rolników, rząd prawdopodobnie się ugnie.

Najmłodsi medycy w Polsce? Fizjoterapeuci ze średnią wieku 35 lat


– Fizjoterapeuci w Polsce są najbardziej wykształceni ze wszystkich fizjoterapeutów w całej Unii Europejskiej – kończą pięcioletnie studia magisterskie. Jedynie Luxemburg może porównywać z nami – mówi dr Tomasz Dybek, przewodniczący związkowców. – To też najmłodsza grupa medyków w Polsce, bo średnia wieku to fizjoterapeutów to 35 lat – dodaje.

Fizjoterapeuci towarzyszą nam od urodzenia aż do śmierci. Są potrzebni pacjentom na każdym etapie życia, nie tylko po wypadku, czy sportowym urazie, jak wiele osób może się wydawać. Ten zawód medyczny z roku na rok rośnie na znaczeniu. Szczególnie w Polsce, bo nasz kraj się starzeje. Pacjentów w wieku senioralnym, z chorobami współistniejącymi, przybywa w szybkim tempie. Ale fizjoterapeuci są potrzebni nie tylko seniorom. Wystarczy spojrzeć na nastolatki pochylone nad ekranami telefonów czy dzieci, które w Polsce tyją najszybciej w Europie. A każde dziecko powinno mieć konsultację fizjoterapeutyczną w pierwszych miesiącach życia, jako część rutynowego bilansu zdrowia, by wyłapać wszelkie problemy rozwojowe jak najszybciej, a nie dopiero wtedy, gdy okazuje się, iż nastolatek ma zaawansowaną skoliozę. – Dziś adekwatnie każda matka idzie z dzieckiem do fizjoterapeuty pediatrycznego, by sprawdzić, czy prawidłowo się rozwija – mówi dr Tomasz Dybek.

– Fizjoterapeuci towarzyszą pacjentom od pediatrii aż po geriatrię. Wszyscy ich potrzebujemy i coraz częściej z ich pomocy nich korzystamy – dodaje dr Tomasz Dybek.

I nie musi tłumaczyć, jak trudno dostać się do fizjoterapeuty na NFZ. choćby ten, kto jest po wypadku czy urazie tak "banalnym", jak skręcenie nogi po upadku na oblodzonym chodniku, martwi się, czy na pewno dostanie się gwałtownie na rehabilitację, nie wspominając już o tym osobach po wylewie i zawale, dla których zbyt długie oczekiwanie może oznaczać śmierć lub wózek inwalidzki. Wiadomo przecież, iż w niektórych sytuacjach liczy się pierwsza doba, miesiąc czy pierwszy rok – tak, jak w przypadku wylewu.

– Co z tego, iż ktoś dostanie się na rehabilitację wtedy, gdy już kilka z niej uzyska i efekt będzie znikomy w porównaniu z tym, jaki mógłby być, gdyby nie czekał w długiej kolejce? – pyta retorycznie dr Tomasz Dybek. – Pacjent, gdy będzie chciał skorzystać z fizjoterapeuty szybko, będzie musiał pójść prywatnie, bo inaczej będzie czekał w wielomiesięcznych kolejkach – dodaje.

– Fizjoterapeuci mieli głodowe pensje przez wiele lat. Związki zawodowe długo robiły wszystko, by pozostali w Polsce w swoim zawodzie – udało się wywalczyć m.in. tzw. ulgę na start, dzięki której płacili tylko dwa złote składki, zapisując się do Krajowej Izby Fizjoterapeutów – mówi dr Tomasz Dybek.

– Dzięki zmianom w ustawie o najniższych wynagrodzeniach w zawodach medycznych dziś fizjoterapeuci nie mają już głodowych stawek. Ale nie mają też dyżurów w szpitalach, którymi mogliby dorobić. Mają wiec "gołe" pensje plus wysługę lat. jeżeli nie będzie dla nich podwyżek, po prostu wyjadą za granicę. Są młodzi, prężni, a Polska świetnie ich wykształciła – mówi dr Tomasz Dybek.

Co będzie dalej? – Założyliśmy komitet. Jesteśmy gotowi na protesty – zapowiada dr Tomasz Dybek. Kto pamięta, jak liczne były tzw. czarne marsze medyków, w tym także fizjoterapeutów – pod jego przywództwem, jeszcze przed pandemią, ten wie, iż to nie żarty, ani czcze pogróżki.

Kto ma pieniądze, leczy się prywatnie. Kto nie ma, ten czeka na NFZ. Choć prawda jest taka, iż choćby pieniądze mogą nie wystarczyć. Wie to każdy, kto miał naprawdę poważny problem zdrowotny i nagle okazało się, iż korporacyjny abonament, choćby najbardziej "wypasiony" w sieciowej przychodni to za mało, bo placówka ma piękne wnętrze i nie ma kolejek, ale nie ma też odpowiedniego zaplecza szpitalnego, specjalistycznego sprzętu, albo kadry lekarzy, którzy podejmą się przeprowadzenia skomplikowanej operacji. Wtedy pacjentowi pozostaje przeprosić się z państwową ochroną zdrowia. I czekać w kolejce razem z innymi śmiertelnikami.

Już dziś jest źle, a wygląda na to, iż niedługo będzie jeszcze gorzej, jeżeli fizjoterapeuci rozczarowani brakiem podwyżek wyemigrują. Albo będą zatrudniać się tylko w sektorze prywatnym i przyjmować we własnych gabinetach, w których będą brać od pacjentów 200-400 zł za wizytę, a do tego jeszcze za zabiegi, które najczęściej potrzebne są w serii. A wtedy polscy pacjenci będą chyba prosić chatGPT o to, by zrobił im zdalną "rehabilitację".

Idź do oryginalnego materiału