Najdroższa sekunda w eCommerce.
Tracisz klienta, zanim w ogóle dowiesz się, iż istniał.
Autor: Sebastian Śnieciński | panwokularach.pl
Czas czytania: ok. 12 minut
#sciezkazakupu #dowiadczeniaklienta
1. Zacznijmy od tej jednej sekundy
2. Klient kupuje, zanim wejdzie do Twojego sklepu
3. Mit: zobaczy reklamę, kliknie, kupi
4. Kiedy wszyscy brzmią tak samo, wygrywa cena
5. Porzucony koszyk to skutek, nie przyczyna
6. Cisza po zakupie, czyli jak tracisz klienta, którego już zdobyłeś
7. Zacznij mierzyć to, czego dziś nie mierzysz
8. Od czego zacząć, jeżeli dopiero ruszasz albo prowadzisz sklep sam
9. Podsumowanie
10. FAQ, czyli pytania, które słyszę najczęściej
11. Źródła
Napisałem ten artykuł, żeby ukraść na chwilę Twoją uwagę i pokazać Ci gdzie moga uciekać Twoje pieniądze i dalczego czasem tak trudno zbudować powtarzalną sprzedaż w internecie.
Bo decyzja o tym, czy kupi i czy w ogóle poświęci Ci swój czas i uwagę buduje się dużo wcześniej, niż może Ci się wydawać.
1. Zacznijmy od tej jednej sekundy
Wyobraź sobie to, iż ktoś klika w Twoją reklamę albo w link z Google. Ląduje na stronie Twojego sklepu. Rozgląda się. I w ciągu kilku sekund podejmuje decyzję: zostaję albo wychodzę.
Jeśli wychodzi, właśnie straciłeś pieniądze. Zapłaciłeś za reklamę, za pozycjonowanie, za zdjęcia produktów, za kontent i za cały ten ruch. A klient wszedł, nie znalazł powodu, żeby zostać, i poszedł dalej. To jest najdroższa sekunda w eCommerce.
Ale tu jest haczyk, o którym mało kto mówi. Ta sekunda wcale nie zaczyna się na Twojej stronie. Decyzja klienta, czy w ogóle da Ci swój czas i uwagę, buduje się dużo wcześniej. Przy pierwszym kontakcie z Twoją marką. Przy reklamie, którą przewinął na Instagramie. Przy zdjęciu produktu, które gdzieś mignęło. Przy nazwie, którą zapamiętał albo nie. Przy opinii, którą przeczytał u kogoś w komentarzach.
Dlatego zapamiętaj tę jedną rzecz: klient zaczyna „kupować” na długo zanim otworzy stronę produktu, zadzwoni do handlowca czy wrzuci cokolwiek do koszyka. I właśnie o tym jest ten artykuł. O tym, gdzie naprawdę tracisz klientów i dlaczego najczęściej choćby o tym nie wiesz.
2. Klient kupuje, zanim wejdzie do Twojego sklepu
Zacznijmy od liczb, bo one najlepiej pokazują skalę zjawiska.
Firma badawcza 6sense od kilku lat prowadzi jedno z największych badań zachowań kupujących w B2B. Wnioski z raportu za 2024 rok są takie:
- Kupujący przechodzą około 70% swojej drogi zakupowej, zanim w ogóle skontaktują się ze sprzedawcą.
- W momencie pierwszego kontaktu 81% kupujących ma już wybranego faworyta, czyli firmę, od której najprawdopodobniej kupi.
- 85% kupujących ma już ustalone wymagania zakupowe, zanim się do kogokolwiek odezwie.
Źródło: 6sense, 2024 Buyer Experience Report.
Co to znaczy w praktyce?
Że zanim klient napisze do Ciebie maila, zadzwoni albo wypełni formularz, on już porównał Cię z konkurencją, przeczytał opinie, obejrzał Twoją stronę, może zapytał znajomych z branży lub AI. I najczęściej już wie, kogo wybierze. Rozmowa z Tobą to dla niego etap potwierdzania decyzji, a nie jej podejmowania.
I jeszcze jedna liczba, która dobrze to domyka. Według badania Gartnera 61% kupujących B2B woli przejść przez cały proces zakupu bez kontaktu ze sprzedawcą. A 73% aktywnie unika dostawców, którzy wysyłają im nietrafione, nachalne wiadomości. Źródło: Gartner, czerwiec 2025.
Wniosek jest prosty, choć dla wielu firm niewygodny: bitwa o klienta rozgrywa się, zanim ktokolwiek do Ciebie zadzwoni czy kliknie „Dodaj do koszyka”. jeżeli w tej niewidzialnej fazie Cię nie ma, to znaczy, iż nie ma Cię wcale.
3. Mit: zobaczy reklamę, kliknie, kupi
Kiedy rozmawiam z firmami, osobami, które dopiero wchodzą w sprzedaż online, prawie zawsze słyszę jedno z tych zdań:
- „Postawię sklep i samo zacznie się sprzedawać.”
- „Dobry produkt sam się obroni.”
- „Klient kupi, jak będzie tanio.”
- „Będę sprzedawać wszystkim, bo po co się ograniczać.”
- „Wyłożyłem kasę, efekt ma być na już.”
Każde z tych zdań brzmi logicznie. I każde jest ogromną pułapką.
Problem w tym, iż tak to nie działa. Jak pokazują dane z poprzedniego akapitu, klient przechodzi większość drogi zakupowej sam, po cichu, bez Twojej wiedzy. Czyta, porównuje, wraca, znika, wraca znowu. W B2B ten proces trwa tygodniami albo miesiącami. W B2C przy droższych produktach też potrafi ciągnąć się długo. Szczególnie gdy sprzedajemy na przykład meble, które wykonujemy zamówienie klienta.
Poniżej wypisałem kilka rzeczy, które warto sobie poukładać na starcie:
Po pierwsze, sklep to nie strategia. Sklep internetowy to narzędzie. Zanim napiszesz do agencji „potrzebuję sklepu, na kiedy mi go postawicie”, potrzebujesz fundamentów: komu sprzedajesz, komu nie chcesz sprzedawać, czym chcesz się różnić od innych sklepów, jak klient ma Cię znaleźć i dlaczego ma Ci zaufać. Bez tego choćby najładniejszy sklep będzie pustą, pięknie udekorowaną witryną.
Po drugie, „sprzedaję wszystkim” znaczy „nie sprzedaję nikomu”. jeżeli sam nie umiesz powiedzieć, kto jest Twoim klientem i co Cię wyróżnia, to jak ma to zrozumieć ktoś, kto widzi Twoją markę pierwszy raz w życiu i ma na to kilka sekund?
Po trzecie, potrzebna jest cierpliwość. Proces zakupowy klienta trwa od kilku dni do wielu tygodni. jeżeli wszystkie Twoje kampanie krzyczą „Kup teraz”, a Ty ścinasz budżety i wyłączasz reklamy po dwóch tygodniach, bo „nie działa”, to sam, na własne życzenie, przerywasz proces, który dopiero zaczął się budować. W marketingu istnieje efekt opóźnienia (lagowania): działania, które robisz dziś, przynoszą efekty za jakiś czas. Firmy, które tego nie rozumieją, wyłączają marketing dokładnie w momencie, w którym zaczynał działać.
4. Kiedy wszyscy brzmią tak samo, wygrywa cena
Teraz coś, co dotyczy prawie każdego sklepu i każdej firmy B2B, którą widziałem.
Wejdź na strony pięciu firm, ze swojej branży, w tym na swoją. Zasłoń logotypy. Czy potrafisz powiedzieć, która strona jest czyja? W większości przypadków nie. Te same hasła o jakości, te same zdjęcia z banków, ten sam „indywidualny sposób podejścia do klienta”.
Nie jest to tylko moje wrażenie. Raport dentsu „The Superpowers Index” zadaje kupującym co roku to samo pytanie: czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, iż marki, które widzisz w pracy, mają bardzo podobną komunikację, wszystkie brzmią i zachowują się tak samo? Wyniki:
- 2022: zgodziło się 60% kupujących
- 2023: 63%
- 2024: 68%
I teraz najważniejsze: co robi klient, kiedy nie widzi różnicy? Porównuje to, co najłatwiejsze do porównania, czyli cenę. jeżeli klient od razu nie widzi wartości Twojej marki, wyraźnej różnicy i argumentu, dlaczego ten produkt jest właśnie dla niego, Twój bardzo dobry produkt staje się kolejną pozycją w tabelce. A w tabelce wygrywa tej, kto jest najtańszy.
Dwie rzeczy, które warto tu powiedzieć:
Branding to nie logo i kolory. To nie fonty i zdjęcia. Branding to suma wszystkich wrażeń, jakie Twój odbiorca ma w kontakcie z Twoją marką: od reklamy, przez stronę, opis produktu, maila z potwierdzeniem, aż po to, jak odbierasz telefon. Małe i średnie firmy często myślą, iż budowanie marki to zabawa dla wielkich korporacji. Tymczasem to właśnie marka sprawia, iż klient w tej niewidzialnej fazie zakupowej w ogóle bierze Cię pod uwagę.
Emocje działają też w B2B. Panuje przekonanie, iż w biznesie decydują tylko tabele i kalkulacje. Badanie „From Promotion to Emotion”, przeprowadzone przez CEB (dziś część Gartnera) we współpracy z Google w 2013 roku, pokazało coś odwrotnego: kupujący B2B są silniej emocjonalnie związani z markami dostawców niż konsumenci w B2C. Ma to sens, bo w B2B kupujący ryzykuje osobiście: swoją reputację, stanowisko, opinię w firmie. Wybiera więc markę, której ufa i da mu poczucie bezpieczeństwa, a nie tylko tę z najniższą ceną.
Aha, i jedno ostrzeżenie. Przyklejenie sobie metki „premium” i kosmiczne podniesienie cen to nie jest budowanie marki. Klient premium potrzebuje więcej, nie mniej: potwierdzenia, iż rozumie swój wybór, iż cena ma uzasadnienie i iż dowieziesz obietnicę, którą zbudowałeś wokół produktu. Sama etykieta bez pokrycia działa dokładnie odwrotnie.
5. Porzucony koszyk to skutek, nie przyczyna
Kiedy właściciele sklepów myślą o traconych klientach, prawie zawsze zaczynają od porzuconych koszyków. Słusznie, bo skala jest ogromna: według Baymard Institute, który zebrał dane z 50 różnych badań, średnio 70% koszyków w e-commerce jest porzucanych.
McKinsey zmierzył to wprost. 60% kupujących B2B jest otwartych na zakupy przez zewnętrzne marketplace’y mniej więcej tyle samo, ile kupuje bezpośrednio od dostawców przez ich własne strony (64%). To nie jest margines zainteresowanych. To główny nurt.
Warto znać powody. W badaniu Baymard najczęstsze przyczyny porzucenia koszyka (poza zwykłym „tylko oglądałem”) to:
- dodatkowe koszty, które wyskakują dopiero przy kasie (dostawa, podatki, opłaty) – to powód numer jeden, wskazuje go 48% badanych,
- przymus założenia konta, żeby dokończyć zakup,
- zbyt długi lub skomplikowany proces zamówienia,
- brak zaufania do strony przy podawaniu danych karty.
Dobra wiadomość: większość z tych rzeczy da się naprawić. Pokaż pełny koszt z dostawą jak najwcześniej, na przykład na karcie produktu. Włącz zakupy bez rejestracji, skróć formularz, dodaj znane i lubiane metody płatności. To są konkretne, techniczne poprawki, które możesz wprowadzić gwałtownie i sprawnie.
Ale teraz zła wiadomość, a adekwatnie ważniejsza lekcja. Porzucony koszyk to często ostatni akt dramatu, który zaczął się dużo wcześniej. Klient, który nie zrozumiał Twojej wartości, który nie zaufał marce, który nie widzi różnicy między Tobą a konkurencją, dochodzi do koszyka „na próbę”. Porównuje. Sprawdza cenę z dostawą. I wychodzi, bo nic go przy Tobie nie trzyma. Naprawianie samego koszyka, kiedy problem leży w marce, ofercie i komunikacji, to tylko leczenie objawów.
Dlatego mówię, z pełna świadomością swoich słów, obserwując to zjawisko u klientów z którymi zaczynam pracować, iż najdroższy moment w e-commerce jest tam, gdzie tracimy klienta w procesie decyzji i nie jesteśmy tego świadomi. Koszyk przynajmniej widać w statystykach. Klienta, który odpadł na etapie pierwszego wrażenia, nie zobaczysz w żadnym raporcie.
6. Cisza po zakupie
Jest jeszcze jeden moment, w którym sklepy internetowe tracą pieniądze i klienta, którego już zdobyły. To dźwięcząca cisza po złożeniu zamówienia.
Klient zapłacił. I co dalej? Brak potwierdzenia. Brak statusu. Brak informacji o terminie dostawy. W tej luce komunikacyjnej kupujący sam sobie odpowiada na pytania i zwykle odpowiada sobie w najgorszy możliwy sposób, projektując sobie to co najgorsze: „chyba mnie oszukali”, „coś poszło nie tak”, „więcej tu nie kupię”.
To boli podwójnie, bo pozyskanie tego klienta kosztowało Cię najwięcej: reklamę, treści, całą pracę nad zaufaniem. A utrzymanie go i doprowadzenie do drugiego zakupu byłoby wielokrotnie tańsze. Tymczasem ta jedna cisza po zamówieniu potrafi to wszystko zaprzepaścić.
W tym samym worku siedzi obsługa klienta traktowana po macoszemu:
- infolinia, maile i live chat obsługiwane „rotacyjnie”, każdego dnia przez kogoś innego, bez wiedzy o wcześniejszych rozmowach,
- założenie, iż każdy klient umie kupować online, więc nikt nie robi onboardingu, szczególnie w B2B, gdzie klient przesiada się z telefonu i maila na platformę zakupową, której nie zawsze rozumie
- ignorowanie faktu, iż obsługa klienta to konkretne kompetencje, a nie zadanie „dla kogoś, kto akurat ma czas”.
Obietnica marki nie kończy się na przycisku „Kup”. Ona dopiero wtedy przechodzi w faze testów.
7. Zacznij mierzyć to, czego dziś nie mierzysz
Skoro najwięcej klientów tracisz w miejscach, których nie widać, to zastanówmy się jaki pierwszy krok warto wykonać, żeby zacząć je widzieć. Nie tylko porzucone koszyki, bo te akurat każdy system pokaże. No dobra, podpowiem CI, policz też:
- nieodebrane telefony – ile ich jest dziennie i o jakich godzinach,
- maile bez odpowiedzi po godzinie – klient, który pyta, jest gotowy kupić teraz, nie jutro,
- klientów, którzy wchodzą na stronę po osiemnastej i nie mają jak nic załatwić, bo wszystko u Ciebie wymaga kontaktu z handlowcem, a handlowiec skończył pracę,
- zapytania, które utknęły, bo nikt nie czuł się za nie odpowiedzialny.
To są pieniądze, które wyciekają cicho. Nie zobaczysz ich w Google Analytics, bo tam widać tylko to, co dzieje się w serwisie internetowym. A klient, jak już wiemy, większość decyzji podejmuje poza nim albo w momentach, których nie mierzysz.
Prosty test na start: przejdź własny proces zakupowy jako klient. Wejdź na sklep z telefonu, poszukaj produktu, spróbuj kupić, wyślij pytanie mailem, zadzwoń. Zmierz, ile to trwa i gdzie się zaciąłeś. Zdziwisz się, ile znajdziesz w godzinę.
Ja bardzo czesto korzystam też z narzędzi, które rejestrują to użytkownicy robią na Twoim sklepie. Najczęściej korzystam z clarity.microsoft.com lub Hotjar. Takich narzędzi jest o wiele więcej, możesz wybrać takie, które Tobie będzie odpowiadało najbardziej. Dzięki nim możesz prześledzić jak radzą sobie Twoi klienci z torem przeszkód na Twoim sklepie internetowym. Widzisz gdzie się zatrzymują, gdzie biegają w kółku i gdzie wychodzą zmęczeni.
8. Od czego zacząć, jeżeli dopiero ruszasz albo prowadzisz sklep sam
Na koniec konkretna kolejność działań. Nie wszystko naraz, krok po kroku.
- Krok 1: Ustal, komu sprzedajesz i komu nie. Opisz swojego klienta ale tak konkretnie, jak umiesz. Kim jest, czego się boi, co porównuje, gdzie szuka informacji. Równie ważne: zdecyduj, komu nie chcesz sprzedawać. To zdanie porządkuje całą resztę.
- Krok 2: Nazwij swoją różnicę. Jedno zdanie: dlaczego klient ma kupić u Ciebie, a nie u trzech innych firm, które znalazł w tym samym Google. jeżeli odpowiedź brzmi „jakość” albo „indywidualne podejście”, wróć do punktu wyjścia, bo to samo mówią wszyscy. Dobra różnica obniża ryzyko klienta albo oszczędza jego czas lub pieniądze i da się ją udowodnić konkretną liczbą lub faktem.
- Krok 3: Zadbaj o te pierwsze sekundy. Strona główna i strony produktów mają w kilka sekund odpowiadać na trzy pytania: co to jest, dla kogo i dlaczego warto. Prawdziwe zdjęcia zamiast stockowych, opinie klientów w widocznym miejscu, pełne koszty bez niespodzianek.
- Krok 4: Napraw koszyk i kasę. Zakupy bez rejestracji, krótki formularz, koszt dostawy widoczny wcześnie, znane metody płatności. To najszybsze do wdrożenia poprawki z całej listy.
- Krok 5: Zaplanuj komunikację po zakupie. Potwierdzenie zamówienia, informacja o wysyłce, status dostawy, wiadomość po odbiorze. To można zautomatyzować raz i działa zawsze.
- Krok 6: Daj sobie czas. Zaprojektowanie tego wszystkiego i rozpędzenie marketingu wymaga miesięcy, nie dni. Ustal realne wskaźniki, mierz je regularnie i nie wyłączaj działań po dwóch tygodniach, bo właśnie wtedy zaczynają pracować.
Chcę Ci powiedzieć jeszcze jedna rzecz. Nie musisz być mistrzem od razu w każdej dziedzinie. Sprzedaży w internecie można się nauczyć i to normalne, iż na początku pojawi się zwątpienie, brak pewności do działań i rzeczy które robisz.
Warto poszukać dobrych książek, kursów, webinarów lub po prostu skontaktować się z kimś takim ja, kto pomoże Ci poukładać wszystko co trzeba i wystartować z przytupem.
Opowiem Ci o moich dwóch projektach. Zuza buduje swoją markę gardenpool.pl. Znalazła mnie w Google. Sama postawiła swój sklep na Shoperze, ale miała poczucie, iż potrzebuje wsparcia, bo nie pewność czy wszystko zrobiła jak należy.
Umówiliśmy warsztat, zrobiłem audyt sklepu, przygotowwałem raport i konkretny plan dzialań. Przygotowałem startegie dla sklepu inetrnetowego, przebudowaliśmy stronę główną, zaprojektowałem a Zuzua wdrozyła nowe drzewo kategorii.
Przygotowałem nową paletę kolorów oraz komunikację dostosowaną do segmentów klientów oraz wyróżników marki. Z Zuzą pracujemy w dalszym ciagu, dziś na przykład przygotowałem dla niej projekt funkcjonalny, makietę i komunikację do zakładki dla Architektów.
Drugi projekt euro-tools.pl to sklep internetowy dla producenta koszy do segregacji odpadów. Pan Józef zadzwonił do mnie. Powiedział, iż swój biznes rozwija od wielu lat, nie wie nic o sprzedaży w internecie, ale jest przekonany, iż jego firma musi tam sprzedawać.
Umówiliśmy warsztat strategiczny, porozmawialiśmy o celach, potrzebach i wyzwaniach. Przygotowałem strategię i plan działania. Zbudowałem sklep na Shoperze, zintegrowałem z systemami, na których Pan Józef pracuje. W tym tygodniu ruszamy z kampaniami, zbudowałem plan kampanii, poukładałem działania w kanałach, a Karolina to wszystko konfiguruje w systemach reklamowych i ruszamy ze sprzedażą.
Historia “z życia wzięte”, w tydzień po uruchomieniu sklepu internetowego, dzwoni do mnie Pan Józef i pyta czy to ja składałem teraz jakieś zamówienia na sklepie, bo widzi, iż wpadło jakieś z prawie 900 zł.a przecież kampanię jeszcze nie ruszyły :).
Opowiadam Ci o tych projektach bo one pokazują dwie kompletnie różne osoby, w różnych miejscach, z różnymi oczekiwaniami i poziomami wiedzy, którym realnie pomogłem. To jedne z mniejszych projektów, które prowadzę, ale strasznie je lubię bo kontakt z osobami, które mają pasję i plan na swoje działania motywuje mnie cholernie i pcha do przodu.
9. Podsumowanie
Najdroższa sekunda w eCommerce to ta, w której klient wchodzi do Twojego sklepu i nie znajduje powodu, żeby zostać. Ale ta sekunda jest tylko finałem procesu, który zaczął się dużo wcześniej: przy pierwszym kontakcie z Twoją marką.
Dane nie zostawiają złudzeń. Klient przechodzi większość drogi zakupowej bez Twojego udziału, a przy pierwszym kontakcie zwykle ma już faworyta. jeżeli w tej niewidzialnej fazie Twoja marka nie istnieje albo brzmi jak wszystkie inne, klientowi zostaje jedno kryterium: cena.
Dlatego najdroższy moment w e-commerce to nie jest porzucony koszyk i nie jest sama słaba marka. To ten moment, w którym klient jest gotów kupić, a Ty nie potrafisz tej gotowości obsłużyć zgodnie z obietnicą, którą sam zbudowałeś. Cała reszta, strategia, marka, sklep, obsługa, komunikacja po zakupie, to tylko sposoby na to, żeby ten moment nie przeszedł Ci koło nosa.
Jeśli prowadzisz firmę produkcyjną, dystrybucyjną albo swój pierwszy sklep i chcesz sprawdzić, gdzie Ty tracisz klientów, odezwij się. Pomagam znaleźć te dziury i je załatać, zanim wycieknie przez nie kolejny budżet.
FAQ
Czy te dane dotyczą też małych sklepów B2C, czy tylko dużego B2B? Badania 6sense i Gartnera dotyczą kupujących B2B, ale mechanizm jest uniwersalny: im droższy i bardziej ryzykowny zakup, tym więcej klient robi researchu przed kontaktem. Dane Baymard o porzuconych koszykach obejmują cały e-commerce, w tym B2C. Skala liczb może się różnić, kierunek jest ten sam.
Mam mały budżet. Od czego zacząć: reklamy czy marka? Od fundamentów, które nie kosztują dużo: określenia klienta, nazwania różnicy i uporządkowania strony tak, żeby pierwsze sekundy działały na Twoją korzyść. Reklama sprowadzi ruch, ale jeżeli strona nie daje powodu, żeby zostać, zapłacisz za odwiedziny, nie za sprzedaż.
Skoro 70% koszyków jest porzucanych, to czy mój wynik 70% jest OK? To średnia z wielu badań i branż, więc traktuj ją jako punkt odniesienia, nie cel. Ważniejsze od samej liczby jest to, czy usunąłeś usuwalne przyczyny: ukryte koszty, przymus rejestracji, długi formularz. Część porzuceń to naturalne „tylko oglądam” i tego nie wyeliminujesz.
Czy budowanie marki ma sens w małej firmie B2B? Tak, i to szczególnie tam. Skoro 68% kupujących uważa, iż wszystkie marki brzmią tak samo, to wyróżnienie się jest łatwiejsze, niż myślisz, bo poprzeczka wisi nisko. Marka to nie kampania wizerunkowa za miliony, tylko spójna odpowiedź na pytanie, dlaczego Ty, powtarzana w każdym punkcie kontaktu.
Po jakim czasie zobaczę efekty działań marketingowych? To zależy od branży i długości procesu zakupowego Twoich klientów, ale licz w miesiącach, nie tygodniach. W B2B proces trwa tygodniami lub dłużej, więc działania z dziś owocują z opóźnieniem. Najgorsze, co możesz zrobić, to wyłączyć je w połowie drogi.
Czy klient naprawdę nie chce rozmawiać z handlowcem? Według Gartnera 61% kupujących B2B woli przejść przez zakup bez handlowca. To nie znaczy, iż handlowcy są zbędni. To znaczy, iż klient chce sam kontrolować, kiedy rozmowa nastąpi, i oczekuje, iż na stronie znajdzie wszystko, czego potrzebuje wcześniej: ceny, specyfikacje, warunki, opinie.
Prowadzę już sklep i sprzedaż stoi. Co sprawdzić najpierw? Trzy rzeczy w tej kolejności: czy strona w kilka sekund mówi, co sprzedajesz, dla kogo i czym się różnisz; czy w koszyku nie ma ukrytych kosztów i przymusowej rejestracji; czy odpowiadasz na zapytania w ciągu godziny. Te trzy obszary łapią większość cichych wycieków.
Źródła
- 6sense, „2024 Buyer Experience Report” – 6sense.com/newsroom
- 6sense, „2025 Buyer Experience Report” – 6sense.com/newsroom
- Gartner, „Gartner Sales Survey Finds 61% of B2B Buyers Prefer a Rep-Free Buying Experience”, czerwiec 2025 – gartner.com/newsroom
- dentsu B2B, „The Superpowers Index 2024″ (badanie kupujących B2B: UK, DE, FR, US, CA, JP, SG, AU, CN, IN) – raport dostępny bezpłatnie na stronie dentsu
- Baymard Institute, „Cart Abandonment Rate Statistics” –baymard.com/lists/cart-abandonment-rate
- CEB Marketing Leadership Council we współpracy z Google, „From Promotion to Emotion”, 2013
Ja nazywam się Sebastian Śnieciński jestem konsultantem e-commerce B2B z ponad 20-letnim doświadczeniem w cyfrowej transformacji firm produkcyjnych, dystrybucyjnych i hurtowych. Budję markę panwokularach | internety tłumaczy, blog i serwis doradczy dla firm B2B, które chcą zacząć sprzedawać online lub robić to skuteczniej.








Wsparcie w marketingu i sprzedaży online
Na co dzień pomagam firmom ogarniać sprzedaż w Internecie – od pierwszego kliknięcia, do regularnych zamówień. Ponad 90% mojej pracy to wdrożenie i uruchomienie tego, co wspólnie zaplanujemy.
Pokażę Ci nie tylko „CO”, ale przede wszystkim „JAK” trzeba zrobić.
Napisz do mnie i umów się na rozmowę. Pamiętaj, iż osobiście odpisuję na każdego maila. Zresztą, napisz i sprawdź...
- Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych jest panWokularach z siedzibą we Wrocławiu, pl. Solny 15, 50-062 Wrocław.








![Szpitale zakładnikami polityki. Tak umierają kolejne reformy [KOMENTARZ]](https://pliki.rynekzdrowia.pl/i/24/49/92/244992_r0_940.jpg)







