W chirurgii małoinwazyjnej, także robotowej, jakość powinna być stałe weryfikowana i to od niej powinna zależeć wycena świadczeń. Operatorzy powinni przechodzić szkolenia poza salą operacyjną zanim zabieg w asyście robota wykonają u pacjenta.
Już w ponad stu polskich szpitalach wykonuje się zabiegi z pomocą robota chirurgicznego. Eksperci wskazują luki, przez które umyka kontrola jakości wykonywanych operacji. O tym, jak sprawić, aby jakość była zawsze na pierwszym miejscu, rozmawiano podczas debaty „Chirurgia robotyczna w erze medycyny personalizowanej – przyszłość czy konieczność systemowa?”, która odbyła się w ramach XI Międzynarodowegi Forum Medycyny Personalizowanej.
„Robot to jest tylko narzędzie. Jest to bardzo dobre narzędzie. Jest to nowoczesne narzędzie. Natomiast jest to narzędzie w rękach chirurga. Robot nie gwarantuje jakości” – zaznaczył dr Paweł Wisz (Państwowy Instytut Medyczny MSWiA). przez cały czas nie mamy w Polsce rejestrów leczenia zabiegowego. „Ponad 80 proc. prostatektomii w Polsce jest robionych przy wsparciu systemu robotycznego. Natomiast nikt nie weryfikuje w jaki sposób” – podkreślił dr Wisz. Nie ma prawdziwych szkoleń z prowadzenia operacji przy użyciu robota chirurgicznego. Takie szkolenia muszą odbywać się poza salą operacyjną, a na nią chirurg powinien wchodzić dopiero po osiągnięciu pewnego poziomu w symulowanych warunkach. „Szkolenia producenta nie są wystarczające do tego, by stwierdzić czy dana osoba umie wykorzystywać technikę robotyczną, bo to są szkolenia bardziej z obsługi robota, a nie z tego, jak operować robotem” – zauważył dr Wisz. I dodał – „Ciało ludzkie nie jest materiałem szkoleniowym. Na zachodzie mamy dedykowane centra szkoleniowe, tego w Polsce brakuje. Nie mamy dedykowanych szkoleń i nie mamy kontroli jakości”. Jego zdaniem dużą rolę do odegrania ma NFZ, promując ośrodki, które wykazują się wysoką jakością zabiegów i w których pracują operatorzy po odpowiednim szkoleniu.
Doktor Wisz odniósł się również do doświadczeń z wykonywania pierwszych zabiegów dzięki robota jednoportowego – „Model jednoportowy od wieloportowego różni się tym, iż robimy jedno nacięcie, a nie tak jak wcześniej cztery. o ile prawidłowo zakwalifikujemy pacjenta, to możemy po pierwsze skrócić czas jego pobytu w szpitalu. Możemy też zmniejszyć uraz śródoperacyjny, dlatego iż większość tych operacji będziemy mogli wykonywać – przykładowo w urologii – przedotrzewnowo, a nie wchodzić do jamy brzusznej, nie otwierać otrzewnej, nie mieć styczności z jelitami. To może zmniejszyć też ryzyko powikłań”. Robot jednoportowy ma także swoje ograniczenia, jak mała przestrzeń pola operacyjnego oraz mniejsze narzędzia. Ale z czasem pojawiać się będą kolejne wskazania do jego zastosowania.
„Podstawowa zasada jest taka: operuj taką metodą, którą to robisz najlepiej. Ewentualnie przedstaw pacjentowi taką metodę, jaka jest dla niego najbardziej optymalna. Niekoniecznie musi być wykonana w twoim ośrodku” – podkreślał prof. Janusz Kowalewski, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Jak zaznaczył, słowem-kluczem jest tu etyka. Nieetyczne jest mówić pacjentowi, wymagającemu zabiegu kardiochirurgicznego, jeżeli zaledwie 1 proc. z nich to zabiegi robotyczne, iż musi zostać zoperowany przy użyciu takiego sprzętu. Inna sytuacja jest w chirurgii gruczołu krokowego, gdzie dziś większość zabiegów jest już prowadzona w asyście robota. Nie jest etyczne, gdy urolog przeprowadza laparotomię będącą dużą ingerencją w tkanki pacjenta, ponieważ nie ma możliwości lub umiejętności operowania małoinwazyjnego. W takiej sytuacji powinien skierować pacjenta do ośrodka oferującego nowe metody leczenia.
Profesor Kowalewski stoi na czele szpitala, wykonującego najwięcej zabiegów robotowych w Polsce – „Mamy w tym momencie 13 zespołów certyfikowanych w szpitalu, które mogą wykonywać zabiegi robotyczne”. Jego zdaniem o sukcesie w tym obszarze decyduje „Dostępność do sali operacyjnej z robotem chirurgicznym, obecny wyszkolony zespół chirurgiczny i jego dostępność, wskazania kliniczne do określonej metody leczenia”. Nie bez znaczenia jest też głos samego pacjenta – “Pacjent jest coraz bardziej świadomy, coraz bardziej zorientowany i również powinien mieć wpływ na to czy ta lub inną metoda będzie u niego zastosowana”. I dodał – “Zaledwie 40 proc. operacji raka płuca jest wykonywana w Polsce technikami małoinwazyjnym. o ile wykona się resekcję płuca techniką małoinwazyjną, to ci pacjenci tylko ze względu na małoinwazyjny dostęp mają około 20 proc. więcej szans na dłuższe przeżycie, ze względu na niski odsetek powikłań, szybszy powrót do zdrowia, mniejsze narażenie na powikłania infekcyjne, mniejszy uraz operacyjny itd.”.
Doktor Michał Chrobot, prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych odniósł się do kwestii wyższej wyceny przyznawanej za metodę zabiegu, bez względu na jego jakość. Takie decyzje doprowadziły do większej popularności robotów, jednakże nikt przy tym nie weryfikuje efektów prowadzonych operacji. Nie uznał tego za błąd w momencie, gdy dana technologia była dopiero wprowadzana – „Błędną decyzją był sposób wprowadzania, a dokładnie brak sposobu na wprowadzenie chirurgii robotycznej w Polsce. Jednym słowem pozwoliliśmy każdemu, kto tylko miał widzimisię wypożyczyć, kupić, wyleasingować roboty. Generalnie rzecz biorąc, w sposób mało usystematyzowany (…) zaczęliśmy od końca”. Ponadto nie nałożono mierników jakościowych. W jego opinii brakuje więc centrów szkoleniowych oraz akredytacji na centra robotyczne.
Arkadiusz Grądkowski, prezes Izby POLMED i członek zarządu MedTech Europe odniósł się do tematu finansowania nowości – “Tych technologii nowoczesnych jest tak dużo w naszej Izbie, iż ja jestem w szoku, iż w Polsce nie ma żadnego systemu ustrukturyzowanego dofinansowania tychże technologii, czyli stworzenia nowych procedur, w których mogłyby być one finansowane w sposób ucywilizowany”.














