Podczas pierwszego w 2026 roku posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Adherencji, Olga Sierpniowska – dyrektor Biura Głównego Inspektora Farmaceutycznego, farmaceutka i doktorantka Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu – przedstawiła kompleksową wizję roli farmaceutów w poprawie przestrzegania zaleceń terapeutycznych. Jej wystąpienie to nie tylko analiza suchych danych, ale przede wszystkim apel o dostrzeżenie potencjału drzemiącego w bezpośrednim kontakcie pacjenta z farmaceutą przy aptecznym okienku.
Zrozumienie, dlaczego pacjenci przerywają leczenie lub w ogóle go nie rozpoczynają, wymaga zejścia na poziom codziennej praktyki aptecznej. Olga Sierpniowska podkreśliła, iż to właśnie farmaceuci są grupą zawodową, która ma najczystszy wgląd w bariery stojące przed pacjentem.
– My tych pacjentów widzimy przy aptecznym okienku, kiedy oni wahają się, czy zrealizować swoją pierwszą receptę. Kiedy widzimy pacjentów, którzy wstydzą się czasami tego, iż nie mają środków na wykupienie drogiego leku. Kiedy pytają nas: 'Pani Magister, co Pani sądzi, czy ja powinnam ten preparat zakupić?’ – mówiła Sierpniowska.
- Czytaj również: Przeglądy lekowe schodzą na boczny tor. Eksperci sugerują inne świadczenia w aptekach…
Pacjenci często czują się zagubieni w gąszczu informacji medycznych. Zgodnie z prawami pacjenta, każdy chory ma prawo do informacji, jednak musi ona być „prosta, zrozumiała dla niego i dostosowana do jego kompetencji zdrowotnych”. Farmaceuta występuje tu w roli tłumacza skomplikowanego języka medycyny na język codziennych wyborów, pomagając podjąć poinformowaną decyzję o rozpoczęciu terapii.
Koniec z „straszeniem” pacjenta
Jednym z najciekawszych punktów wystąpienia Olgi Sierpniowskiej było zwrócenie uwagi na tzw. umiejętności miękkie, które w kontekście adherencji okazują się być „twardymi” narzędziami terapeutycznymi. Ekspertka, deklarując się jako entuzjastka komunikacji medycznej, zaznaczyła, iż pacjent nie będzie stosował leku, jeżeli nie zrozumie celu takiego działania. Kluczowe jest odejście od paternalistycznego modelu nakazowego.
– Powiedzenie pacjentowi: 'musi Pan brać te tabletki, w przeciwnym razie czeka Pana w ciągu najbliższych dziesięciu lat cukrzyca typu drugiego lub zawał’, to nie jest skuteczne, to jest antyskuteczne. Dlatego, iż podstawowym pragnieniem każdej osoby jest możliwość wyboru i wolność. Im bardziej kogoś zmuszamy, tym bardziej ten ktoś do tych zaleceń nie chce się stosować – mówiła Olga Sierpniowska.
Rozwiązaniem, które mogłoby zrewolucjonizować polskie apteki, jest dialog motywujący. To technika pozwalająca wydobyć z pacjenta jego własną motywację do zmiany, co jest szczególnie istotne w chorobach przewlekłych, takich jak nadciśnienie, cukrzyca, astma czy POChP, które wymagają rewolucyjnych zmian w stylu życia.
Czy Polska potrzebuje kolejnych pilotaży?
W ramach prac w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym oraz współpracy z agencjami takimi jak EMA czy EDQM, Olga Sierpniowska dokonała kwerendy rozwiązań międzynarodowych. Szczególną uwagę poświęciła Szwecji, która w 2024 roku zakończyła pilotaż usług opieki farmaceutycznej. Szwedzi przebadali dwie najważniejsze usługi: „instruktaż inhalatorowy” oraz „rozmowę o lekach” (odpowiednik brytyjskiego NMS – New Medicine Service). Wyniki są alarmujące i dające do myślenia:
-
Praktycznie połowa pacjentów popełniała co najmniej jeden błąd podczas inhalacji przed otrzymaniem instruktażu.
-
Tylko jedna trzecia pacjentów stosowała swój inhalator prawidłowo.
Sierpniowska postawiła prowokacyjne, ale niezwykle zasadne pytanie o zasadność kosztownych pilotaży w Polsce, w obliczu posiadania danych z państw o podobnej populacji.
– Profesjonalnie zrobiony pilotaż, taki z oceną HTA, to jest znacząca kwota. Pytanie, czy my takiego pilotażu w polskich warunkach rzeczywiście potrzebujemy, mając dane z kraju dosłownie nie egzotycznego, tylko naszego niemalże sąsiada (…) z populacji dosyć jednak podobnej – mówiła farmaceutka.
Ekonomia nieefektywności: Problem z inhalatorami
Analiza kosztów pokazuje, jak wielkie marnotrawstwo generuje brak adherencji. Przykładowo przeciętny, nowoczesny inhalator dwuskładnikowy to dla płatnika koszt około 100 zł. W przypadku seniorów, którzy mają pełną refundację, budżet państwa pokrywa tę kwotę w całości. Jeśli jednak 70% pacjentów nie potrafi prawidłowo zainhalować dawki leku, pieniądze te są dosłownie „wyrzucane w powietrze”.
– Inhalator, o ile pacjent nie zainhaluje dawki leku, to równie dobrze może przestać ten preparat używać, bo on będzie nieskuteczny. To nie jest tabletka. Pacjent nie ma możliwości bardzo często oceny, czy lek dotarł tam, gdzie powinien i czy wywołuje odpowiedni skutek – wskazywała ekspertka.
- Czytaj również: Marnotrawienie leków i adherencja. Wszystko w rękach farmaceutów?
Rozwiązaniem jest wyceniona i refundowana usługa instruktażu. W Norwegii koszt takiej usługi od 2016 roku wynosi około 8,5 euro, natomiast w Danii jest to 11 euro. Wprowadzenie takiej usługi w Polsce byłoby obarczone minimalnym ryzykiem dla płatnika, a mogłoby drastycznie zwiększyć efektywność leczenia.
Narzędzia są na stole
Mimo braku systemowego finansowania, polscy farmaceuci nie próżnują. Olga Sierpniowska wskazała na istnienie profesjonalnych narzędzi, takich jak podręczniki i kompendia, które pozwalają na wdrożenie standardów opieki farmaceutycznej niemal od zaraz. Współczesna opieka farmaceutyczna w Polsce mogłaby opierać się na:
-
Kodach QR na opakowaniach lub w materiałach edukacyjnych, prowadzących do filmików instruktażowych.
-
Algorytmach i checklistach, które pozwalają na ustandaryzowanie wywiadu z pacjentem.
-
Metodzie teach-back, sprawdzającej, co pacjent zrozumiał z przekazanych informacji.
-
Indywidualizacji ulotek edukacyjnych dla chorych na POChP i astmę.
Głównym wnioskiem płynącym z wystąpienia dyrektor Sierpniowskiej jest konieczność powrotu do modelu opieki skoncentrowanej na osobie (person-centered care). Każde projektowane rozwiązanie powinno uwzględniać potrzeby odbiorcy, a nie wygody systemu.
W Polsce dysponujemy danymi z własnych systemów (np. ZSMOPL), które w połączeniu z danymi o realizacji recept mogłyby precyzyjnie wskazywać obszary braku adherencji. Mamy również wykształconą kadrę gotową do podjęcia nowych zadań. To, czego brakuje, to odwaga w podjęciu decyzji o finansowaniu prostych, sprawdzonych u sąsiadów usług.
– Nasz pacjent jako osoba to jest to, na czym należałoby się skupić, łącząc te elementy, te narzędzia, które już mamy. One są na stole, są dostępne, są wręcz do pobrania bezpłatnie z internetu dla wszystkich zainteresowanego farmaceuty. To, czego potrzebujemy, to przypuszczam finansowanie i zainteresowanie – mówiła farmaceutka.
Bez systemowego uznania roli farmaceuty jako doradcy i edukatora, polski system ochrony zdrowia przez cały czas będzie ponosił ogromne koszty leczenia powikłań wynikających z niewłaściwie stosowanych leków. Leków, które coraz częściej pacjenci – z braku wiedzy lub motywacji – po prostu odstawiają.
















