Michalinka: Po świętach tylko dwie choroby zostały do dostania

goniec.net 8 godzin temu

Jeszcze niedawno, jakieś kilka lat temu, pocieszałyśmy się z kuzynką, iż nie można mieć wszystkich chorób naraz, jakieś dwie, no góra trzy. Ją bolał kręgosłup i miała żylaki. Ja miałam kamicę nerkową i nawalały mi kolana. Postanowiłyśmy, iż sobie damy radę i będziemy z tymi choróbskami jakoś żyć. To w końcu tylko dwie, no góra trzy choroby. Grypy, przeziębienia i katary nie liczyły się jako poważne i trwałe choróbska. Ale to było przed covidem. Potem nastała era covidu, wszystko uległo zawieszeniu, bo jedni (ci którzy nie wierzyli w covida) go dostawali, a drudzy (ci którzy wierzyli w covida) pomimo tego, iż się szczepili, też go dostawali. Cały świat oszalał na czele z dr Anthony Fauci w Stanach, prezesem WHO (World Health Organization), dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, i kanadyjską ‘ulubienicą’ tamtego czasu, dr Theresa Tham. Jedne państwa, tak jak Szwecja, nie dały się ponieść zbiorowej – w tym wypadku globalnej – histerii, a inne, takie jak Chiny, czy Kanada zupełnie oszalały w ćwiczeniu posłuchu wśród obywateli zatrzymując całe społeczeństwa (pozamykane szkoły, biznesy, praca, itp.). Po jakimś czasie okazało się jednak, iż to akurat Szwecja miała rację, bo brak surowych restrykcji nie spowolnił ani gospodarki, ani nie zwiększył liczby zachorowań i przypadków śmiertelnych, a takie restryktywne kraje jak Kanada do dzisiaj nie nadrobiły dwuletniego zamknięcia gospodarki i społeczeństwa. A Chiny? Kto tam wie. Główny medyk US Anthony Fauci miał być pociągnięty do odpowiedzialności za niepotrzebne sianie paniki i nie tylko – ponoć nieźle się obłowił na covidzie i szczepionkach, ale prezydent Biden go na wszelki wypadek i do przodu ułaskawił, obawiając się gniewu za sposób zarządzania covidem nowego prezydenta Trumpa. Mówią, iż ręka rękę myje, także globalnie. Muszę przyznać, iż mnie pogubili z tymi myjącymi się wzajemnie rękoma.

Na niwie polonijnej, przez długi czas ulegliśmy jednemu zaprzyjaźnionemu szarlatanowi polonijnemu, który prawie nas przekonał, iż covidu nie ma. Na dowód tego, tuż przed zamknięciem wszystkiego na spust, żeby nie rozprzestrzeniać zarazy, poszedł z kilkoma wyznawcami na lunch do bufetu chińskiego. Wszyscy się pochorowali, choć udawali, iż to tylko grypa. Dopiero jak im zaczęły po kilku tygodniach włosy garściami wychodzić, to skapitulowali i się przyznali. Niestety, guru anty covidowego ruchu przejechał się najbardziej, bo zmarł. Panie świeć nad jego duszą. Wtedy i my z kuzynką przestraszyłyśmy się na całego, co nas wcale nie ustrzegło od najgorszego, bo i ona i ja, w krótkim czasie pochorowałyśmy się – i to ciężko. Moja nieszczepiona kuzynka zachorowała dwa razy na covida, ja dwa razy szczepiona także byłam covidem trafiona dwa razy. Czyli w tym względzie rachunki miałyśmy wyrównane. Ale tylko w tym względzie, bo niestety ogólnych chorób nam przybyło. Nie chcę ich wszystkich wymieniać, żeby nie zanudzać. Ale i tak ciągle mi ktoś radzi jakieś cudowne medykamenta, na przykład: 10 cytryn dziennie, jad z ropuchy z Kuby, lizanie ściany, itp. No ileż można tych bzdur słuchać? Widocznie jednak wiara w magię silnie zakorzeniona jest w narodzie.

Kiedyś pocieszałyśmy się z kuzynką, iż każda z nas ma tylko dwie, no góra trzy, poważne choroby. w tej chwili pocieszamy się, iż nie mamy wszystkiego, bo jeszcze dwie, może trzy, nas nie zaatakowały. Wygląda na to, iż na wszystko inne już chorujemy, ale dalej się pocieszamy, iż nie można mieć wszystkiego.

Michalinka, 7 kwietnia, 2026

Idź do oryginalnego materiału