Utrata zaufania społecznego, uzależnienie od polityki i coraz trudniejsze warunki funkcjonowania niezależnych redakcji są największym problemem współczesnych mediów. Do tego dochodzi spadek nakładów gazet i czasopism oraz rosnąca konkurencja internetu dla prasy, radia i telewizji. Pokazała to bardzo wyraźnie debata zorganizowana przez Stowarzyszenie Polskich Mediów 20 maja.
W dyskusji prowadzonej przez Marka Traczyka – prezesa SPM i Warszawskiej Izby Gospodarczej – wielokrotnie powracało pytanie, czy media przez cały czas pełnią rolę strażnika demokracji, czy stają się narzędziem politycznych i biznesowych interesów.
Prezes SPM już na początku debaty zwrócił uwagę na zjawisko „medialnych chwilówek” – krótkotrwałych sensacji, które przykrywają rzeczywiste problemy dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Podkreślał, iż zawód dziennikarza jest zawodem zaufania publicznego i wymaga szczególnej odpowiedzialności oraz etyki. W jego ocenie coraz częściej mamy jednak do czynienia z „dziennikarstwem czekoladopodobnym” – pozornym, powierzchownym i nastawionym głównie na emocje oraz konflikt.

Bardzo mocno w tym kontekście wybrzmiało wystąpienie Mariana Banasia, byłego prezesa NIK, który mówił o własnych doświadczeniach z mediami. Jego zdaniem większość mediów została wciągnięta w polityczną walkę i biznesowe układy. Jedne media – jak mówił – służą rządowi, inne opozycji, a rzetelna informacja coraz częściej przegrywa z propagandą i manipulacją. Banaś podkreślał, iż skutkiem tego jest utrata zaufania obywateli zarówno do państwa, jak i do samych mediów.
Były prezes NIK zwracał uwagę, iż media zamiast bazować na faktach często wyrywają wypowiedzi z kontekstu i budują jednostronne narracje. Ostrzegał, iż bez uczciwego dziennikarstwa demokracja słabnie, ponieważ społeczeństwo otrzymuje nie obiektywną informację, ale polityczną propagandę.
Ważnym wątkiem debaty była także kwestia ekonomicznej niezależności mediów. Uczestnicy podkreślali, iż redakcje coraz silniej uzależniają się od reklam, dotacji i pieniędzy spółek Skarbu Państwa, co w naturalny sposób ogranicza ich niezależność. Padały również mocne słowa o „wynajmowanych dziennikarzach”, którzy mają niszczyć reputację konkretnych osób lub środowisk.
Archaiczne prawo prasowe
Mecenas Robert Mikulski zwracał uwagę, iż obowiązujące przepisy medialne pochodzą jeszcze z początku lat 90. i nie nadążają za rewolucją technologiczną oraz rozwojem mediów społecznościowych. W jego ocenie współczesny kryzys mediów jest jednocześnie kryzysem etosu dziennikarskiego. Dziś – jak zauważył – praktycznie każdy może publikować treści i wpływać na opinię publiczną, ale nie każdy bierze odpowiedzialność za słowo.

W debacie wielokrotnie podkreślano, iż media społecznościowe całkowicie zmieniły rynek informacji. Tradycyjna prasa, radio i telewizja muszą konkurować z internetem, w którym granica między dziennikarstwem a anonimowym hejtem coraz bardziej się zaciera. Uczestnicy wskazywali, iż ogromnym problemem stało się niszczenie reputacji ludzi przy użyciu niesprawdzonych informacji rozpowszechnianych w sieci.
Nadzieja w niezależnym i profesjonalnym dziennikarstwie
Jednocześnie nie zabrakło bardziej optymistycznych głosów. Mirosław Kuliś, założyciel i wydawca „Agory” przekonywał, iż kryzysy są naturalnym elementem rozwoju mediów i często prowadzą do pojawiania się nowych jakości oraz nowych środowisk opiniotwórczych. Przypominał, iż ludzie zawsze będą potrzebowali wiarygodnych informacji i objaśniania rzeczywistości – zmieniają się jedynie narzędzia przekazu.
Marek Traczyk zwrócił również uwagę na problem wolności mediów uzależnionej od właścicieli i kapitału. Przywołał swoje dawne stwierdzenie, iż „wolność mediów jest mierzona wolnością przyzwolenia właściciela”. To zdanie dobrze oddało klimat całej debaty – dyskusji o tym, czy w epoce politycznych konfliktów, mediów społecznościowych i ekonomicznej presji możliwe pozostało naprawdę niezależne dziennikarstwo.
Jolanta Czudak-Tomaka






