Mandaryna o życiu w blasku reflektorów i domowym zaciszu. “Taniec daje mi większą wolność niż muzyka”

beskidzka24.pl 7 godzin temu

Marta „Mandaryna” Wiśniewska była gwiazdą ostatniego przystanku Projektu Zima TVN, który zagościł w Wiśle w jeden z lutowych weekendów. Z red. Mariolą Morcinkową wokalistka rozmawiała o fenomenie utworu „Ev’ry Night”, zdefiniowała pojęcie wolności w tańcu i szczerze wyznała, czego nauczyło ją życie z cukrzycą.

Mam wrażenie, iż z jednej strony jest Pani osobą, która potrzebuje świateł, muzyki i publiczności, z drugiej zaś rodziny i spokoju. Mam rację?

Jak najbardziej. Myślę, iż to łączy mnie z wieloma kobietami. Lubimy robić swoje w świetle reflektorów. Mam artystyczną duszę, bardzo tego potrzebuję, karmi mnie to energetycznie. Lubię dawać ludziom dużo swojej energii, ale też ją otrzymywać. To niesie mnie przez kolejne dni. Prawdą jest jednak również to, iż uwielbiam domowe zacisze, kocham spotykać się z bliskimi, znajomymi, grać w planszówki. Od czasu do czasu lubię też poleniuchować.

Jak dziś definiuje Pani swoją tożsamość artystyczną?

Nie mam jednej definicji. Otwieram różne drzwi. Lubię to. Bywam czasem w dwóch skrajnych miejscach – we fleszach reflektorów i bardzo komercyjnym świecie, ale potem nadchodzi moment, w którym chcę też czegoś innego, a wtedy wpadam w świat niszowy, offowy, robię performance’y, które nie są dla wszystkich, bo nie każdy rozumie taki świat. Lubię być w jednej linii, próbując różnych rzeczy.

Dziś zdecydowanie bliżej Pani do tej dziewczyny, która potrzebuje sceny?

Tak. Kocham koncerty, energię, ludzi. Uwielbiam widzieć uśmiech na ich twarzach. Szczególnie w tych czasach jest bardzo ważne, by wyluzować się chociaż na chwilę, poskakać, sprawić, by przez moment nic nas nie obchodziło.

Pani twórczość od lat kojarzy się nie tylko z kultowymi hitami, o których będziemy rozmawiać, ale przede wszystkim z taneczną wolnością. Mówi Pani, iż taniec jest dla Pani nie tylko sposobem na życie, ale też największą odskocznią. Czym jeszcze?

Taniec jest dla mnie powietrzem. Nie pamiętam momentu, w którym nie było go w moim świecie. Tańczę, odkąd zaczęłam chodzić i tak już będzie zawsze (śmiech). Taniec jest sposobem na wszystko. Od poprawienia kondycji, aż do wytańczenia złych emocji.

Jaka jest Pani definicja wolności w tańcu?

Specjalizuję się w hip-hopie, a to prawdziwy taniec wolności. Ma on oczywiście swój kręgosłup taneczny, ale czerpie z różnych innych stylów. Można go tańczyć nie tylko do każdej muzyki, ale przede wszystkim po swojemu. Najfajniejsze jest to, iż kiedy przepuścisz te dźwięki przez siebie, za każdym razem otrzymasz inną historię, podarowaną przez drugiego człowieka. To właśnie wielowymiarowość jest najfajniejsza w tańcu. Wszystko zależy od tego, jaki masz dzień, co chcesz w danej chwili za jego pomocą wyrazić i jaką masz w sobie ekspresję.

Czy daje on więcej wolności niż muzyka, czy jest raczej jej dopełnieniem?

Dla mnie to połączenie jednego z drugim, natomiast taniec daje dużo większą wolność.

Gdyby życie postawiło Panią przed wyborem pomiędzy muzyką a tańcem, wybrałaby Pani pewnie taniec, prawda?

Oj, chyba nie umiałabym wybrać (śmiech). Kocham jedno i drugie.

Co takiego daje taniec, czego nie dają inne formy aktywności?

Wspomnianą wolność i to, iż w taniec zaangażowane jest tak naprawdę całe ciało. Niemożliwe, by taniec porwał nas, gdy mamy głowę pełną innych rzeczy. Trzeba się wyłączyć i zrobić coś dla siebie. W tańcu można wszystko z siebie wyrzucić.

Czy każdy może nauczyć się tańczyć?

Oczywiście. Nauczyć się tańczyć może każdy, kto po prostu kocha muzykę.

Finał Projektu Zima nie jest Pani pierwszą okazją do bycia w Wiśle i okolicach. Jak się wraca w te strony?

Wspaniale. Góry są cudowne. Kocham snowboard, więc kiedy tylko mogę, zakładam deskę i śmigam. Niestety robię to bardzo rzadko.

Usłyszymy dziś kultowe już zdanie, „znacie Ev’ry night”?

Mam nadzieję, iż tak.

Co ma w sobie ten utwór, iż od lat budzi tyle pozytywnych emocji?

„Ev’ry Night” to już nie jest utwór, a całe zjawisko społeczne. Zawarte jest w nim wszystko – od uśmiechu, przez dobrą zabawę, aż po wiele ludzkich historii. Ta piosenka dlatego stała się tak kultowa, bo już nie jest tylko piosenką.

Jak Pani patrzy na ten utwór po latach? Nie miała Pani takiego momentu w swoim życiu, w którym świadomie przestała go lubić?

Miałam momenty, w których nie chciałam już go śpiewać. Teraz też nie muszę, bo wszyscy robią to za mnie (śmiech).

Mój ulubiony utwór z Pani repertuaru to zdecydowanie „Stay together”. A które swoje utwory z lat ubiegłych darzy Pani szczególnym sentymentem?

Bardzo lubię swoje pierwsze płyty, ponieważ były bardzo beztroskie, młodzieńcze i bardzo moje. Szczególnym sentymentem darzę też swoją trzecią płytę i utwór „Chemical”. Ma w sobie coś innego i moją zadziorną duszę.

Każdy artysta na przestrzeni lat przechodzi muzyczną przemianę. Jak opisałaby Pani swoją?

Człowiek dojrzewa z każdym dniem. Na początku inspiruje się czymś innym, potem to ewoluuje. Cały czas jestem w podobnej stylistyce, dopasowanej nieco do tego, co dzieje się obecnie. Grają mi w duszy różne projekty, po które sięgnę pewnie z czasem.

Jak w tym czasie zmieniała się Pani jako człowiek?

Oj, bardzo (śmiech). Kiedy oglądam programy, w których wystąpiłam blisko dwadzieścia lat temu, różnie o sobie myślę. Jednak, młodość ma swoje prawa. Dziś jestem matką dojrzałych dzieci, uczę ich, jak być dobrym człowiekiem. Występują ze mną na scenie, wnosząc na nią dużo dobrej energii, a ja wykorzystuję to, jak tylko mogę.

Wróciłaby Pani do siebie sprzed lat?

Tak.

Diagnoza cukrzycy w wieku 27 lat była dla Pani, jak dla wszystkich, ogromnym życiowym wyzwaniem. Jak to doświadczenie zmieniło Pani spojrzenie na świat i życiowe priorytety?

Ta diagnoza uświadomiła mi, iż nic nie trwa wiecznie, iż życie jest zaskakujące. Pokazała mi, iż w każdym momencie może dopaść nas coś, z czym musimy się zmierzyć. Lepiej, kiedy ta choroba idzie ze mną w parze. Gorzej, gdybym musiała z nią walczyć. Z cukrzycą musiałam się zaprzyjaźnić. Już wiem, jak ważna jest profilaktyka i to, by o siebie dbać. W cukrzycy najbardziej podoba mi się to, iż znajduje czas dla siebie, uważniej patrzę na to, co jem.

Dziękuję za rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału