Okres jesienny to czas, w którym temat wszawicy regularnie wraca do rozmów rodziców, nauczycieli i pracowników ochrony zdrowia. Mimo iż o wszach słyszał niemal każdy, wokół tych pasożytów przez cały czas funkcjonuje wiele błędnych przekonań. Niektóre z nich prowadzą do niepotrzebnej stygmatyzacji dzieci, inne utrudniają prawidłową diagnostykę i skuteczne leczenie.
W najnowszym numerze magazynu MGR.FARM farmaceutka Agnieszka Skrzetuszewska, podsumowuje fakty i mitom na temat wszy, zwraca uwagę, iż wiele powszechnie powtarzanych opinii nie ma nic wspólnego z aktualną wiedzą medyczną.
Wszawica nie jest oznaką braku higieny
To prawdopodobnie jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów. Wiele osób przez cały czas uważa, iż wszy pojawiają się przede wszystkim u dzieci zaniedbanych higienicznie. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
– Wszawica głowowa powszechnie występuje na całym świecie, choćby w najbardziej rozwiniętych krajach o wysokim statusie socjoekonomicznym. Pojawić się może w różnych środowiskach czy populacjach ludzkich. Zarażenie wszawicą nie stanowi dowodu na zaniedbania higieniczne ani nie wynika jedynie z braku higieny – podkreśla Agnieszka Skrzetuszewska.
Eksperci wskazują, iż pasożyty rozprzestrzeniają się przede wszystkim tam, gdzie ludzie przebywają blisko siebie. Dlatego ogniska wszawicy często pojawiają się w szkołach, przedszkolach, na koloniach i obozach.
Pobieram magazyn mgr.farm #63Wszy nie potrafią skakać
Dla wielu osób może to być zaskoczeniem. Popularne wyobrażenie wszy przypomina pchłę, która przeskakuje z człowieka na człowieka. Tymczasem pasożyt nie posiada takich zdolności.
– Wszy nie potrafią latać ani skakać, ale potrafią gwałtownie pełzać (23 cm/min w warunkach naturalnych) – wyjaśnia farmaceutka.
Najczęściej do zarażenia dochodzi podczas bezpośredniego kontaktu głowy z głową. To właśnie dlatego wszawica szczególnie łatwo rozprzestrzenia się wśród dzieci podczas zabawy, wspólnych zajęć czy wypoczynku.
Obecność jednej wszy nie zawsze oznacza wszawicę
Kolejnym zaskakującym faktem jest to, iż znalezienie pojedynczej wszy nie musi oznaczać pełnoobjawowej choroby.
– Sam fakt znalezienia u pacjenta pojedynczych wszy, które nie wywołują jeszcze żadnych objawów, świadczy o zarażeniu, ale nie jest tożsame ze zdiagnozowaniem wszawicy, choć może oczywiście prowadzić do jej rozwoju – pisze Agnieszka Skrzetuszewska.
Do rozpoznania wszawicy konieczne jest stwierdzenie aktywnych postaci pasożyta lub żywych jaj oraz występowanie charakterystycznych objawów, takich jak świąd, zaczerwienienie czy zmiany skórne.
Gnidy nie zawsze oznaczają aktywne zakażenie
Wielu rodziców wpada w panikę już po zauważeniu gnid we włosach dziecka. Tymczasem sama ich obecność nie przesądza jeszcze o aktywnej infestacji.
– W badaniu wzrokowym najłatwiejsze do zaobserwowania są jaja wszy, czyli tzw. gnidy, ale ich obecność może prowadzić do diagnozy fałszywie dodatniej, gdyż puste jaja choćby przez pół roku mogą pozostawać przyklejone do włosów – wyjaśnia ekspertka.
Dlatego podstawą rozpoznania pozostaje wykrycie żywych wszy. Samo stwierdzenie gnid, zwłaszcza oddalonych od skóry głowy, może świadczyć o dawnym zakażeniu.
Wszy nie przeżyją długo poza człowiekiem
Wokół dezynfekcji mieszkań po wykryciu wszawicy narosło wiele mitów. Niektórzy wyobrażają sobie, iż pasożyty mogą przez tygodnie ukrywać się w domu i ponownie zakażać domowników. Tymczasem człowiek jest jedynym naturalnym żywicielem wszy głowowej.
– Dojrzałe osobniki potrafią przeżyć zaledwie jeden dzień poza organizmem gospodarza – podaje Agnieszka Skrzetuszewska.
Nie oznacza to jednak, iż można zrezygnować z działań zapobiegawczych. Po wykryciu wszawicy zaleca się wypranie pościeli, ręczników, ubrań i innych przedmiotów używanych przez osobę zakażoną oraz sprawdzenie wszystkich domowników.
Majonez nie jest skutecznym lekiem na wszy
Domowe sposoby wciąż cieszą się popularnością. W internecie można znaleźć porady zalecające stosowanie majonezu, oliwy czy wazeliny jako naturalnych metod zwalczania wszy. Farmaceutka zwraca jednak uwagę, iż skuteczność takich metod nie została potwierdzona.
– W praktyce jednak, w porównaniu do profesjonalnych insektycydów działających miejscowo, są mniej skuteczne w zabijaniu wszy głowowych; nie opublikowano również żadnych badań dotyczących bezpieczeństwa ich stosowania w walce z wszawicą – pisze Agnieszka Skrzetuszewska.
Specjaliści zalecają stosowanie preparatów przeznaczonych do leczenia wszawicy, których skuteczność została oceniona w badaniach.
Jedno mycie nie wystarczy
Wiele osób zakłada, iż po użyciu preparatu przeciw wszom problem znika natychmiast. To kolejne błędne przekonanie. Po zastosowaniu permetryny pasożyty mogą jeszcze przez pewien czas się poruszać.
– Po zastosowaniu preparatu z permetryną wszy przez cały czas mogą poruszać się choćby przez dobę. Nie jest to bynajmniej oznaka nieskuteczności terapii, ale wynika z mechanizmu działania substancji – wskazuje farmaceutka.
Co więcej, pojedynczy zabieg zwykle nie wystarcza do całkowitego wyeliminowania pasożytów.
– Ze względu na to, iż żaden z dostępnych na rynku preparatów nie eliminuje tych pasożytów w 100% (szczególnie gnid), kurację należy powtórzyć po 7–10 dniach – przypomina Agnieszka Skrzetuszewska.
Problem większy, niż mogłoby się wydawać
Choć wszawica rzadko stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia, przez cały czas pozostaje istotnym problemem społecznym i epidemiologicznym. Największym wyzwaniem okazują się nie same pasożyty, ale utrwalone przez lata mity. Przekonanie, iż wszy są oznaką zaniedbania, iż skaczą między ludźmi lub iż wystarczy jedno mycie głowy, by rozwiązać problem, może prowadzić do błędnych decyzji i opóźniać skuteczne leczenie.
Kluczowe znaczenie mają: prawidłowa diagnostyka, kontrola wszystkich osób z bliskiego otoczenia oraz stosowanie sprawdzonych metod leczenia. To właśnie wiedza, a nie domowe sposoby czy powielane od lat stereotypy, pozostaje najskuteczniejszą bronią w walce z wszawicą.















