Są takie ustawy, które dzielą społeczeństwo niemal po równo. Tak właśnie jest z tzw. Lex Szarlatan. Dla jednych to długo oczekiwane narzędzie do walki z oszustami żerującymi na ludzkim cierpieniu. Dla drugich – niebezpieczny precedens, który może ograniczyć wolność wyboru i zamknąć drogę także tym metodom, które od pokoleń stanowią uzupełnienie medycyny akademickiej.
Nie mam wątpliwości, iż państwo powinno chronić obywateli przed oszustwem. o ile ktoś obiecuje wyleczenie nowotworu ziołami, namawia do rezygnacji z terapii o udowodnionej skuteczności albo wykorzystuje dramatyczną sytuację chorego do zarabiania pieniędzy – powinien ponosić odpowiedzialność. W tym nie ma miejsca na kompromis.
Jednocześnie historia medycyny uczy pokory. Wiedza medyczna rozwija się nieustannie. To, co dziś jest standardem, jeszcze kilkadziesiąt lat temu bywało odrzucane. Wiele leków powstało dzięki obserwacji adekwatności roślin, a fitoterapia pozostaje uznanym elementem leczenia wielu schorzeń. Nie wszystko, co wykracza poza klasyczną farmakoterapię, jest z definicji pseudomedycyną.
Dlatego największe pytania dotyczą nie samego celu ustawy, ale sposobu jego realizacji. Gdzie przebiega granica między ochroną pacjenta a ograniczaniem prawa do wyboru? Kto będzie rozstrzygał, co mieści się w granicach „aktualnej wiedzy medycznej”? Czy przepisy będą stosowane wyłącznie wobec rzeczywistych oszustów, czy mogą objąć również osoby prowadzące legalną działalność zielarską, dietetyczną lub z zakresu terapii komplementarnych?
To nie są pytania zadawane wyłącznie przez zwolenników medycyny naturalnej. Stawiają je również naukowcy, botanicy i specjaliści zajmujący się roślinami leczniczymi. Ich obawy nie wynikają z negowania osiągnięć współczesnej medycyny, ale z przekonania, iż prawo powinno być precyzyjne, aby nie prowadziło do nadinterpretacji.
Z drugiej strony trudno ignorować rosnącą skalę internetowej dezinformacji medycznej. W mediach społecznościowych każdego dnia pojawiają się cudowne recepty na ciężkie choroby, fałszywe obietnice i pseudoterapie, które mogą kosztować ludzi zdrowie, a choćby życie. Państwo nie może pozostawać wobec tego bezczynne.
Dlatego prawdziwym wyzwaniem nie jest wybór między całkowitą swobodą a całkowitym zakazem. Rozsądne państwo powinno jednocześnie zwalczać oszustwo i pozostawiać przestrzeń dla uczciwej działalności opartej na rzetelnej wiedzy oraz świadomej decyzji pacjenta.
W demokracji wolność wyboru jest jedną z podstawowych wartości. Ale wolność nie oznacza prawa do wprowadzania ludzi w błąd. Tak samo jednak ochrona obywatela nie powinna oznaczać nadmiernego ograniczania jego prawa do decydowania o własnym zdrowiu.
Być może właśnie dlatego Lex Szarlatan wywołuje tak silne emocje. Nie jest wyłącznie ustawą o pseudomedycynie. To także debata o granicach państwowej ingerencji, zaufaniu do nauki oraz odpowiedzialności każdego z nas za własne decyzje.
Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie Senat, warto pamiętać o jednej zasadzie. Najlepsze prawo nie zastąpi zdrowego rozsądku, rzetelnej wiedzy i uczciwej rozmowy między lekarzem, terapeutą i pacjentem. A właśnie zaufanie – nie zakazy – od zawsze było najtrwalszym fundamentem skutecznego leczenia.
Państwo powinno chronić pacjenta przed oszustwem, ale nie odbierać mu prawa do świadomego wyboru. Między tymi dwiema wartościami przebiega granica, której nie wolno przekroczyć ani w imię ideologii, ani w imię biznesu.
Historia medycyny pokazuje, iż postęp naukowy bardzo często rodził się na styku obserwacji natury i badań laboratoryjnych. Aspiryna wywodzi się z kory wierzby, a wiele współczesnych leków – również stosowanych w onkologii czy kardiologii – ma swoje źródła w substancjach pochodzenia naturalnego. Nauka nie powinna zamykać się na nowe hipotezy, ale każda z nich musi przejść drogę od obserwacji, przez badania, aż do rzetelnej weryfikacji. Właśnie to odróżnia odkrywcę od szarlatana.
Jeżeli Lex Szarlatan ma rzeczywiście służyć pacjentom, powinien eliminować oszustwo, a nie uczciwe poszukiwanie nowych rozwiązań. Tylko wtedy będzie ustawą budującą zaufanie do państwa, a nie kolejnym źródłem społecznych podziałów.
Jolanta Czudak












