Lekcja elbląskiej nawigacji pod prąd z prezydentem Michałem Missanem w tle.

elblag24.pl 1 godzina temu

Oto miasto, w którym mieszkańcy żyją w permanentnej schizofrenii geograficznej: tysiące ludzi rano budzą się w Elblągu, ale pędzą do pracy, na uczelnie i do lekarzy w Trójmieście, zupełnie nieświadome, iż popełniają zbrodnię na lokalnej dumie. Na szczęście czuwa on – sternik elbląskiej samorządności, prezydent Michał Missan, który z mistrzowską gracją wykonuje polityczną ewolucję zwaną w podręcznikach „klinczem z własnym rozsądkiem”.

Kiedy cała okolica debatuje nad dołączeniem do Metropolii Pomorskiej i zgarnięciem skromnych 500 milionów złotych rocznie z budżetu państwa na wspólny transport, planowanie i rozwój, prezydent Missan marszczy brwi i rzuca historyczne: Spokojnie, nie spieszmy się!Przecież „pośpiech jest wskazany wyłącznie przy łapaniu pcheł”, a nie przy tak błahych sprawach jak skok cywilizacyjny regionu. Po co nam metropolitalne ułatwienia, skoro można z pełną powagą budować „silny subregion”? Brzmi to dumnie – zwłaszcza gdy brzmi jak zaklęcie szamana, które ma sprawić, iż pociągi same zaczną jeździć szybciej, a inwestycje spłyną z nieba siłą woli.

Pan Prezydent z uduchowioną miną ostrzega przed serwilizmem. Słusznie! Dlaczego Elbląg miałby się integrować z sąsiadami, skoro może dumnie stać w rozkroku nad rzeką, patrząc z nostalgią w stronę Olsztyna? Przecież żaden szanujący się samorządowiec „nie chce zjeść ciastka i mieć ciastka” – znacznie szlachetniej jest zrezygnować z ciastka w ogóle, byle tylko zachować nieskalaną czystość ideową i święty spokój w gabinetach.

Wystąpienia pana prezydenta to prawdziwe mistrzowstwo dialektyki: z jednej strony przyznaje, iż funkcjonalnie i społecznie jesteśmy z Trójmiastem zrośnięci od lat, z drugiej – robi wszystko, by formalnie postawić szlaban i zostawić tę ścieżkę „na przyszłość”.

A przyszłość, jak wiadomo, jest pojęciem niezwykle pojemnym, najczęściej oznacza moment, w którym wszyscy zainteresowani dawno będą już na emeryturze. Rada Miejska dzielnie wtóruje temu rytuałowi, uznając, iż najlepiej w ogóle nie zawracać sobie głowy takimi drobiazgami jak opinie w sprawie metropolii. Po co niepokoić mieszkańców perspektywami rozwoju, skoro można bezpiecznie zamieść temat pod dywan?

Bądźmy więc dozgonnie wdzięczni naszym władzom za tę przewrotną troskę. W końcu prawdziwy Elblążanin nie potrzebuje wygodnych połączeń, silnych partnerstw czy unijno-państwowych milionów. Wystarczy mu świadomość, iż jego prezydent trzyma rękę na hamulcu z niezachwianą pewnością siebie, podczas gdy pociąg nowoczesności odjeżdża z peronu obok. Bravissimo!

Edmund Szwed

Idź do oryginalnego materiału