Ponad 70 proc. umów zawieranych przez lekarzy to kontrakty business-to-business.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce wynika, iż w pierwszym kwartale 2025 r. zarejestrowanych było 2,815 mln działalności gospodarczych. Tych, które działały w zdrowiu i pomocy społecznej, było 241 tys. Z tych liczb nie dowiemy się jednak, ile wśród nich stanowią kontrakty lekarzy.
Tego można się dowiedzieć z danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – informuje o tym „Gazeta Wyborcza”. Zgodnie z lipcowymi danymi (obejmującymi wrzesień 2024 r.) aż 73 proc. umów lekarzy specjalistów to kontrakty.
Nie oznacza to jednak, iż siedmiu na dziesięciu lekarzy całkowicie zrezygnowało z etatów.
– Pracownicy AOTMiT liczą umowy, a nie osoby. jeżeli lekarz ma etat w jednym szpitalu i kontrakt w drugim, to w statystykach pojawia się dwa razy. Raz jako etatowiec, raz jako kontraktowy. A o ile ma jeszcze kilka kontraktów w różnych placówkach, to każdy z nich liczony jest osobno – tłumaczy „Gazecie Wyborczej” Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
W praktyce lekarze na kontraktach to przedsiębiorcy świadczący usługi medyczne wielu podmiotom. Mogą mieć podpisane umowy z kilkoma szpitalami naraz – pracować na dyżury w jednym, operować w drugim i prowadzić poradnię w trzecim.
Czy oprócz kontraktu można mieć jeszcze etat?
Tak, ale zwykle tylko w innym podmiocie. Lekarz może być na etacie w szpitalu, a jednocześnie prowadzić działalność i świadczyć usługi w poradni czy innym szpitalu.
– Na palcach jednej ręki policzę takich, którzy mają dwie umowy z tym samym podmiotem. To jest później bardzo trudne do wyjaśnienia Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych i są wyroki Sądu Najwyższego, iż w takiej sytuacji trzeba zapłacić składki jak od pełnego etatu. To są duże kwoty, dlatego od lat samorząd odradza lekarzom takie rozwiązania – stwierdza w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Kosikowski.
Przedstawiciele samorządu od lat podkreślają, iż kontrakty są konsekwencją niewydolności systemu ochrony zdrowia niż docelowym rozwiązaniem.
– To efekt obchodzenia limitów czasu pracy i łatania braków kadrowych w publicznym systemie – wyjaśnia Jakub Kosikowski.
A bez kontraktów?
Jednocześnie lekarze nie postulują całkowitej likwidacji kontraktów.
– Nie uważamy, iż kontrakty powinny zniknąć. W wielu sytuacjach mają one sens – na przykład w poradniach, gdzie lekarz nie musi być obecny codziennie, albo w przypadku specjalistów wykonujących wąskie zabiegi w kilku szpitalach. Ale jeżeli chodzi o lekarzy „szpitalników”, to powinni oni pracować przede wszystkim na etacie, z pełnym zabezpieczeniem i ciągłością opieki nad pacjentem – mówi „Gazecie Wyborczej” rzecznik.