Mam 31 lat. Kilka lat temu zachorowałem na chłoniaka Hodgkina w IV stadium. Moja droga do diagnozy, leczenia i powrotu do normalnego życia była długa i trudna – obejmowała wieloletnią chemioterapię, dwa przeszczepy, w tym przeszczep od niespokrewnionego dawcy, a także trudne doświadczenia osobiste związane ze stratą bliskich osób w trakcie choroby.
Obecnie od około sześciu lat jestem w remisji. Wróciłem do pracy, aktywności fizycznej i swoich zainteresowań. Chciałbym podzielić się swoją historią, ponieważ wierzę, iż może ona być wsparciem dla osób, które właśnie usłyszały diagnozę lub przechodzą przez trudny okres leczenia.
Myślałem, iż najtrudniejsze doświadczenie mam już za sobą
Przed diagnozą byłem zwykłym chłopakiem. Pracowałem na magazynie, a moją największą pasją była piłka nożna. Nie wyróżniałem się niczym szczególnym – prowadziłem normalne życie i nie spodziewałem się, iż coś może je tak bardzo zmienić.
Wydawało mi się wtedy, iż największe nieszczęście i najtrudniejsze doświadczenie mam już za sobą. Kilka lat wcześniej przeżyłem tragiczną śmierć mojej siostry, starszej ode mnie o pięć lat. Było to wydarzenie, które bardzo mocno wpłynęło na moje życie i psychikę. Myślałem, iż po takim doświadczeniu nic gorszego już mnie nie spotka. Nie wiedziałem jeszcze, iż przede mną kolejna, zupełnie inna walka.
Przez rok szukałem odpowiedzi
Pierwsze sygnały, iż coś jest nie tak, pojawiły się, gdy miałem około 22 lat. Zauważyłem powiększony węzeł chłonny nad obojczykiem. Zacząłem szukać pomocy u lekarzy.
Przez około rok chodziłem na kolejne wizyty, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, co się ze mną dzieje. Miałem jednak poczucie, iż problem jest bagatelizowany. Pojawiały się różne podejrzenia i wyjaśnienia, między innymi toksoplazmoza, ale nikt nie potrafił wskazać prawdziwej przyczyny.
W tym czasie mój stan stopniowo się pogarszał. Pojawiały się kolejne powiększone węzły chłonne. Zacząłem bardzo mocno pocić się w nocy, swędziała mnie skóra, byłem coraz bardziej osłabiony. Zdarzały się momenty, kiedy czułem się tak źle, iż miałem problemy z koncentracją i normalnym funkcjonowaniem.
Po roku poszukiwania odpowiedzi w końcu zdecydowano o wycięciu węzła chłonnego do badania. Wtedy usłyszałem diagnozę, która zmieniła moje życie: chłoniak Hodgkina, IV stadium.

Życie w cieniu choroby
Po diagnozie rozpocząłem leczenie. Musiałem zrezygnować z pracy i całe moje życie podporządkowało się chorobie. Zostałem na rencie, a w tym trudnym czasie utrzymywała mnie moja mama.
Sama choroba była dla mnie ogromnym wyzwaniem nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Nie czułem dużego wsparcia emocjonalnego ze strony innych osób. Wiele rzeczy musiałem przepracować sam, poukładać sobie w głowie i znaleźć w sobie siłę, żeby iść dalej.
Dziś, kiedy jestem już zdrowy i wróciłem do normalnego funkcjonowania, widzę, iż przez dużą część życia nauczyłem się radzić sobie samemu.
Moje leczenie trwało około czterech lat. Przechodziłem różne schematy chemioterapii. Były momenty, kiedy pojawiała się remisja i wydawało się, iż sytuacja zmierza w dobrym kierunku, ale były też chwile, kiedy choroba wracała i następowała progresja.
Kilkukrotnie zmieniano sposób leczenia – otrzymywałem różne rodzaje chemioterapii, zarówno w formie jednodniowych pobytów w szpitalu, jak i dłuższych cykli. W pewnym momencie lekarze zdecydowali, iż kolejnym krokiem będzie przeszczepienie moich własnych komórek macierzystych.
Przeszczep się odbył. Przez pewien czas wydawało się, iż wszystko zaczyna się układać.
W czasie, gdy sam walczyłem o życie, straciłem ojca
W trakcie mojej choroby wydarzyła się kolejna tragedia. Mój ojciec, który praktycznie w tym samym czasie co ja zachorował na nowotwór, zmarł. Był to dla mnie kolejny ogromny cios. W czasie, kiedy sam walczyłem o zdrowie i życie, musiałem zmierzyć się również ze stratą bliskiej osoby.
Około pół roku po pierwszym przeszczepie choroba wróciła. Tym razem zdecydowano o kolejnym przeszczepieniu, ale już w Warszawie. Nie był to przeszczep z moich własnych komórek, ale od niespokrewnionego dawcy.
Przeszedłem również przez tę próbę. Od tego czasu minęło około sześciu lat i cały czas jestem w remisji.
Wróciłem do życia, ale lęk pozostał
Dzisiaj moje życie wygląda zupełnie inaczej. Wróciłem do pracy, odzyskałem siły i czuję się fizycznie bardzo dobrze. Jeżdżę na rowerze, chodzę po górach, rozwijam swoje zainteresowania i staram się korzystać z życia.
Jednocześnie choroba zostawiła we mnie ślad, który prawdopodobnie pozostanie już na zawsze. Każda wizyta kontrolna, każdy wyczuty powiększony węzeł chłonny potrafi uruchomić myśl: „A co, jeżeli choroba wróci?”.
To jest coś, czego osoby po nowotworach często doświadczają – leczenie może się skończyć, ale pewien lęk zostaje.
Krok po kroku buduję swoje życie od nowa. Mam 31 lat i chcę rozwijać się zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Ta druga sfera bywa jednak trudniejsza. Czasami mam poczucie, iż moja historia jest dla innych ludzi zbyt trudna do zrozumienia. Że albo ich przytłacza, albo przechodzą obok niej obojętnie. Szczególnie trudno jest mi czasami odnaleźć się wśród rówieśników, którzy nie musieli mierzyć się z podobnymi doświadczeniami.
Nauczyłem się jednego: nigdy się nie poddawać
Przez te wszystkie lata nauczyłem się jednej rzeczy – nigdy się nie poddawać. Zawsze szukać rozwiązania. Nie pozwolić, żeby strach kierował moim życiem. Wychodzić mu naprzeciw.
Bo ostatecznie wszyscy jesteśmy tylko chwilą w ogromnym wszechświecie. Dlatego najważniejsze jest dla mnie to, żeby mieć spokój wewnętrzny i żyć w zgodzie ze sobą.
Jeżeli ktoś, kto to czyta, właśnie usłyszał diagnozę, chciałbym mu powiedzieć, iż strach jest czymś naturalnym. Sam go czułem. Ale nie można pozwolić, żeby odebrał nam całe życie.
Warto walczyć, krok po kroku, dzień po dniu.
Piotr
POZNAJ WIĘCEJ: HISTORII PACJENTÓW
Post „Leczenie się skończyło, ale lęk zostaje”. Historia walki z chłoniakiem Hodgkina pojawił się poraz pierwszy w Zwrotnikraka.pl.

















