Już ponad 280 milionów złotych – tyle Polacy przekazali na pomoc dzieciom chorującym na nowotwory. Dziewięć dni nieprzerwanej transmisji, miliony widzów przed ekranami i rekordowa mobilizacja w sieci sprawiły, iż charytatywny stream Łatwoganga i Bedoesa 2115 dla Fundacji Cancer Fighters stał się wydarzeniem, którym w ostatnich dniach żyła cała Polska.
Akcja, zainspirowana utworem „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”, nagranym przez Bedoesa z 11-letnią Mają Mecan, przerodziła się w jedną z największych internetowych zbiórek charytatywnych w historii polskiego internetu. Jej celem była pomoc dzieciom chorym onkologicznie oraz ich rodzinom.
W tym samym kraju pieniądze potrafią jednak płynąć także w przeciwnym kierunku: od chorych, przestraszonych i zdesperowanych pacjentów do kieszeni tych, którzy sprzedają im złudzenia zamiast terapii. Jedna rzeczywistość opiera się na solidarności i zaufaniu do medycyny. Druga – na strachu, dezinformacji i cynizmie. Jedna pomaga, druga żeruje.
Diss na raka, stream Łatwoganga i rekordowa zbiórka na chore dzieci
Tak szerzy się dobro. Chorująca na białaczkę 11-letnia Maja z Oławy nagrała „diss na raka” z raperem Bedoesem 2115. Klip, nakręcony m.in. we wrocławskim Przylądku Nadziei, gwałtownie stał się wiralem. Za ciosem poszedł twórca internetowy Łatwogang, który ruszył ze streamem w sieci: Słucham 9 dni dissu na raka, żeby pomóc dzieciom z Fundacji Cancer Fighters.
Zbiórka Łatwoganga już się oficjalnie zakończyła. Licznik zatrzymał się na kwocie przekraczającej 280 mln złotych – wyniku bezprecedensowym nie tylko w skali polskiego internetu. Dziewięć dni nieprzerwanego streamingu, viralowe wyzwanie, plejada gości, spektakl, który wciągnął setki tysięcy widzów. Ale pod tą warstwą widowiska wydarzyło się coś znacznie ważniejszego: masowy, oddolny transfer pieniędzy do systemu wsparcia opartego na wiedzy, medycynie i realnej pomocy.
Środki trafią do fundacji Cancer Fighters – polskiej organizacji pozarządowej założonej w 2015 roku przez Marka Kopyścia, która wspiera najmłodszych pacjentów onkologicznych oraz ich rodziny. Fundacja onkologiczna zajmuje się m.in. refundacją kosztów leczenia, zakupem sprzętu medycznego oraz zapewnianiem wsparcia organizacyjnego i psychologicznego.
Skala przedsięwzięcia okazała się ogromna. Stream i zbiórka Łatwoganga została opisywana jako jedna z największych charytatywnych akcji w historii polskiego internetu, a jej wynik liczono w setkach milionów złotych.
Historia Mai, głos Bedoesa i zaangażowanie tysięcy widzów stworzyły coś więcej niż internetowe wydarzenie. To była wspólna mobilizacja ludzi, którzy chcieli pokazać dzieciom walczącym z rakiem, iż nie są same.

Stream i zbiórka dla Cancer Fighters. Energia dobrze ukierunkowana.
Nie sposób nie zestawić tej akcji z innym obiegiem pieniędzy – mniej widowiskowym medialnie, ale równie skutecznym finansowo. Tam także pojawiają się emocje, wspólnota i obietnica ratunku. Tam również są „eksperci”, sceny, prezentacje i produkty. Różnica polega na tym, iż zamiast wspierać leczenie oparte na dowodach naukowych, podkopuje się jego fundamenty w imię zysku.
Urządzenia i preparaty mające rzekomo leczyć niemal wszystko, generatory wodoru „usuwające wolne rodniki i nowotwory”, plastry „sterujące światłem w organizmie”, przemysłowe substancje sprzedawane z sugestią terapeutycznego zastosowania, książki i e-booki odsłaniające „prawdę, której lekarze nie mówią” – dla części osób brzmi to jak groteska. Do śmiechu jednak nie jest, gdy uświadomimy sobie, iż to model biznesowy, który od jakiegoś czasu szerzy się w Polsce.
Mechanizm jest prosty: najpierw podważ zaufanie do medycyny, potem zaoferuj alternatywę. Najpierw wzbudź lęk, potem sprzedaj ulgę. Najpierw odbierz choremu grunt pod nogami, potem zaproponuj „ratunek”. I opakuj to tak, by wyglądało jak tajemnica dostępna tylko dla wybranych – bo tajemnica sprzedaje się lepiej niż fakty.
Różnica między tymi dwoma rzeczywistościami polega również na kierunku przepływu pieniędzy. W przypadku zbiórki Łatwoganga środki płynęły od zdrowych do chorych. To gest solidarności, społecznej empatii i zaufania do medycyny opartej na dowodach naukowych. W przypadku pseudomedycznych biznesów pieniądze płyną od chorych do tych, którzy chorobę monetyzują. To już nie pomoc, ale eksploatacja – cyniczne żerowanie na cudzej desperacji.
Oczywiście świat influencerów nie jest wolny od sprzeczności. Wokół akcji pojawiały się pytania o sponsorów, marketingowe korzyści czy wizerunkowe kalkulacje. To wszystko warto analizować. Ale choćby jeżeli gdzieś w tle ktoś buduje swoją markę i zasięgi, efekt końcowy pozostaje niepodważalny: setki milionów złotych trafiają do organizacji, która wspiera dzieci chore onkologicznie i ich rodziny.
Po drugiej stronie efekt jest odwrotny. Tam pieniądze nie zwiększają szans na skuteczne leczenie – często je zmniejszają, bo odciągają ludzi od metod mających naukowe podstawy. Czas, który pacjent spędza na „alternatywach”, bywa czasem straconym bezpowrotnie.
Najbardziej gorzkie jest to, iż oba zjawiska korzystają z tych samych ludzkich zasobów: nadziei, poczucia wspólnoty i potrzeby działania. W jednym przypadku są one przekuwane w pomoc. W drugim – w zysk.
Zbiórka Łatwoganga dla podopiecznych fundacji Cancer Fighters pokazała coś ważnego: jako społeczeństwo mamy ogromny potencjał dobra. Potrafimy się mobilizować, chcemy pomagać i nie jesteśmy obojętni.
Pytanie brzmi tylko, kto i w jakim kierunku tę energię poprowadzi.
Na podstawie: Nauka i Zdrowie UMP – onauce.ump.edu.pl
Foto: Filip Naumienko
Post Łatwogang, Diss na raka i zbiórka dla chorych dzieci. Tak wygląda dobrze ukierunkowana siła internetu pojawił się poraz pierwszy w Zwrotnikraka.pl.












