Kontrowersje w Niemczech. Apteki bez farmaceutów coraz bliżej…

mgr.farm 7 godzin temu

Niemiecki system ochrony zdrowia stoi w obliczu jednej z najbardziej radykalnych zmian w powojennej historii farmacji. Projekt ustawy o dalszym rozwoju zaopatrzenia aptecznego (ApoVWG), potocznie zwany „Reformą Lauterbacha”, budzi skrajne emocje. Podczas gdy minister zdrowia mówi o ratowaniu dostępu do leków na prowincji, farmaceuci ostrzegają przed „demontażem zawodu” i niebezpieczeństwem dla pacjentów. Na początku marca 2026 roku walka o ostateczny kształt przepisów weszła w decydującą fazę.

Dlaczego system musi się zmienić?

Statystyki są nieubłagane. Niemcy, kojarzone dotąd z gęstą siecią aptek, borykają się z ich masowym zamykaniem. Na początku 2026 roku liczba placówek spadła poniżej 16,5 tysiąca – to poziom najniższy od ponad pół wieku. Przyczyny tej sytuacji są złożone: od braku następców chętnych do przejęcia aptek po studiach, przez rosnące koszty prowadzenia działalności, aż po konkurencję ze strony gigantów wysyłkowych z Holandii.

  • Czytaj również: Niemieckie apteki upadają. Od początku roku zamknięto ich 283…

Karl Lauterbach, federalny minister zdrowia, postawił sprawę jasno: dotychczasowy model, w którym każda placówka musi mieć na miejscu magistra farmacji przez cały czas otwarcia, jest w dobie kryzysu kadrowego nie do utrzymania. Dlatego sercem reformy jest wprowadzenie możliwości prowadzenia aptek filialnych bez stałej, fizycznej obecności farmaceuty. To rozwiązanie, określane przez media jako „Apotheke-Light”, zakłada:

  • Nadzór zdalny: Wykwalifikowany magister farmacji ma nadzorować pracę kilku placówek jednocześnie dzięki systemów teleinformatycznych (wideo-konsultacje).
  • Samodzielny technik: Na miejscu w aptece fizycznie obecny byłby doświadczony technik farmaceutyczny. To on wydawałby leki, a w razie wątpliwości pacjenta lub personelu – łączyłby się cyfrowo z farmaceutą.
  • Ograniczenia kompetencyjne: Apteki działające w tym trybie nie mogłyby wykonywać skomplikowanych leków recepturowych (np. pediatrycznych czy onkologicznych) pod nieobecność magistra.

Dla rządu to pragmatyzm – lepiej mieć aptekę obsługiwaną przez technika z farmaceutą „na ekranie”, niż nie mieć jej wcale. Dla środowiska aptekarskiego (reprezentowanego przez ABDA) to „oszustwo na jakości” i tworzenie pacjentów dwóch kategorii: tych w miastach, z dostępem do pełnej opieki, i tych na wsiach, skazanych na „okrojony serwis”.

Apotheke-Light to nie punkt apteczny…

Informacje płynące zza zachodniej granicy mogą sugerować, iż „apteki-light” mają być niemieckim odpowiednikiem polskich punktów aptecznych. Tak jednak nie jest. Oczywiście można dostrzec pewne podobieństwa funkcjonalne, jednak model „Apotheke-Light” i polskie punkty apteczne różnią się kluczowymi założeniami, zwłaszcza w kwestii nadzoru farmaceutycznego i zakresu asortymentu.

Oto bezpośrednie porównanie obu rozwiązań:

1. Nadzór i obecność farmaceuty

  • W Niemczech (Apotheke-Light): Reforma zakłada, iż w aptece filialnej nie musi być fizycznie obecny magister farmacji, ale musi on być dostępny zdalnie (poprzez wideo-konsultacje). Na miejscu pacjenta obsługuje doświadczony technik (PTA).
  • W Polsce (Punkt apteczny): Kierownikiem może być farmaceuta (z rocznym stażem) lub technik farmaceutyczny posiadający 3 lata stażu w aptekach ogólnodostępnych. Co istotne, w punkcie aptecznym magister farmacji nie musi być obecny ani fizycznie, ani zdalnie podczas codziennej pracy technika
2. Lokalizacja placówek
  • W Niemczech: Model „lekki” ma być ratunkiem dla obszarów wiejskich, ale projekt nie wyklucza ich funkcjonowania jako filii istniejących aptek, co ma ułatwić logistykę w regionach z deficytem kadr.
  • W Polsce: Punkty apteczne mogą być tworzone wyłącznie na terenach wiejskich, o ile w danej wsi nie ma już apteki ogólnodostępnej.
3. Asortyment i recepty
  • W Niemczech: Apteki-light mają w założeniu realizować szeroki zakres recept (pod nadzorem wideo), z wyłączeniem skomplikowanych leków recepturowych, które wymagają osobistego nadzoru magistra.
  • W Polsce: Punkty apteczne mogą sprzedawać wszystkie leki OTC (bez recepty) oraz leki na receptę, o ile zawarły umowę z NFZ. Głównym ograniczeniem jest zakaz obrotu lekami psychotropowymi oraz bardzo silnie działającymi (wykaz N i wykaz A).
Główną różnicą jest więc cyfrowa obecność farmaceuty w modelu niemieckim, która w Polsce (w punktach aptecznych) nie funkcjonuje. Niemiecka reforma jest próbą unowocześnienia tradycyjnej apteki, podczas gdy polskie punkty apteczne są od lat ugruntowanym, uproszczonym modelem dystrybucji leków w regionach wiejskich

Bitwa o marże i pieniądze

Reforma to nie tylko kwestie personalne, to także gruntowna przebudowa systemu finansowania. w tej chwili wynagrodzenie aptek opiera się głównie na marży od ceny leku. Lauterbach chce to zmienić, wprowadzając system ryczałtowy. Zakłada on:

  1. Zmniejszenie procentowej marży z 3% do 2%.
  2. Zwiększenie stałej opłaty ryczałtowej za każde wydane opakowanie leku na receptę.
  3. Dodatkowe bonusy za dyżury nocne oraz za prowadzenie placówek na obszarach słabo zaludnionych.

Cel jest szczytny: uniezależnienie dochodów apteki od sprzedaży drogich leków i pomoc małym, wiejskim placówkom. Jednak izby aptekarskie wyliczyły, iż przy obecnej inflacji i kosztach pracy, proponowane stawki doprowadzą do dalszej fali upadłości, zamiast ją powstrzymać.

Farmaceuci kontra Ministerstwo

Doniesienia medialne z przełomu lutego i marca 2026 roku malują obraz głębokiego podziału. Podczas wysłuchań w Komisji Zdrowia Bundestagu, eksperci ABDA podkreślali, iż obecność farmaceuty to nie tylko formalność, ale „bezpiecznik systemu”. Wskazywali na tysiące interwencji rocznie, gdy farmaceuta wychwytuje błędy na receptach lekarskich, które mogłyby zagrozić życiu pacjenta.

  • Czytaj również: Walka o leki w Niemczech, która może zmienić całą Europę…

Z kolei zwolennicy reformy, w tym niektóre kasy chorych, argumentują, iż opór farmaceutów to klasyczna walka o utrzymanie monopolu i przywilejów zawodowych, podczas gdy technologia pozwala na bezpieczną obsługę pacjenta na odległość.

Ciekawym elementem reformy, często przykrywanym przez spór o „apteki bez aptekarza”, jest rozszerzenie uprawnień. Niemieccy farmaceuci mają zyskać większą swobodę w:

  • Wykonywaniu szczepień ochronnych (nie tylko przeciw grypie i COVID-19).
  • Przeprowadzaniu prostych badań diagnostycznych (np. pomiar poziomu cukru, cholesterolu).
  • Ordynowaniu niektórych leków w ramach kontynuacji terapii.

Tu z kolei protestują lekarze, oskarżając resort zdrowia o próbę „leczenia w aptece”, co ich zdaniem narusza standardy bezpieczeństwa diagnostycznego.

Kontrowersje i protesty

Sytuacja jest dynamiczna. Po burzliwym pierwszym czytaniu w Bundestagu pod koniec lutego, projekt trafił do poprawek w komisjach. Na 23 marca 2026 r. zaplanowano ogólnokrajowy strajk. Większość aptek w Niemczech pozostanie tego dnia zamknięta, wydając leki jedynie w okienkach dyżurnych. To ma być ostatnie ostrzeżenie dla rządu przed ostatecznym głosowaniem. Partie CDU/CSU zapowiedziały, iż w przypadku przejęcia władzy w przyszłych wyborach, wycofają najbardziej kontrowersyjne zapisy o „aptekach-light”.

Niemiecka reforma farmacji to wielki eksperyment społeczny. jeżeli się powiedzie, Niemcy stworzą hybrydowy model opieki, łączący cyfryzację z dostępnością lokalną. jeżeli jednak ostrzeżenia farmaceutów się sprawdzą, system może stracić swój fundament – zaufanie i osobistą odpowiedzialność eksperta za wydawany lek. Ostateczne głosowanie w Bundestagu spodziewane jest w drugim kwartale 2026 roku, a jego wynik ukształtuje rynek apteczny w tej części Europy na dekady.

©MGR.FARM

Idź do oryginalnego materiału