Nieprawidłowości w warszawskim Szpitalu Południowym dotyczyły nie tylko SOR-u, ale także prosektorium - wynika z ustaleń dziennikarzy Onetu. Według uzyskanych informacji w placówce miało dochodzić do "handlu zwłokami", w ramach którego koordynator pobierał "pod stołem" wysokie opłaty.
Kolejne ustalenia ws. Szpitala Południowego. Media o "handlu" w prosektorium

Kilka tygodni temu portal Zero ujawnił nieprawidłowości i nadużycia, do których dochodziło Szpitalnym Oddziale Ratunkowym prowadzonym przez byłego radnego Koalicji Obywatelskiej Dawida Kacprzyka w Szpitalu Południowym w Warszawie. Onet dotarł do informacji, które wskazują, iż do nadużyć dochodziło także w prosektorium tego szpitala, prowadzonym przez Artura Habowskiego.
Dziennikarze Onetu relacjonują, iż Habowski miał regularnie pobierać opłaty za usługi, które, według prawa, nie powinny być wykonywane w szpitalu. Rodzina musiała zapłacić 100 złotych, zwracając się z prośbą o wydawanie ciała, co jest obowiązkiem placówki.
Co więcej, rodzina miała płacić 500 zł za czynności wykonywane przez zakład pogrzebowy - umalowanie i ubranie zmarłego, a także 1000 zł za balsamację czy od 1500 zł za "polecenie" rodzinie zakładu pogrzebowego. Onet podaje, iż w ciągu dwóch miesięcy zeszłego roku ubranych zostało ponad 80 ciał. Oznacza to, iż Harbowski mógł zarobić nielegalnie ponad 80 tys. złotych.
ZOBACZ: Dawid Kacprzyk reaguje na zarzuty. "Dalsze milczenie byłoby przyzwoleniem"
- Cały szpital miał przykaz, żeby karty zgonu oddawać jemu. I oddawał - stwierdził jeden z byłych pracowników szpitala. W normalnej procedurze szpitalnej karta zgonu zostaje na oddziale, na którym zmarł pacjent i stamtąd też trafia do rodziny. W Szpitalu Południowym sprawa wyglądała jednak inaczej.
Dziennikarze, którzy opisali sprawę wskazują, iż Habowski swój biznes zbudował właśnie na kartach. - Tata zmarł w czwartek na intensywnej terapii jesienią zeszłego roku. Zadzwonili, powiedzieli, iż karta do odbioru w prosektorium. Zdziwiłam się, bo kilka miesięcy wcześniej umarła mama. Też w szpitalu, tylko iż w innym i tam kartę dostałam na oddziale od lekarza prowadzącego - relacjonowała kobieta, która miała kontakt z Habowskim.
Szpital Południowy w Warszawie. Kolejne nieprawidłowości i nadużycia
Kobieta, zgodnie z wytycznymi pracowników placówki, udała się do prosektorium. - Na korytarzu stały trumny, powkładane jedna w drugą. Pod ścianami, bardzo dużo tych trumien. Zastanawialiśmy się z mężem, skąd w prosektorium trumny, przecież to zakład pogrzebowy przywozi, kiedy przyjeżdża po ciało - wskazała.
Kolejna rodzina zmarłego pacjenta opowiadała o trudnościach, na które natrafiła w prosektorium. - Wszystko już było umówione z tym panem. Wyznaczył godzinę, wiedział, iż jeszcze tego samego dnia jest kremacja, a następnego pogrzeb. Wiedział, iż nam zależy na czasie - mówili.
ZOBACZ: Afera w Szpitalu Południowym. Premier: Zwrócę się do prokuratora generalnego
- Najpierw mieliśmy czekać, chociaż przyjechaliśmy punktualnie. A później powiedział, iż być może w ogóle dziś nie wyda męża. Dopiero jak pracownik mojego zakładu pogrzebowego poszedł do tego człowieka do biura i dał mu 100 zł, dostaliśmy zgodę na odbiór ciała - wyjaśnili.
- Ta stówa to dla niego jakaś symboliczna kasa, bo wiem, ile brał od firm pogrzebowych i za co. U niego była prosta zasada - te zakłady, które odbierały od niego gołe ciała, czyli nie dawały mu zarobić choćby na ubieraniu, od razu stawały się jego wrogami - wskazał z kolei pracownik jednego ze stołecznych zakładów pogrzebowych.
Warszawa. Nowe informacje o Szpitalu Południowym
Habowski, oprócz utrudniania pracy części przedsiębiorstw, miał wejść we współpracę z zakładem Sacrum. Oficjalnie zatrudniona miała tam zostać jego partnerka. kooperacja potrwała dwa lata i ostatecznie zakończyła się ze względu na zbyt wysokie opłaty, których koordynator prosektorium miał żądać za "polecenie usług" bliskim zmarłych.
- Klientka się uparła i zabraliśmy ciało z prosektorium w Południowym. Otwieramy worek - siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: "wy robicie usługi, to sobie umyjcie" - opowiada pracownik.
ZOBACZ: Dawid Kacprzyk zwolniony ze Szpitala Południowego. Wydano oświadczenie
Działania Artura Habowskiego stały się przedmiotem skargi, która trafiła do szpitalnego związku zawodowego, a stamtąd do dyrekcji. Skarga nie przyniosła jednak skutków. - jeżeli rzeczywiście tak jest, to jest to afera łowców skór - mówi rozmówca Onetu, profesor medycyny. Sytuacja w prosektorium stała się także przedmiotem śledztwa prokuratury. To dotyczy jednak nie działań koordynatora, ale fałszowania dokumentów medycznych, co miało zostać zgłoszone przez samego Habowskiego.













