Jeden post, dziesiątki wyroków. Historia z Bochni pokazuje, jak łatwo osądzić, zanim poznamy fakty

bochnianin.pl 1 godzina temu

Ponad 300 udostępnień, dziesiątki reakcji i lawina komentarzy. Opublikowany w mediach społecznościowych wpis mieszkanki Bochni, opisujący rzekomą przemoc wobec dziecka z niepełnosprawnością w parku na Placu Turka, wywołał dużo emocji, choć okazało się, iż niepotrzebnie. Post został skasowany.

Autorka relacji opisała sytuację, której miała być świadkiem podczas spaceru. We wpisie oskarżyła osoby sprawujące opiekę nad grupą dzieci o niewłaściwe zachowanie wobec chłopca poruszającego się na wózku inwalidzkim. Post został opatrzony zdjęciem i gwałtownie zaczął krążyć po sieci. Został udostępniony ponad 300 razy, wywołując ogromne emocje i oburzenie wielu internautów.

Jednak wraz z rozwojem wydarzeń pojawiły się również pytania o to, jak łatwo w mediach społecznościowych przejść od troski o drugiego człowieka do wydawania publicznych wyroków.

– Mamy do czynienia z sytuacją, która pokazuje jednocześnie wrażliwość społeczną mieszkańców, jak i wyzwania związane z ocenianiem zdarzeń bez pełnej wiedzy o ich przebiegu – mówi Barbara Łyduch, psycholog i psychoterapeuta od lat pracująca z osobami z niepełnosprawnościami, współpracująca z placówkami opiekuńczymi w regionie.

Jak podkreśla, reakcja świadków i chęć ochrony osoby postrzeganej jako pokrzywdzona są czymś naturalnym i społecznie pożądanym.

– Kiedy widzimy coś, co budzi nasz niepokój, naturalne jest, iż chcemy reagować i chronić osobę, którą postrzegamy jako potrzebującą pomocy. To cenna postawa i dowód społecznej odpowiedzialności – zaznacza. Jednocześnie dodaje, iż obserwując jedynie fragment sytuacji, nie zawsze znamy jej pełny kontekst, dlatego obok wrażliwości potrzebna jest również ostrożność w formułowaniu ocen.

Sprawa została sprawdzona

Jak wynika z informacji przekazanych przez psycholog, po pojawieniu się zgłoszenia uruchomiono procedury wyjaśniające.

– Zabezpieczono dostępne materiały, przeprowadzono rozmowy z uczestnikami zdarzenia, poinformowano rodziców oraz wdrożono procedury przewidziane dla tego typu sytuacji. Do analizy sprawy włączono również specjalistów oraz instytucje sprawujące nadzór – mówi Barbara Łyduch.

Zwraca uwagę, iż sprawa została potraktowana poważnie i nie została pozostawiona bez reakcji. Ze względu na ochronę prywatności osób uczestniczących w zdarzeniu nie ujawnia szczegółów postępowania, podkreśla jednak, iż wszystkie okoliczności zostały przeanalizowane zgodnie z obowiązującymi procedurami.

Istotnym elementem postępowania był także głos rodziców dziecka.

– Rodzice najlepiej znają swoje dziecko, jego potrzeby oraz osoby, które na co dzień sprawują nad nim opiekę. W tej sprawie zostali poinformowani o sytuacji i uczestniczyli w procesie wyjaśniania okoliczności zdarzenia – podkreśla psycholog. Jak dodaje, rodzice wyrazili zaufanie do osób sprawujących opiekę nad ich dzieckiem i zwrócili się o jej kontynuowanie.

Lawina komentarzy

To właśnie ten aspekt sprawy (komentarze) Barbara Łyduch uznaje za szczególnie ważny. Jej zdaniem problemem nie była sama reakcja świadka, ale umieszczenie wpisu w sieci i tempo, w jakim internet wydał własny wyrok.

– Jestem przekonana, iż większość osób komentujących kierowała się troską i chęcią obrony osoby, którą uznała za pokrzywdzoną. Jednak między troską a publicznym osądem istnieje bardzo cienka granica – mówi.

Jak zauważa, w wielu komentarzach bardzo gwałtownie zabrakło pytań i oczekiwania na wyjaśnienie sprawy. Zamiast tego pojawiły się jednoznaczne oskarżenia, oceny i wezwania do publicznego napiętnowania osób wskazanych we wpisie.

– Jeden wpis, udostępniony setki razy, może uruchomić lawinę komentarzy i ocen jeszcze przed ustaleniem wszystkich faktów. W takich sytuacjach opinia publiczna często wydaje wyrok szybciej niż kończy się proces wyjaśniania okoliczności – podkreśla.

„Jednym wpisem można podważyć zaufanie budowane przez lata”

Zdaniem psycholog skutki takich sytuacji wykraczają daleko poza samą internetową dyskusję.

– Może to wpływać na poczucie bezpieczeństwa rodzin korzystających ze wsparcia specjalistów, terapeutów i opiekunów. Może również osłabiać społeczne zaufanie do osób, które każdego dnia pracują z dziećmi i osobami z niepełnosprawnościami. A przecież zdecydowana większość z nich wykonuje swoją pracę z ogromnym zaangażowaniem, odpowiedzialnością i troską – mówi.

Dodaje, iż szczególnie bolesne może być to dla rodzin osób z niepełnosprawnościami, które i tak często spotykają się z niezrozumieniem ze strony otoczenia.

– Nie chciałabym, aby rodziny zaczęły ograniczać swoją aktywność społeczną z obawy przed oceną lub błędną interpretacją różnych sytuacji. Osoby z niepełnosprawnościami mają pełne prawo uczestniczyć w życiu społecznym i korzystać ze wsparcia, którego potrzebują – podkreśla.

Reagować? Tak. Ale odpowiedzialnie

– Reagowanie jest obowiązkiem każdego z nas. o ile widzimy sytuację, która nas niepokoi, warto podejść, zapytać, czy potrzebna jest pomoc. o ile mamy podejrzenie, iż dzieje się coś niewłaściwego, należy poinformować odpowiednie służby lub instytucje – mówi Barbara Łyduch.

Jej zdaniem problem pojawia się wtedy, gdy publiczne oskarżenia i internetowy osąd wyprzedzają rzetelne ustalenie faktów.

– Reagować trzeba zawsze. Ale reagować odpowiedzialnie, z szacunkiem dla faktów, godności drugiego człowieka i prawa do rzetelnego wyjaśnienia każdej sprawy – podsumowuje.

Internetowy wpis mieszkanki Bochni został już skasowany.

Zobacz też:

Tłumy młodzieży i niezwykła lekcja „HejTY Reaguj” w Bochni – ZDJĘCIA, WIDEO
Idź do oryginalnego materiału