Od listopada ubiegłego roku do 3 stycznia 2025 r. z wychłodzenia zmarło dziesięć osób. Ta liczba może się zwiększyć – niedługo temperatura minimalna może wynieść choćby 20 stopni Celsjusza na minusie w niektórych regionach Polski.
Mróz to poważne wyzwanie dla mechanizmów biologicznych, które bezustannie starają się o utrzymanie ciepła wewnętrznego. W kontekście prognoz meteorologicznych zapowiadających największe uderzenie zimna w tym sezonie, warto pamiętać, jak ogromnym zagrożeniem jest hipotermia.
Hipotermia – co to
Hipotermia to medyczne określenie sytuacji, w której organizm traci ciepło szybciej, niż potrafi je wytwarzać, co prowadzi do spadku temperatury centralnej ciała poniżej 35 stopni Celsjusza. To granica, przy której mechanizmy termoregulacyjne człowieka zaczynają zawodzić, a podstawowe funkcje życiowe — od pracy serca po aktywność enzymatyczną — ulegają poważnym zaburzeniom. W praktyce klinicznej hipotermia nie jest tylko „uczuciem zimna” - to potencjalnie zagrażający życiu stan, który wymaga szybkiej diagnozy i adekwatnego leczenia.
U podstaw tego zjawiska leży fizjologia – ciało człowieka dąży do utrzymania temperatury około 37 stopni Celsjusza, co jest najważniejsze dla optymalnej pracy układów metabolicznych i enzymatycznych. Gdy temperatura centralna spada poniżej tej wartości, organizm rozpoczyna oszczędzanie energii i produkcji ciepła — początkowo przez drżenie mięśniowe i obkurczanie naczyń krwionośnych w skórze, co zmniejsza utratę ciepła. jeżeli jednak spadek temperatury postępuje, mechanizmy te zawodzą, a tempo reakcji biologicznych gwałtownie spada.
Współczesne podręczniki medyczne oraz praktyka ratownicza klasyfikują hipotermię według głębokości obniżenia temperatury: w hipotermii łagodnej temperatura wynosi 32–35 stopni Celsjusza, w umiarkowanej 28–32, a w głębokiej poniżej 28. Nie jest to podział umowny — różne przedziały korelują ze zmianami w funkcjach biologicznych i ryzykiem powikłań.
Dr n. med. Tomasz Sanak, ratownik medyczny i adiunkt Zakładu Medycyny Katastrof Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego podkreślał, iż pojęcie hipotermii pourazowej odnosi się do temperatury poniżej 36 stopni Celsjusza, a nie tylko do sytuacji ekstremalnie niskich temperatur powietrza.
– Hipotermię pourazową rozpoznaje się u każdego poszkodowanego, u którego temperatura centralna spada poniżej 36 stopni Celsjusza – mówił wprost.
Jego wypowiedź obala popularny mit i przypomina, jak subtelne i nie zawsze oczywiste są kliniczne realia hipotermii.
Konsekwencje hipotermii na poziomie biologicznym są dramatyczne. W miarę spadku temperatury ciało przechodzi kolejne fazy „wyłączenia” procesów życiowych. Funkcje układu sercowo-naczyniowego zwalniają, pojawiają się bradykardia, osłabienie skurczów serca i zaburzenia rytmu, które mogą prowadzić do migotania komór. Układ oddechowy reaguje spowolnieniem oddychania i obniżeniem skuteczności wymiany gazowej. W końcowych stadiach hipotermii choćby podstawowe mechanizmy komórkowe działają znacznie wolniej, co zagraża przeżyciu chorego.
Rozpoznanie hipotermii opiera się na pomiarze temperatury centralnej ciała, najlepiej wykonanego dzięki sondy przełykowej, pęcherzowej lub w błonie bębenkowej. Te metody dają wiarygodne odczyty, które pozwalają lekarzom prawidłowo sklasyfikować stan pacjenta. Pomiar powierzchniowy, na przykład na czole lub pod pachą, jest mniej dokładny i w klinicznych decyzjach może wprowadzać w błąd.
Podejście terapeutyczne do hipotermii zależy od jej stopnia. W łagodnych przypadkach wystarcza zwykle tzw. bierne odgrzewanie - usunięcie z zimna, osuszenie pacjenta, zastosowanie izolacji termicznej i ciepłego otoczenia. W umiarkowanej i głębokiej hipotermii konieczne jest aktywniejsze odgrzewanie: stosuje się ogrzewane koce, nadmuch ciepłego powietrza, a w warunkach szpitalnych także ciepłe płyny dożylne.
Gdy hipotermia jest ciężka, a zaburzenia funkcji życiowych — szczególnie układu krążenia — poważne, medycyna dysponuje zaawansowaną technologią. Krążenie pozaustrojowe (ECMO/ECLS) stało się jednym z najskuteczniejszych sposobów leczenia pacjentów z hipotermią głęboką, dając zespołom medycznym narzędzie do stopniowego, kontrolowanego podnoszenia temperatury bez wywoływania nagłych zmian hemodynamicznych. Dzięki temu możliwe jest utrzymanie perfuzji narządowej i wymiany gazowej, choćby gdy naturalne mechanizmy organizmu nie funkcjonują prawidłowo.
Przypadek Anny Baagenholm
Warto przy tym zwrócić uwagę na przypadki kliniczne, które rzucają światło na możliwości ludzkiego organizmu.
Słynna historia Anny Baagenholm, szwedzkiej radiolożki, która przeżyła po ponad 80 min. uwięzienia pod lodem i spadku temperatury ciała do około 13,7 stopni Celsjusza, stała się ilustracją nie tylko ekstremalnej hipotermii, ale także roli szybkiej i zaawansowanej opieki medycznej. Po wydobyciu pacjentka przeszła dziewięciogodzinną, intensywną terapię, po której wróciła do zdrowia bez trwałych uszkodzeń neurologicznych. Kardiolog prowadzący jej leczenie komentował potem, iż czas, przez który organizm pozostawał wychłodzony, zanim doszło do zatrzymania krążenia, był najważniejszy dla ochrony mózgu przed trwałym uszkodzeniem.
Również w intensywnej medycynie ratunkowej wykorzystuje się hipotermię w sposób kontrolowany. Termin „terapeutyczna hipotermia” odnosi się do medycznie indukowanego obniżenia temperatury ciała w celu ochrony mózgu po zatrzymaniu krążenia lub ciężkich urazach neurologicznych. Badania pokazują, iż umiarkowane obniżenie temperatury może zmniejszyć tempo metabolizmu mózgu, ograniczyć obrzęk i spowolnić kaskadę uszkodzeń po niedotlenieniu.
Hipotermia jest więc zarówno biologicznym wyzwaniem, jak i narzędziem terapeutycznym. W warunkach niekontrolowanych — takich jak przypadkowa ekspozycja na zimno — może prowadzić do ciężkich powikłań i śmierci.
W warunkach klinicznych — jeżeli jest precyzyjne monitorowana i kontrolowana — staje się elementem ratowania życia i minimalizowania uszkodzeń narządowych.














