Uzależnienie często rozwija się przez długi czas, zanim osoba pijąca lub biorąca narkotyki sama uzna, iż potrzebuje pomocy. Rodzina widzi zmiany wcześniej: nieobecności, kłamstwa, problemy finansowe, zaniedbywanie obowiązków, coraz częstsze konflikty, pogorszenie zdrowia albo kolejne obietnice, iż „od jutra będzie inaczej”.
Wtedy pojawia się bardzo trudne pytanie:
jak pomóc komuś, kto sam jeszcze nie jest przekonany, iż powinien się leczyć?
Bliscy często poruszają się pomiędzy dwiema skrajnościami.
Z jednej strony próbują przejąć pełną kontrolę:
sprawdzają,
pilnują,
zabierają pieniądze,
wylewają alkohol,
kontrolują telefon,
próbują odciąć wszystkie kontakty.
Z drugiej po wielu nieudanych próbach dochodzą do wniosku:
„Skoro sam nie chce, nic nie możemy zrobić.”
Żadne z tych podejść nie opisuje całej prawdy.
Rodzina nie może podjąć terapii za dorosłą osobę. Może jednak zrobić bardzo dużo, aby zwiększyć szansę na pierwszy krok, ograniczyć działania nieświadomie podtrzymujące problem i przygotować konkretną drogę do profesjonalnej pomocy.
Wsparcie nie oznacza zgody na dalsze używanie
Jedno z największych nieporozumień dotyczy samego słowa „wsparcie”.
Wspierać nie znaczy:
usprawiedliwiać,
dawać pieniądze,
spłacać każdy dług,
kłamać w pracy za osobę uzależnioną,
ukrywać problem przed rodziną,
tolerować agresję,
ani chronić człowieka przed wszystkimi konsekwencjami jego picia lub brania.
Czasami najbardziej wspierającą reakcją nie jest:
„załatwię to za ciebie”
lecz:
„pomogę ci rozpocząć leczenie, ale nie będę dalej naprawiać skutków twojego używania”.
To ważna różnica.
Osoby zastanawiające się, jak wspierać osobę uzależnioną, powinny zacząć właśnie od rozdzielenia pomocy w zdrowieniu od pomocy w utrzymywaniu dotychczasowego sposobu życia.
Dlaczego osoba uzależniona często odrzuca pomoc?
Dla rodziny sytuacja może wyglądać oczywiście.
„Straciłeś pracę.”
„Partner odszedł.”
„Dzieci się ciebie boją.”
„Masz problemy ze zdrowiem.”
„Sam mówiłeś, iż chcesz przestać.”
Dlaczego więc człowiek przez cały czas pije lub bierze?
Ponieważ uzależnienie nie jest wyłącznie problemem wiedzy.
Osoba może rozumieć konsekwencje i jednocześnie:
minimalizować ich znaczenie,
porównywać się z kimś funkcjonującym gorzej,
wierzyć, iż tym razem odzyska kontrolę,
odczuwać silny głód,
bać się życia bez substancji,
bać się samej terapii,
wstydzić się przyznania do problemu.
Często pojawia się również myślenie:
„Skoro chodzę do pracy, nie jestem uzależniony.”
„Nie piję codziennie.”
„Biorę tylko na imprezach.”
„Mogę przestać, tylko teraz nie chcę.”
Rodzina nie zawsze przebije się przez takie mechanizmy kolejnymi argumentami.
Dlatego celem rozmowy nie powinno być wygranie sporu.
Celem jest zwiększenie szansy, iż człowiek zrobi konkretny krok.
Najważniejsza zasada: nie próbuj wymusić całej terapii podczas jednej rozmowy
To błąd, który łatwo popełnić.
Rodzina przygotowuje poważną rozmowę.
Oczekuje odpowiedzi:
„Tak. Jestem uzależniony. Jutro jadę na terapię.”
Jeżeli zamiast tego słyszy:
„Nie przesadzajcie”,
uznaje rozmowę za porażkę.
Tymczasem motywowanie często odbywa się etapami.
Pierwszym krokiem może być:
zgoda na rozmowę ze specjalistą,
telefon,
konsultacja,
przyjazd do placówki,
rozmowa z terapeutą,
zgoda na ocenę sytuacji.
Człowiek może nie być gotowy na odpowiedź:
„rozpoczynam leczenie”.
Może jednak być gotowy na:
„sprawdzę, czy naprawdę mam problem i co można z nim zrobić”.
To już realna zmiana.
Jak rozmawiać z osobą uzależnioną?
Najlepiej wtedy, kiedy jest trzeźwa i możliwy jest względnie spokojny kontakt.
Nie podczas awantury.
Nie w środku nocy.
Nie wtedy, kiedy osoba ledwo utrzymuje równowagę.
Nie przy całej rodzinie, która kolejno wygłasza oskarżenia.
Rozmowa może opierać się na trzech elementach:
fakcie, trosce i konkretnej propozycji.
Fakt
„W ostatnim miesiącu trzy razy nie poszedłeś do pracy po piciu.”
Troska
„Martwię się, bo widzę, iż sytuacja się pogarsza.”
Konkret
„Chcę, żebyśmy umówili konsultację i sprawdzili, jakiej pomocy potrzebujesz.”
To ma większą szansę prowadzić do rozmowy niż:
„Jesteś narkomanem.”
„Jesteś alkoholikiem.”
„Zniszczyłeś nam życie.”
Nie dlatego, iż problem należy łagodzić.
Dlatego, iż celem nie jest upokorzenie człowieka, ale zwiększenie prawdopodobieństwa działania.
Rodzina powinna mówić o tym, co widzi, a nie prowadzić diagnozę
Bliscy nie muszą udowodnić:
„spełniasz pięć kryteriów uzależnienia”.
Mogą mówić o obserwowanych faktach.
Na przykład:
„Obiecujesz, iż wypijesz dwa piwa, a kończysz nad ranem.”
„Kilka razy próbowałeś przestać brać i wracałeś po kilku dniach.”
„Po narkotykach przez dwie noce nie śpisz.”
„Po wypłacie znikasz na cały weekend.”
„Kiedy zaczynasz pić, później pojawia się kokaina. ”
„Od kilku miesięcy pożyczasz coraz więcej pieniędzy.”
Fakty są trudniejsze do odrzucenia niż szeroka etykieta:
„masz problem ze wszystkim”.
Wsparcie powinno prowadzić w stronę odpowiedzialności
Rodzina często zaczyna przejmować kolejne obszary życia osoby uzależnionej.
Najpierw drobne.
Potem coraz większe.
Telefon do pracodawcy.
Spłacenie długu.
Oddanie pożyczonych pieniędzy znajomemu.
Tłumaczenie przed dziećmi.
Ukrywanie sytuacji przed rodzicami.
Naprawa samochodu po kolejnym zdarzeniu.
Wszystko po to, aby:
„nie było jeszcze gorzej”.
Problem polega na tym, iż z czasem osoba uzależniona może doświadczać coraz mniejszej części skutków swojego zachowania.
Rodzina natomiast doświadcza ich coraz więcej.
Wsparcie powinno raczej prowadzić do komunikatu:
„Nie zostawię cię bez możliwości pomocy, ale nie będę dalej brać odpowiedzialności za skutki twojego używania.”
Granice nie są karą
Granica nie brzmi:
„Jeżeli naprawdę mnie kochasz, przestaniesz pić.”
To próba sterowania drugą osobą.
Granica dotyczy tego, co zrobi sam bliski.
Na przykład:
„Nie dam ci pieniędzy, jeżeli wiem, iż zostaną przeznaczone na alkohol lub narkotyki.”
„Nie będę usprawiedliwiać twoich nieobecności.”
„Jeżeli wracasz agresywny, zabieram dzieci i wychodzę w bezpieczne miejsce.”
„Nie będę jechać samochodem, kiedy prowadziłeś po alkoholu lub narkotykach.”
Granica ma być:
konkretna,
zrozumiała,
realna
i możliwa do utrzymania.
Jeżeli rodzina stawia dziesięć ultimatum, których później nigdy nie realizuje, ich znaczenie gwałtownie znika.
Czy presja rodziny może pomóc?
Czasami rodziny obawiają się jakiejkolwiek presji:
„Nie możemy nic powiedzieć, bo sam musi chcieć.”
To zbyt daleko idący wniosek.
Osoba uzależniona może rozpocząć leczenie także pod wpływem zewnętrznych konsekwencji.
Może bać się:
utraty związku,
pracy,
kontaktu z dziećmi,
zdrowia,
dalszych długów.
Motywacja na początku nie musi być idealna.
Ktoś może powiedzieć:
„Przyjechałem, bo partnerka powiedziała, iż odejdzie.”
A po pewnym czasie terapii zacząć mówić:
„Zostaję, bo sam widzę, iż nie chcę już tak żyć.”
Motywacja może rozwijać się w trakcie leczenia.
Dlatego ważniejsze od pytania:
„Czy on naprawdę chce?”
może być:
„Czy jest gotowy zrobić pierwszy krok i zaangażować się w proces?”
Alkohol i narkotyki wymagają czasem innego spojrzenia, ale rola rodziny jest podobna
Mechanizm i ryzyka mogą się różnić w zależności od substancji.
Inaczej może wyglądać osoba pijąca alkohol codziennie.
Inaczej ktoś, kto bierze kokainę raz na kilka dni.
Inaczej osoba po ciągach amfetaminowych czy mefedronowych.
Inaczej problem opioidowy.
Ale po stronie rodziny bardzo często pojawiają się podobne zachowania:
kontrola,
ratowanie,
strach,
ukrywanie,
groźby,
poczucie winy,
kolejne próby przekonywania.
Dlatego przy problemie alkoholowym ważne może być profesjonalne leczenie alkoholizmu, a jeżeli głównym problemem są narkotyki — odpowiednio dobrane leczenie narkomanii.
Jeżeli substancji jest kilka, nie powinno się sztucznie wybierać jednej tylko dlatego, iż wygląda na „najgorszą”.
Trzeba zobaczyć cały wzorzec.
„On jeszcze nie jest na dnie” — dlaczego nie warto czekać?
Jednym z najbardziej szkodliwych przekonań jest:
„Musi sam dojść do dna.”
Co to adekwatnie znaczy?
Stracić pracę?
Rodzinę?
Zdrowie?
Mieszkanie?
Przeżyć zatrucie?
Doświadczyć psychozy?
Nie istnieje terapeutyczny powód, aby czekać na kolejne szkody, jeżeli problem jest już widoczny.
Jeżeli osoba:
wielokrotnie próbuje ograniczyć używanie,
wraca mimo konsekwencji,
kłamie w związku z substancją,
traci kontrolę,
zaniedbuje obowiązki,
potrzebuje coraz więcej czasu w dochodzenie do siebie,
warto reagować wcześniej.
Czasami rodzina może właśnie wtedy powiedzieć:
„Nie chcemy czekać, aż będzie jeszcze gorzej. Chcemy teraz sprawdzić, jaka pomoc jest możliwa.”
Jak przygotować konkretną propozycję leczenia?
Ogólny komunikat:
„Idź się leczyć”
jest trudny do wykonania.
Dokąd?
Do kogo?
Kiedy?
Co powiedzieć?
Czy trzeba jechać do szpitala?
Czy od razu zamieszkać w ośrodku?
Znacznie lepsza propozycja brzmi:
„Znaleźliśmy miejsce, gdzie możemy zadzwonić i najpierw porozmawiać o sytuacji.”
To zmniejsza próg wejścia.
Dobry ośrodek leczenia uzależnień powinien najpierw ustalić, czego rzeczywiście potrzebuje dana osoba.
Nie każdy pacjent automatycznie potrzebuje tej samej formy terapii.
Trzeba ocenić między innymi:
rodzaj używanej substancji,
częstotliwość,
wcześniejsze próby przerwania,
głód,
nawroty,
środowisko,
stan psychiczny,
stan zdrowia,
sytuację rodzinną.
Dopiero potem ma sens rozmowa o konkretnym programie.
Czy rodzina może zadzwonić sama?
Tak — i w wielu przypadkach jest to bardzo dobry pierwszy krok.
Bliski może nie wiedzieć:
czy problem jest już poważny,
jak rozmawiać,
jak zachować się podczas kolejnego kryzysu,
czy terapia ambulatoryjna może wystarczyć,
czy potrzebny jest ośrodek.
Nie musi czekać na zgodę osoby uzależnionej, żeby samemu zdobyć wiedzę i uporządkować własne działania.
To nie oznacza organizowania terapii za plecami dorosłego człowieka.
Oznacza przygotowanie się na moment, kiedy pojawi się możliwość rozmowy.
Rodzina powinna mieć gotowy „pierwszy krok”
Osoba po kolejnym epizodzie picia mówi rano:
„Mam dość.”
Rodzina odpowiada:
„No to coś z tym w końcu zrób.”
To zrozumiałe.
Ale można wykorzystać tę chwilę lepiej.
„Jeżeli chcesz, możemy dzisiaj zadzwonić.”
„Umówmy konsultację.”
„Nie musisz dzisiaj decydować o wszystkim.”
„Porozmawiaj najpierw ze specjalistą.”
Im bardziej konkretny kolejny krok, tym mniejsze ryzyko, iż po kilku godzinach pojawi się:
„jednak przesadziłem, sam sobie poradzę”.
Współuzależnienie i przeciążenie bliskich
Po latach problemu rodzina często funkcjonuje wokół osoby uzależnionej.
Plan dnia zależy od:
tego, czy pił,
czy wróci,
w jakim będzie stanie,
czy ma pieniądze,
czy dojdzie do konfliktu.
Partner lub rodzic coraz mniej zajmuje się własnym życiem.
Wszystko podporządkowane jest:
kontroli,
zapobieganiu,
przewidywaniu kolejnego kryzysu.
Dlatego profesjonalna pomoc dla rodziny nie jest dodatkiem.
Może być istotną częścią całego procesu.
Bliski może nauczyć się:
stawiać granice,
nie przejmować całej odpowiedzialności,
reagować na manipulację,
odróżniać wsparcie od ratowania,
chronić dzieci,
rozpoznawać własne przeciążenie.
Rodzina może wspierać leczenie również po jego rozpoczęciu
Motywowanie nie kończy się w dniu przyjazdu do ośrodka.
Po kilku dniach pacjent może powiedzieć:
„Już wszystko zrozumiałem.”
„Nie potrzebuję tyle terapii.”
„Wracam do domu.”
Bliscy mogą wtedy nieświadomie wesprzeć przerwanie leczenia:
„Skoro czujesz się dobrze, to może rzeczywiście wracaj.”
Warto pamiętać, iż chwilowa poprawa nie oznacza jeszcze trwałej zmiany.
Podobnie po zakończeniu terapii rodzina nie powinna zamieniać się w policję.
Nie chodzi o:
codzienne sprawdzanie,
przesłuchiwanie,
ciągłe podejrzenia.
Znacznie lepiej wcześniej ustalić:
jak wygląda dalsza terapia,
co pacjent robi przy głodzie,
z jakiego wsparcia korzysta,
jakie kontakty ogranicza,
co rodzina robi przy pierwszych sygnałach nawrotu.
Czy po terapii wszystko wraca do normy?
Nie od razu.
Relacje mogły być niszczone przez lata.
Zaufanie nie wróci po kilku tygodniach abstynencji.
Osoba uzależniona może powiedzieć:
„Przecież już nie piję. Dlaczego przez cały czas mi nie ufasz?”
Bliski ma prawo potrzebować czasu.
Zdrowienie rodziny również jest procesem.
Dobrą oznaką nie jest więc wyłącznie:
„nie używa”.
Ważne jest również:
czy zaczyna brać odpowiedzialność,
czy potrafi rozmawiać,
czy realizuje dalszy plan,
czy odbudowuje relacje,
czy reaguje na głód i sygnały nawrotu,
czy wraca do wcześniejszego środowiska.
Najczęstszy błąd: cała rodzina czeka, aż osoba uzależniona się zmieni
„Jak przestanie pić, będzie dobrze.”
„Jak skończy z narkotykami, wrócimy do normalnego życia.”
Tymczasem rodzina również może potrzebować zmiany własnego funkcjonowania.
Może przestać:
ukrywać,
ratować,
finansować,
kontrolować,
żyć wyłącznie wokół uzależnienia.
I zacząć:
stawiać granice,
korzystać ze wsparcia,
chronić dzieci,
dbać o własne bezpieczeństwo,
oddawać odpowiedzialność tam, gdzie rzeczywiście należy do osoby uzależnionej.
Właśnie dlatego leczenie uzależnienia bywa najbardziej skuteczne wtedy, kiedy nie traktuje rodziny wyłącznie jako obserwatora.
Kiedy nie motywować, tylko działać ze względu na bezpieczeństwo?
Nie każdy moment nadaje się do rozmowy.
Jeżeli osoba:
jest nieprzytomna,
ma problemy z oddychaniem,
ma drgawki,
znajduje się w ciężkiej psychozie,
jest skrajnie splątana,
podejmuje próbę samobójczą,
zagraża dzieciom,
staje się agresywna i istnieje realne niebezpieczeństwo,
priorytetem nie jest przekonywanie do terapii.
Priorytetem jest bezpieczeństwo.
W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy korzystać z pilnej pomocy, w tym numeru 112.
Rozmowa o długoterminowym leczeniu może odbyć się po zabezpieczeniu kryzysu.
Jak wygląda dobre wsparcie w jednym zdaniu?
Można je streścić tak:
„Nie mogę wyzdrowieć za ciebie, ale mogę pomóc ci zrobić pierwszy krok i nie będę dłużej pomagać uzależnieniu.”
To podejście łączy:
troskę,
granice,
odpowiedzialność,
i realną możliwość pomocy.
Rodzina nie rezygnuje z człowieka.
Rezygnuje z prób kontrolowania tego, czego nie jest w stanie kontrolować.
I przenosi energię na działania, które rzeczywiście mogą coś zmienić.
Podsumowanie
Wsparcie osoby uzależnionej od alkoholu lub narkotyków nie polega na znalezieniu magicznego argumentu.
Nie polega również na:
pilnowaniu jej przez całą dobę,
spłacaniu każdego długu,
ukrywaniu skutków używania,
stawianiu gróźb bez pokrycia,
ani czekaniu, aż człowiek „sam spadnie na dno”.
Rodzina może zrobić coś bardziej konkretnego.
Może mówić o faktach.
Stawiać realne granice.
Nie prowadzić ważnych rozmów podczas upojenia lub odurzenia.
Nie przejmować odpowiedzialności za wszystkie skutki.
Przygotować konkretną możliwość konsultacji.
Skorzystać z pomocy również dla siebie.
I rozumieć, iż pierwszym sukcesem nie zawsze jest natychmiastowe:
„jadę na pełną terapię”.
Czasami sukcesem jest:
„zgadzam się porozmawiać”.
A właśnie od takiej rozmowy może rozpocząć się proces, który później prowadzi do adekwatnego leczenia, pracy nad nawrotami i stopniowej odbudowy życia całej rodziny.









