Uzależnienie od alkoholu rzadko dotyczy wyłącznie osoby, która pije. Z czasem wpływa także na partnera, dzieci, rodziców i pozostałych członków rodziny. Bliscy zaczynają kontrolować, tłumaczyć, ukrywać konsekwencje picia, sprawdzać telefon, wylewać alkohol albo po raz kolejny próbować przekonać osobę uzależnioną, iż „tym razem naprawdę musi coś ze sobą zrobić”.
Najczęściej nie wynika to ze złych intencji. Przeciwnie — rodzina próbuje ratować sytuację.
Problem polega na tym, iż część działań podejmowanych z troski może nieświadomie ułatwiać dalsze picie albo sprawiać, iż bliski przez wiele miesięcy skupia całą swoją energię na kontrolowaniu osoby uzależnionej, zamiast na działaniach, które rzeczywiście może podjąć.
Dlatego jednym z najważniejszych pytań nie jest tylko:
„Jak przekonać go, żeby przestał pić?”
Znacznie bardziej praktyczne brzmi:
„Co mogę zrobić ja, żeby zwiększyć szansę na zmianę i jednocześnie chronić siebie oraz pozostałych członków rodziny?”
Dlaczego rozmowy o alkoholu tak często kończą się kłótnią?
Osoba bliska zwykle rozpoczyna rozmowę wtedy, kiedy emocje są już bardzo silne.
Przez kilka dni albo tygodni narasta:
- złość,
- strach,
- rozczarowanie,
- poczucie bezradności,
- wstyd,
- zmęczenie.
W końcu pojawia się kolejny epizod picia i rodzina nie wytrzymuje.
„Znowu jesteś pijany.”
„Przez ciebie wszyscy cierpimy.”
„Jak możesz tego nie widzieć?”
„Jeżeli naprawdę zależałoby ci na rodzinie, przestałbyś pić.”
Taka rozmowa może być zrozumiała emocjonalnie, ale często kończy się obroną.
Osoba pijąca odpowiada:
„Przesadzasz.”
„Wszyscy piją.”
„Normalnie pracuję.”
„Nie jestem żadnym alkoholikiem.”
„To ty robisz ze wszystkiego problem.”
I zamiast rozmowy o zmianie rozpoczyna się spór o to, kto ma rację.
Dlatego osoby zastanawiające się, jak postępować z alkoholikiem, powinny przede wszystkim oddzielić dwie rzeczy: próbę udowodnienia komuś, iż ma problem, od stworzenia warunków, w których łatwiej będzie mu zrobić pierwszy konkretny krok w stronę pomocy.
Błąd 1. Rozmawianie wtedy, kiedy osoba jest pod wpływem alkoholu
To jeden z najczęstszych błędów.
Rodzina chce wykorzystać moment:
„Teraz zobaczysz, do czego doprowadziłeś.”
Problem polega na tym, iż osoba pod wpływem alkoholu może mieć zaburzoną ocenę sytuacji, być impulsywna, agresywna albo po prostu nie pamiętać później części rozmowy.
Jeżeli nie ma bezpośredniego zagrożenia, poważną rozmowę lepiej przeprowadzić wtedy, kiedy osoba jest trzeźwa.
Nie w środku nocy.
Nie podczas awantury.
Nie pięć minut po powrocie z imprezy.
I nie wtedy, kiedy obie strony są tak zdenerwowane, iż rozmowa od początku zamienia się w walkę.
Błąd 2. Próba znalezienia „idealnego argumentu”
Bliscy często przez długi czas szukają zdania, które wreszcie „otworzy oczy”.
Pokazują:
rachunki,
zdjęcia,
wiadomości,
wyniki badań,
problemy w pracy,
reakcje dzieci.
Każdy kolejny argument ma w końcu sprawić, iż osoba pijąca powie:
„Macie rację. Od jutra zaczynam leczenie.”
Czasami rzeczywiście pojawia się taki moment.
Bardzo często jednak nie.
Uzależnienie nie jest wyłącznie problemem braku informacji.
Osoba może doskonale wiedzieć, iż alkohol niszczy zdrowie, związek i finanse, a mimo tego przez cały czas pić.
Dlatego nie zawsze potrzebuje kolejnych dowodów.
Potrzebuje sposobu, żeby przejść od:
„wiem, iż mam problem”
do:
„zgadzam się zrobić pierwszy krok”.
Błąd 3. Groźby, których rodzina później nie realizuje
„Jeżeli jeszcze raz się napijesz, odchodzę.”
Po kolejnym epizodzie nic się nie zmienia.
Następny miesiąc:
„To już naprawdę ostatni raz.”
Ponownie bez konsekwencji.
Po pewnym czasie osoba uzależniona zaczyna zauważać, iż groźby nie mają realnego znaczenia.
Dlatego lepiej nie stawiać granicy, której nie jest się gotowym utrzymać.
Granica powinna dotyczyć przede wszystkim własnego zachowania.
Nie:
„Masz przestać pić.”
Bo nie można tego zagwarantować.
Lepiej:
„Nie będę pożyczać ci pieniędzy, kiedy wracasz do picia.”
„Nie będę tłumaczyć twojej nieobecności w pracy.”
„Nie będę pozwalać, żeby dzieci jechały z tobą samochodem po alkoholu.”
To znacznie bardziej konkretne.
Błąd 4. Ratowanie przed wszystkimi konsekwencjami
To jeden z najtrudniejszych tematów dla rodzin.
Osoba nie idzie do pracy.
Partner dzwoni:
„Jest chory.”
Powstaje dług.
Rodzic go spłaca.
Dochodzi do kłótni.
Rodzina tłumaczy sytuację przed znajomymi.
Osoba gubi telefon po alkoholu.
Ktoś natychmiast kupuje kolejny.
Intencją jest pomoc.
Jednocześnie może powstać mechanizm, w którym część naturalnych konsekwencji picia jest stale przejmowana przez otoczenie.
Osoba uzależniona cierpi wtedy mniej z powodu własnego zachowania, natomiast coraz więcej kosztu ponosi rodzina.
To nie oznacza, iż trzeba zostawić człowieka w sytuacji zagrożenia życia albo zdrowia.
Oznacza, iż warto rozróżnić:
pomoc
od:
usuwania każdej konsekwencji picia.
Błąd 5. Kontrolowanie każdej butelki
„Gdzie byłeś?”
„Z kim?”
„Ile wypiłeś?”
„Pokaż telefon.”
„Daj dmuchać.”
„Na pewno coś ukrywasz.”
Rodzina zaczyna funkcjonować jak system kontroli.
Problem polega na tym, iż osoba uzależniona może coraz bardziej doskonalić sposób ukrywania picia, a bliski zaczyna poświęcać niemal całe życie na sprawdzanie.
To niezwykle wyczerpujące.
Kontrola może mieć znaczenie w określonych sytuacjach bezpieczeństwa, ale nie zastępuje leczenia.
Nie da się przez lata pilnować dorosłego człowieka przez 24 godziny na dobę.
Błąd 6. Próba leczenia rodziny zamiast osoby uzależnionej
Czasami bliscy tworzą własny system.
Zabierają pieniądze.
Pilnują.
Układają plan dnia.
Zabraniają spotkań.
Kontrolują telefon.
Wylewają alkohol.
Przez kilka dni rzeczywiście może być spokojniej.
Ale podstawowy problem pozostaje.
Osoba uzależniona przez cały czas nie uczy się rozpoznawać:
głodu,
wyzwalaczy,
mechanizmu nawrotu,
sposobów radzenia sobie ze stresem,
ani powodów, dla których wraca do picia.
Dlatego w pewnym momencie potrzebne może być profesjonalne leczenie alkoholizmu, a nie coraz bardziej rozbudowany rodzinny system nadzoru.
Jak rozmawiać, żeby zwiększyć szansę na zgodę na pomoc?
Nie istnieje zdanie, które gwarantuje sukces.
Można jednak zwiększyć szansę na konstruktywną rozmowę.
Zamiast oceniać człowieka:
„Jesteś alkoholikiem.”
lepiej mówić o faktach:
„W ciągu ostatnich dwóch miesięcy trzy razy nie poszedłeś do pracy po piciu.”
Zamiast:
„Niszczysz wszystkim życie.”
można powiedzieć:
„Kiedy wracasz pijany i wszczynasz awanturę, dzieci się boją.”
Zamiast żądać:
„Masz natychmiast jechać do ośrodka.”
można zaproponować:
„Umówmy jedną konsultację i sprawdźmy, jaki rodzaj pomocy ma sens.”
To bardzo ważne.
Osoba może nie być gotowa powiedzieć:
„rozpoczynam kilkutygodniowe leczenie”.
Może być jednak gotowa powiedzieć:
„zgadzam się porozmawiać ze specjalistą”.
A pierwszy krok nie musi być od razu największym możliwym krokiem.
Nie czekaj wyłącznie na „wewnętrzną motywację”
Rodziny często słyszą:
„On sam musi chcieć.”
Jest w tym część prawdy — leczenie osoby dorosłej wymaga jej udziału.
Nie oznacza to jednak, iż rodzina ma nic nie robić do dnia, w którym osoba uzależniona spontanicznie poprosi o terapię.
Motywacja nie zawsze pojawia się jako:
„Zrozumiałem swoje życie i jestem gotowy na zmianę.”
Czasami pierwszą motywacją jest:
strach przed utratą rodziny,
problemy zdrowotne,
konflikt w pracy,
długi,
kolejny trudny poranek,
albo zwykłe:
„mam już dość takiego życia”.
To może wystarczyć, żeby rozpocząć pierwszy etap.
Motywacja może później zmieniać się w trakcie terapii.
Kiedy warto rozważyć ośrodek?
Nie każda osoba uzależniona od alkoholu potrzebuje leczenia stacjonarnego.
Dla części osób wystarczająca może być pomoc ambulatoryjna.
Pobyt w placówce warto szczególnie rozważyć, gdy:
- wielokrotne próby przestania kończą się szybkim powrotem do picia,
- osoba nie potrafi utrzymywać abstynencji pomiędzy spotkaniami terapeutycznymi,
- domowe środowisko nie sprzyja zmianie,
- pojawia się kilka uzależnień lub substancji,
- konsekwencje stają się coraz poważniejsze,
- wcześniejsze leczenie o mniejszej intensywności nie wystarczyło.
Dobry ośrodek leczenia uzależnień nie powinien sprowadzać terapii wyłącznie do odizolowania człowieka od alkoholu.
Samo to, iż przez kilka tygodni nie ma dostępu do substancji, nie rozwiązuje problemu.
Najważniejsze pytanie brzmi:
co wydarzy się po powrocie do domu?
Co powinno wydarzyć się podczas terapii?
Pacjent powinien coraz lepiej rozumieć własny schemat.
Co uruchamia picie?
Co dzieje się wcześniej?
Jak wygląda głód?
Jak reaguje na:
stres,
nudę,
samotność,
konflikty,
pieniądze,
imprezy?
Co robi, kiedy pojawia się myśl:
„jedno piwo niczego nie zmieni”?
Jak rozpoznaje początek nawrotu?
Co zrobi po trudnym dniu po zakończeniu terapii?
To właśnie różnica między:
czasową abstynencją
a:
leczeniem mechanizmu uzależnienia.
A jeżeli problemem nie jest wyłącznie alkohol?
To także częsta sytuacja.
Osoba pije, ale okresowo sięga również po kokainę, amfetaminę, marihuanę, leki albo inne substancje.
Rodzina często skupia się wtedy tylko na alkoholu:
„Najważniejsze, żeby nie pił.”
Tymczasem trzeba ocenić cały obraz.
Może się okazać, iż alkohol regularnie prowadzi do narkotyku.
Albo odwrotnie — narkotyk pojawia się pierwszy, a alkohol służy później do „zejścia” lub zasypiania.
W takiej sytuacji potrzebne może być kompleksowe podejście obejmujące również leczenie narkomanii, zamiast rozdzielania każdego problemu tak, jakby nie miał związku z pozostałymi.
Co może zrobić rodzina jeszcze przed rozpoczęciem leczenia?
Przede wszystkim przestać traktować swoją bezradność jako konieczność czekania.
Bliscy mogą:
ustalić własne granice,
przygotować rozmowę,
przestać ukrywać konsekwencje picia,
skonsultować sytuację ze specjalistą,
dowiedzieć się, jakie formy leczenia są dostępne,
przygotować konkretną propozycję pierwszego kontaktu.
To szczególnie ważne, ponieważ moment większej gotowości do zmiany może być krótki.
Osoba po kolejnym epizodzie mówi:
„Mam już dość.”
Jeżeli odpowiedź rodziny brzmi:
„To może kiedyś poszukamy jakiegoś terapeuty”,
moment może minąć.
Jeżeli brzmi:
„Możemy dziś zadzwonić i umówić konsultację”,
pierwszy krok staje się realny.
Rodzina także potrzebuje pomocy
To jeden z najbardziej pomijanych elementów.
Bliski może przez lata żyć:
w napięciu,
kontroli,
strachu,
wstydzie,
poczuciu winy.
Cała rodzina dostosowuje się do rytmu picia.
„W jakim humorze dzisiaj wróci?”
„Czy jest trzeźwy?”
„Czy można mu coś powiedzieć?”
„Czy znowu będzie awantura?”
Dlatego wsparcia może potrzebować nie tylko osoba uzależniona.
Bliscy również mogą uczyć się:
stawiania granic,
rozpoznawania własnych reakcji,
rezygnowania z nadmiernej kontroli,
odróżniania pomocy od przejmowania odpowiedzialności,
dbania o własne bezpieczeństwo.
I nie trzeba czekać, aż osoba pijąca rozpocznie leczenie.
Kiedy bezpieczeństwo jest ważniejsze niż rozmowa?
Są sytuacje, w których nie próbujemy prowadzić spokojnej rozmowy motywacyjnej.
Jeżeli osoba pod wpływem:
jest agresywna,
prowadzi samochód,
zagraża dzieciom,
traci przytomność,
ma poważne problemy z oddychaniem,
doznaje drgawek,
ma ciężkie zaburzenia świadomości,
podejmuje próbę samobójczą,
bezpieczeństwo ma pierwszeństwo.
W stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy korzystać z pilnej pomocy, w tym numeru 112.
Poważną rozmowę o leczeniu można przeprowadzić później.
Najważniejsze: nie próbuj samodzielnie być terapeutą
Rodzina może mieć ogromne znaczenie.
Może pomóc rozpocząć leczenie.
Może wspierać.
Może stawiać granice.
Może zauważyć problem wcześniej niż sam pacjent.
Ale nie powinna próbować przejąć całej odpowiedzialności za terapię.
Nie da się:
kontrolą,
argumentami,
zakazami,
pilnowaniem,
wstydzeniem
wyleczyć uzależnienia drugiej osoby.
Można natomiast zrobić coś znacznie bardziej konkretnego:
przestać podtrzymywać destrukcyjny układ i stworzyć możliwie prostą drogę do profesjonalnej pomocy.
Podsumowanie
Bliscy osoby uzależnionej od alkoholu bardzo często pytają:
„Co jeszcze mogę zrobić?”
Czasami odpowiedź nie brzmi:
„jeszcze bardziej się staraj”.
Wręcz przeciwnie.
Być może trzeba:
mniej kontrolować,
przestać ratować przed każdą konsekwencją,
nie prowadzić poważnych rozmów podczas upojenia,
nie składać gróźb bez pokrycia,
zacząć stawiać realne granice,
i zamienić ogólne:
„musisz się leczyć”
na:
„jutro możemy razem zadzwonić i umówić pierwszą konsultację”.
Rodzina nie może podjąć decyzji za osobę uzależnioną.
Może jednak zmienić sposób, w jaki reaguje na problem.
A czasami właśnie to staje się pierwszym elementem większej zmiany.









