Niewiele rzeczy, a uwierzcie mi, iż próbowałem różnych wyzwań, daje takiego kopa i taką adrenalinę jak wyjście na scenę z zespołem. Ogromny stres, adrenalina i niesamowite emocje. Ta energia i przeżycia zostają na długo po zejściu ze sceny.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż można się totalnie oderwać od codzienności. Na chwile zapomnieć o wszystkim innym. Całkowicie się skupić i dać się pochłonąć chwili. Tu i teraz. Muzyka. Rytm wyznaczany przez perkusję. I nie ma nic innego. Niesamowite.
Zapytacie dlaczego znów o tym piszę? Bo wciąż są we mnie te emocje, wciąż to przeżywam, wciąż się tym cieszę. I mam pomysły, plany… które jeżeli tylko Full Light ze mną wytrzyma.. będę próbował realizować.
Piszę też o tym, bo na blogu zostawiam materiały, do których po latach łatwo wrócić. Przypomnieć sobie te wydarzenia, te emocje. To pewien rodzaj osobistego “pamiętnika”.
W każdym razie… tym razem zrobiliśmy to niemal z marszu. Tak wyglądały próby:
Później była jeszcze próba na Kopcu Wyzwolenia. Tutaj już pojawił się stres – całkiem spory, chociaż na płycie było pusto.
I wreszcie efekt końcowy – wieczorny występ na scenie Dni Piekar Śląskich. Myślę, iż wyszło naprawdę fajnie, co jest zasługą przede wszystkim niesamowitej ekipy, z którą występowałem, a która przygotowała mnie do tego perfekcyjnie.
A początki wcale takie łatwe nie były. Kiedy dwa lata temu wymyśliłem sobie śpiewanie – to były zmagania, a wszystko wskazywało, iż skończy się to przepiękną katastrofą.
Siedem miesięcy lekcji śpiewu, codziennego powtarzania przez godzinę, czasami dwie – tego samego utworu. W kółko i do znudzenia. Dla zdrowia psychicznego rodziny i wszystkich postronnych odbywało się to w zamkniętej przestrzeni samochodu.
Full Light poświęcił na końcowym etapie kolejne długie godziny grania w kółko i wciąż “Zawsze tam gdzie Ty”. Do znudzenia, do bólu. Nie dziwię się, iż już nie chcą tego grać
A jak to wszystko wyszło?
Na próbie przed samym występem było tak:
A później… Finalnie…
Wszystko poszło zgodnie z planem. Bo śpiewanie było tylko… elementem całego planu.
A potem żyli długo i szczęśliwie…
Tylko on wciąż wymyślał kolejne rzeczy. I tym pomysłom nie było końca.
Podsumowując. Jest szansa, iż będą kolejne materiały.






![Pokonali 534 kilometry dla 3-letniej Hani! [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/akcja-Krecimy-kilometry-dla-Hani-2026.05.29-mix.jpg)


