Statek wycieczkowy płynący u wybrzeży Afryki Zachodniej nagle znalazł się w centrum międzynarodowego alarmu sanitarnego. Na pokładzie MV Hondius potwierdzono przypadki zakażenia hantawirusem, a kolejne uznano za podejrzane. Część pasażerów odizolowano i objęto nadzorem epidemiologicznym. I właśnie wtedy wróciło pytanie, które po ostatnich latach pojawia się niemal automatycznie: czy to może być początek kolejnego światowego kryzysu zdrowotnego?
Hantawirus — patogen znany od dziesięcioleci
Choć sama nazwa dla wielu brzmi obco, hantawirusy są znane medycynie od dziesięcioleci. Pierwsze przypadki opisano w rejonie rzeki Hantaan w Korei Południowej. Nie chodzi jednak o jeden wirus, ale całą grupę patogenów przenoszonych głównie przez gryzonie.
Do zakażenia dochodzi najczęściej przez kontakt z moczem, śliną lub odchodami myszy i szczurów. Czasem wystarczy wdychanie pyłu zawierającego cząsteczki wirusa. Ryzyko pojawia się więc m.in. podczas sprzątania nieużywanych pomieszczeń, magazynów, piwnic czy domków letniskowych, w których wcześniej bytowały gryzonie.
Większość szczepów nie przenosi się między ludźmi. Wyjątek stanowi rzadki szczep Andes, występujący przede wszystkim w Argentynie i Chile. To właśnie on budzi dziś największy niepokój epidemiologów.
Co wydarzyło się na pokładzie MV Hondius?
MV Hondius opanowany przez hantawirusa — taki alarm obiegł media, gdy statek płynął z Ameryki Południowej przez Atlantyk w kierunku Republiki Zielonego Przylądka. W trakcie rejsu część pasażerów zaczęła zgłaszać objawy ciężkiej infekcji. Potwierdzono zakażenie u trzech osób. Holenderska pasażerka zmarła. Brytyjczyk trafił na oddział intensywnej terapii w Johannesburgu, a obywatel Szwajcarii jest leczony w Zurychu. Kilka kolejnych przypadków pozostaje pod obserwacją.
Na pokładzie znajduje się ponad 140 pasażerów z 23 krajów. Wszyscy mają zostać przebadani po dopłynięciu statku na Wyspy Kanaryjskie. Eksperci podejrzewają, iż za zakażenia odpowiada właśnie szczep Andes. To ważne, bo jako jedyny znany hantawirus może — choć zdarza się to bardzo rzadko — przenosić się z człowieka na człowieka podczas bliskiego i długotrwałego kontaktu. Sprawę śledzi też polska sanepid: hantawirus na MV Hondius, osoba w Polsce objęta nadzorem sanitarnym — to sygnał, iż zasięg kryzysu wykroczył już poza sam statek.
Objawy zakażenia hantawirusem
Początek choroby łatwo pomylić z grypą albo silnym przeziębieniem. Najpierw pojawia się gorączka, osłabienie i bóle mięśni. Szczególnie często dotyczą ud, pleców oraz bioder. Później mogą dojść także:
bóle głowy,
zawroty głowy,
nudności,
wymioty,
biegunka,
bóle brzucha.
Najgroźniejsza faza przychodzi zwykle kilka dni później. U części chorych rozwijają się poważne problemy z oddychaniem, bo płuca zaczynają wypełniać się płynem. Wtedy sytuacja staje się krytyczna.
Lekarze wyróżniają dwa główne zespoły chorobowe związane z hantawirusami. Pierwszy to hantawirusowy zespół płucny (HPS). Drugi — gorączka krwotoczna z zespołem nerkowym (HFRS), która może prowadzić do niewydolności nerek i krwawień wewnętrznych. W przypadku szczepu Andes śmiertelność szacuje się choćby na 20–40 proc.
Czy grozi nam nowa pandemia?
To pytanie wraca dziś przy niemal każdym ognisku choroby zakaźnej. Warto pamiętać, iż już wcześniej eksperci WHO ostrzegali, iż choroba X stwarza poważne zagrożenie dla całej ludzkości — i to zanim cokolwiek wybuchło. Specjaliści podkreślają jednak, iż hantawirus znacząco różni się od SARS-CoV-2.
Przede wszystkim zakażenia są stosunkowo rzadkie. Według danych amerykańskich służb zdrowia w USA od 1993 do 2023 roku wykryto niespełna 900 przypadków. Na świecie co roku rejestruje się około 150 tys. zachorowań na HFRS, głównie w Azji i Europie, ale większość z nich nie prowadzi do większych ognisk epidemicznych. najważniejszy pozostaje sposób transmisji. Hantawirus nie rozprzestrzenia się łatwo drogą kropelkową jak grypa czy COVID-19. W przypadku szczepu Andes potrzebny jest bardzo bliski, długotrwały kontakt z zakażoną osobą.
Dlatego, jak wyjaśnia hantawirus na statku wycieczkowym — WHO ze stanowczą reakcją, eksperci oceniają obecne ryzyko dla świata jako bardzo niskie. Nie znaczy to jednak, iż sytuację można całkowicie zlekceważyć. Ognisko na statku pokazuje, jak gwałtownie choroby zakaźne potrafią wywołać międzynarodowy alarm — zwłaszcza w zamkniętych przestrzeniach, gdzie ludzie przez wiele dni funkcjonują blisko siebie.
Brak szczepionki i ograniczone leczenie
To jeden z najbardziej niepokojących aspektów tej choroby. Na hantawirusa przez cały czas nie istnieje powszechnie dostępna szczepionka. Leczenie ogranicza się głównie do łagodzenia objawów i podtrzymywania funkcji organizmu.
Pacjenci z ciężkim przebiegiem często wymagają:
tlenoterapii,
respiratora,
leczenia na oddziale intensywnej terapii,
a czasem również dializ.
Lek przeciwwirusowy rybawiryna jest stosowany w wybranych przypadkach, ale jego skuteczność pozostaje ograniczona. Lekarze podkreślają jednak, iż szybkie rozpoznanie choroby znacząco zwiększa szanse przeżycia.
Jak można się chronić przed hantawirusem?
Najważniejsze pozostaje ograniczanie kontaktu z gryzoniami. To właśnie myszy i szczury są głównym rezerwuarem wirusa. Dlatego właśnie specjaliści zalecają:
uszczelnianie domów i garaży,
usuwanie źródeł pożywienia dla gryzoni,
stosowanie pułapek,
zachowanie ostrożności podczas sprzątania miejsc, w których mogły przebywać myszy lub szczury.
W przypadku podejrzenia zakażenia najważniejsze jest szybkie zgłoszenie się do lekarza i poinformowanie o możliwym kontakcie z gryzoniami.
Po doświadczeniach ostatnich lat podobne doniesienia naturalnie budzą niepokój. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, iż hantawirus pozostaje groźną, ale przez cały czas bardzo rzadką chorobą — a nie zapowiedzią kolejnej globalnej pandemii.
















