Gdy biuro staje się ucieczką przed własnym życiem

razemztoba.pl 21 godzin temu

Jeszcze kilkanaście lat temu pracoholik był bohaterem. Pierwszy przychodził do biura, ostatni z niego wychodził, odbierał telefon podczas urlopu i odpowiadał na maile o drugiej w nocy. Dziś wiemy, iż za takim obrazem może kryć się nie ambicja, ale uzależnienie od pracy. O pracoholizmie opowiada Żaneta Rachwaniec, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Pracoholizm jest jednym z niewielu uzależnień, za które na początku dostajemy pochwały, premie i awanse. Dopiero później pojawia się rachunek.

– Objawy łatwo zbagatelizować, bo w naszej kulturze nadmierne zaangażowanie zawodowe przez cały czas bywa powodem do dumy. Przez wiele lat o pracoholizmie myślano przede wszystkim przez pryzmat liczby przepracowanych godzin i był on synonimem ciężkiej pracy. Dzisiaj wiemy, iż to zbyt duże uproszczenie – mówi Żaneta Rachwaniec, psycholożka z Wydziału Psychologii w Katowicach Uniwersytetu SWPS.

Jak podkreślają Toon Taris i Jan de Jonge (2024), autorzy najnowszego przeglądu ponad pięćdziesięciu lat badań nad pracoholizmem, kluczowym objawem nie jest to, ile pracujemy, ale dlaczego pracujemy i czy potrafimy przestać.

Wewnętrzny przymus zamiast satysfakcji

Jednym z największych mitów dotyczących pracoholizmu jest przekonanie, iż decyduje o nim liczba przepracowanych godzin. Tymczasem za najważniejszą cechę pracoholizmu badacze uznają wewnętrzny przymus. Osoby zmagające się z tym problemem częściej doświadczają problemów zdrowotnych: zmęczenia, bezsenności, bólów głowy, karku i pleców, dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, podwyższonego ciśnienia, powracających infekcji. Jednocześnie częściej zmagają się z konfliktami rodzinnymi, pogorszeniem relacji z bliskimi i obniżoną jakością życia.

– Osoba zaangażowana w swoją pracę czerpie z niej satysfakcję, ale potrafi świadomie wyznaczać granice. Pracoholik funkcjonuje inaczej. choćby jeżeli formalnie kończy dzień pracy, jego umysł przez cały czas pozostaje w trybie zawodowym – wyjaśnia Żaneta Rachwaniec.

Praca jako azyl

Wbrew obiegowym opiniom pracoholizm rzadko wynika wyłącznie z ambicji. Znacznie częściej jest sposobem radzenia sobie z emocjami. Praca staje się ucieczką od samotności, konfliktów w związku czy poczucia pustki, miejscem, w którym można wreszcie poczuć się kompetentnym i potrzebnym. Każde kolejne osiągnięcie przynosi chwilową ulgę, ale tylko na moment. Bardzo gwałtownie pojawia się potrzeba kolejnego sukcesu. Z czasem pojawia się błędne koło – im większy stres lub dyskomfort, tym silniejsza potrzeba, by ponownie „uciec” w pracę.

Co ważne, problem ten dotyczy już istotnej części pracujących. Największa jak dotąd metaanaliza, obejmująca ponad 71 tys.osób z 23 krajów, wskazuje, iż objawy pracoholizmu może przejawiać około 14 proc. pracowników, choć odsetek ten różni się w zależności od sposobu pomiaru i badanej populacji (Andersen i wsp., 2023).

Przykład idzie z góry

Przez wiele lat pytaliśmy ludzi: „Ile pracujesz?”. Dzisiaj psychologia zadaje inne pytanie: „Co czujesz, kiedy nie pracujesz?”. To właśnie odpowiedź na nie najczęściej pokazuje, czy praca jest źródłem satysfakcji, czy stała się sposobem ucieczki przed własnymi emocjami. Psycholożka z Uniwersytetu SWPS zwraca uwagę na paradoks: o zdrowym stosunku do pracy nie świadczy liczba przepracowanych godzin, ale umiejętność świadomego odpoczywania – bez lęku, poczucia winy i przekonania, iż nasza wartość zależy wyłącznie od kolejnego zawodowego sukcesu.

Przez lata odpowiedzialność za zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym przerzucano głównie na pracowników. Dziś wiemy, iż ogromną rolę odgrywa również kultura organizacyjna. Coraz więcej badań pokazuje, iż to liderzy wyznaczają normy funkcjonowania organizacji – nie tylko poprzez procedury, ale przede wszystkim poprzez własne codzienne zachowania. Dlatego jednym z najważniejszych narzędzi profilaktyki pracoholizmu nie jest kolejne szkolenie z work-life balance, ale kultura organizacyjna, w której regeneracja jest traktowana jako warunek długofalowej efektywności, a nie oznaka braku zaangażowania.

Sam urlop nie wystarczy

Urlop może zmniejszyć poziom zmęczenia, ale nie zmienia mechanizmów psychologicznych odpowiedzialnych za pracoholizm. Dlatego skuteczna pomoc zwykle obejmuje nie tylko odpoczynek, ale także zmianę sposobu myślenia o sobie, naukę stawiania granic i rozwijanie umiejętności regulowania emocji. W wielu przypadkach pomocna okazuje się psychoterapia. Jak pomóc, gdy ten problem zauważamy u najbliższych? Większość osób zmagających się z pracoholizmem nie uważa swojego zachowania za problem. Dlatego rozmowę warto zacząć nie od oceniania, ale od troski. W wielu przypadkach to właśnie taka rozmowa staje się pierwszym krokiem do poszukania profesjonalnej pomocy.

– Podobnie jak w przypadku innych uzależnień behawioralnych, nawroty pracoholizmu są możliwe, zwłaszcza w okresach silnego stresu lub dużych zmian życiowych. Nie oznacza to jednak, iż są nieuniknione. Osoby, które potrafią rozpoznać pierwsze sygnały ostrzegawcze, mają znacznie większą szansę zatrzymać ten proces, zanim ponownie przejmie kontrolę nad ich życiem – uspokaja Żaneta Rachwaniec.

Idź do oryginalnego materiału