Formalnie wszystko się zgadzało. Mimo to farmaceutka została skazana

mgr.farm 1 godzina temu

Na pierwszy rzut oka mechanizm nie powinien budzić zastrzeżeń. Podmiot leczniczy wystawiał zapotrzebowanie, lekarz składał pod nim podpis, a apteka wydawała zamówione produkty lecznicze. Odbierał je przedstawiciel placówki, która formalnie miała wykorzystać leki w swojej działalności.

Według ustaleń sądu część produktów nie trafiała jednak do pacjentów przychodni. Leki przekazywano dalej i ostatecznie trafiały one do hurtowni farmaceutycznej. Sąd Okręgowy w Toruniu nie przyjął argumentu, iż formalna poprawność dokumentów zwalnia osoby związane z apteką z odpowiedzialności. Wyrokiem z 21 marca 2025 roku oddalił apelację obrońcy i utrzymał skazanie trzech oskarżonych: kierowniczki apteki oraz dwóch osób związanych z zarządzaniem spółkami uczestniczącymi w procederze.

Podmiot leczniczy miał być tylko pośrednikiem

Obrona wskazywała, iż produkty lecznicze wydawano zgodnie z prawem. Podstawę stanowiły zapotrzebowania podpisane przez lekarzy, a leki odbierali przedstawiciele placówek medycznych. Część produktów wykorzystywano do udzielania świadczeń, natomiast niewykorzystane opakowania miały trafiać później do hurtowni.

Sąd nie zakwestionował samej możliwości wydawania leków z apteki ogólnodostępnej na podstawie zapotrzebowania. Uznał jednak, iż w tej konkretnej sprawie podmiot leczniczy nie był rzeczywistym odbiorcą całej dostawy.

– Podmiot wskazany był jedynie ogniwem pośrednim, zaś finalnym odbiorcą przedmiotowych leków, przynajmniej w części, stawała się hurtownia farmaceutyczna – wskazano w uzasadnieniu.

Według sądu oskarżone wykorzystały przychodnie, aby stworzyć pozory zgodnego z prawem obrotu. Leki formalnie opuszczały aptekę jako produkty przeznaczone dla podmiotów leczniczych. Część z nich miała jednak później trafiać do hurtowni. Sąd uznał ten mechanizm za odwrócony łańcuch dystrybucji leków.

Dokumenty były prawidłowe, ale transakcje tylko pozornie legalne

Jednym z głównych argumentów obrony było to, iż zapotrzebowania spełniały wymagania formalne. Podpisywali je lekarze, a apteka realizowała dokumenty, które same w sobie dawały podstawę do wydania produktów leczniczych.

Obrona podnosiła również, iż apteka raportowała sprzedaż do Zintegrowanego Systemu Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi. W jej ocenie świadczyło to o tym, iż nie próbowała ukrywać transakcji. Dla sądu nie był to jednak dowód legalności całego mechanizmu. W jego ocenie raportowanie miało wzmacniać wrażenie, iż obrót odbywa się zgodnie z przepisami.

Sąd zwrócił również uwagę, iż osoby uczestniczące w procederze znały reguły obrotu produktami leczniczymi i wiedziały, jakie dokumenty muszą towarzyszyć wydaniu leków. Dzięki tej wiedzy mogły tak organizować transakcje, aby poszczególne czynności formalnie nie budziły zastrzeżeń.

– Oskarżone wykorzystując znajomość mechanizmów obowiązujących w obrocie lekami wiedziały, iż czynności przez nie podejmowane formalnie »się zgadzają«, zaś finalnie prowadzą do zakazanego prawem przekazania przez aptekę leków do hurtowni farmaceutycznej – argumentował sąd.

Sąd o odpowiedzialności kierownika apteki

Skazana farmaceutka pełniła funkcję kierownika apteki. Obrona próbowała umniejszyć jej udział w procederze. Wskazywała również, iż farmaceuta nie odpowiada za nieprawidłowości pojawiające się na dalszych etapach obrotu lekami.

Sąd częściowo zgodził się z tym stanowiskiem. Uznał jednak, iż nie o taką odpowiedzialność chodziło w tej sprawie. Kierowniczce przypisano świadomy udział w mechanizmie, a nie jedynie brak wykrycia działań podejmowanych przez inne osoby.

– Rzeczywiście obowiązkiem farmaceuty nie jest zwalczanie nieprawidłowości występujących na innym etapie obrotu lekami, ale od podmiotów pełniących funkcje jak oskarżone oczekiwać można było należytej staranności oraz postępowania w pełni zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym – wskazał sąd.

Sąd zwrócił uwagę na jej kompetencje, doświadczenie i dostęp do informacji o realizowanych zapotrzebowaniach. Zdaniem sądu kierowniczka musiała zauważać, iż ilości leków wydawanych poszczególnym placówkom były niewspółmierne do ich rzeczywistych potrzeb. W uzasadnieniu podkreślono również, iż nie można zrównywać odpowiedzialności kierownika apteki z odpowiedzialnością pozostałych pracowników. Jeden ze świadków zeznał, iż otrzymywał dokumenty do realizacji właśnie od kierowniczki. To, iż pracownik nie weryfikował zapotrzebowania, nie oznaczało automatycznie, iż kierowniczka była zwolniona z oceny okoliczności jego realizacji.

Podpis lekarza nie zwolnił z odpowiedzialności

Obrona poświęciła wiele miejsca odpowiedzialności lekarzy podpisujących zapotrzebowania. Podkreślała, iż skoro to lekarz potwierdza potrzeby przychodni, farmaceutka mogła ufać, iż dokument odzwierciedla rzeczywiste zapotrzebowanie. Sąd przyznał, iż osoba podpisująca zapotrzebowanie odpowiada za jego treść. Nie uznał jednak, iż zwalnia to z odpowiedzialności osoby działające po stronie apteki.

– Sąd Okręgowy nie kwestionuje słuszności tezy obrońcy, iż za treść zapotrzebowania odpowiadał lekarz, ale to nie wyklucza wyprowadzonego przez sąd meriti wniosku, iż w realiach zaistniałych w niniejszej sprawie oskarżone sprawując określone funkcje co najmniej przewidywały i godziły się z możliwością zbycia produktów leczniczych z apteki ogólnodostępnej do hurtowni farmaceutycznej – wskazano w uzasadnieniu.

Sąd zauważył również, iż zachowanie lekarzy mogło budzić wątpliwości. Ocena ich odpowiedzialności nie była jednak przedmiotem tego postępowania. Ewentualna odpowiedzialność lekarza oraz odpowiedzialność kierownika apteki miały charakter niezależny.

O winie przesądził łańcuch poszlak

W sprawie nie było bezpośredniego dowodu na to, iż wszystkie trzy oskarżone uzgodniły przekazywanie leków do hurtowni. Kobiety nie przyznały się do winy. Sąd oparł więc ustalenia na dowodach pośrednich. Przypomniał jednocześnie, iż skazanie w procesie poszlakowym jest możliwe. Warunek jest jeden: poszlaki muszą tworzyć logiczny i spójny ciąg oraz wykluczać inną racjonalną wersję wydarzeń.

W tym przypadku sąd brał pod uwagę między innymi skalę dostaw, możliwości wykorzystania i przechowywania takiej liczby produktów przez przychodnie, sposób organizacji współpracy, doświadczenie zawodowe oskarżonych oraz fakt, iż część leków rzeczywiście trafiała dalej.

Zdaniem sądu nie było racjonalnych podstaw do przyjęcia, iż oskarżone pozostawały w przekonaniu, iż wszystkie zapotrzebowania odpowiadają rzeczywistym potrzebom pacjentów. Ilość wydawanych leków była tak duża, iż niektóre placówki nie mogłyby ich wykorzystać ani choćby adekwatnie przechowywać.

Kary więzienia i wysokie grzywny

Sąd Okręgowy utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. Dwie osoby związane z zarządzaniem spółkami otrzymały kary po 8 miesięcy więzienia z warunkowym zawieszeniem ich wykonania na 2 lata. Każdej z nich wymierzono również 300 stawek dziennych grzywny po 300 zł, czyli po 90 tys. zł.

Sąd wymierzył kierowniczce apteki karę 5 miesięcy więzienia i warunkowo zawiesił jej wykonanie na rok. Otrzymała także grzywnę w wysokości 200 stawek dziennych po 150 zł, czyli łącznie 30 tys. zł. Łagodniejszą karę uzasadniono tym, iż działała pod kierownictwem pozostałych oskarżonych.

Sąd uwzględnił dotychczasową niekaralność wszystkich trzech kobiet. Jednocześnie uznał stopień ich winy za wysoki. W przypadku kierowniczki apteki ocenił go jako nieco niższy niż wobec pozostałych oskarżonych, ale niewystarczająco niski, by podważyć jej odpowiedzialność.

Idź do oryginalnego materiału