Wyobraź sobie, iż wszystko słyszysz. Rozumiesz. Czujesz obecność ludzi wokół. Ale nie możesz otworzyć oczu, poruszyć ręką ani wypowiedzieć choćby jednego słowa. Brzmi jak najgorszy koszmar, ale tak niestety wygląda rzeczywistość części pacjentów w śpiączce.
Monika, podobnie jak inni klauni z Fundacji Czerwone Noski regularnie odwiedza małych pacjentów Kliniki Budzik. Wchodzi do sal, w których panuje trudna do opisania cisza. Z fotografii zawieszonych na ścianach, patrzą na nią roześmiane dzieci. Na łóżkach leżą ci sami chłopcy i te same dziewczynki – ale zupełnie inni. Czasami trudno ich choćby rozpoznać, co jeszcze bardziej rozdziera serce.
Monika przychodzi tam nie po to, aby rozśmieszać. Po to, żeby być. Gra muzykę, śpiewa, wygłupia się, snuje opowieści. Po prostu dotrzymuje im towarzystwa. Wszystko w oczekiwaniu na najmniejszy sygnał - mrugnięcie, ruch dłoni, grymas.
Wiele osób pomyślałoby, iż to przecież zupełnie bez sensu - oni śpią. Ale Monika zebrała już sporo dowodów, iż jest zupełnie odwrotnie. Kiedyś jedna z mam zaczepiła ją na szpitalnym korytarzu. Przepełniona ekscytacją opowiedziała jej, iż syn, który właśnie wybudził się z wielomiesięcznej śpiączki, wspomina przemiłe wizyty klaunów.
To nie jest rozmowa o pracy szpitalnego klauna. To rozmowa o strachu, godności, nadziei, a także o tym, ile znaczy uśmiech dziecka. Jedna z tych, po których człowiek milknie na chwilę i zaczyna patrzeć na świat nieco inaczej. Posłuchajcie. Czekamy na Was na YouTubie i Spotify.















