Niemieckie służby medyczne potwierdziły drugi w tym roku przypadek zakażenia wirusem Ebola. Obywatel Stanów Zjednoczonych, który wracał z Demokratycznej Republiki Konga, został w nocy przewieziony specjalnym lotem na lotnisko we Frankfurcie nad Menem i umieszczony w izolatce tamtejszej kliniki uniwersyteckiej. Chodzi o szczep Bundibugyo, przeciwko któremu nie ma zatwierdzonej szczepionki ani schematu leczenia.
O sprawie poinformował portal „Tagesschau”. Personel szpitala przekazał, iż u pacjenta występują typowe dla Eboli objawy, ale parametry życiowe utrzymują się w normie. Placówka nie ujawnia wieku ani płci chorego. Telewizja RTL ustaliła, iż mężczyzna brał udział w misji pomocy humanitarnej w Demokratycznej Republice Konga i tam doszło do zakażenia.
Niemieckie ministerstwo zdrowia wydało komunikat, w którym zapewnia, iż chory przebywa na przygotowanym do takich przypadków oddziale, w pełnym odosobnieniu, a ryzyko przeniesienia wirusa na ludność jest wykluczone. Oddziały zakaźne w Niemczech są odcięte od reszty szpitali, a personel pracuje w najwyższym reżimie bezpieczeństwa biologicznego.
Pierwszy pacjent wyszedł z Charité po dwóch tygodniach
Wcześniejsze zakażenie odnotowano 20 maja, gdy do berlińskiego szpitala Charité trafił inny Amerykanin. Niemiecka prasa opisywała jego stan miejscami jako skrajnie ciężki, a najtrudniejszym elementem okazał się sam transport z Afryki do Europy. Po czternastu dniach intensywnej opieki medyk opuścił szpital.

Charité podał w komunikacie, iż i w tym przypadku wykryto wariant Bundibugyo. Zastosowano pionierską terapię przeciwwirusową. Badania PCR wykonane po 30 maja wypadły negatywnie, a pacjenta wypisano z izolacji po 72 godzinach bez żadnych objawów. Kwarantannę odbyło również pięcioro członków jego rodziny zaliczonych do grupy wysokiego ryzyka — nikt z nich nie zachorował. Prof. Leif Erik Sander z Charité ocenił, iż wyleczenie pacjenta to duży krok naprzód i dowód na to, jak wiele w walce z chorobami o wysokiej śmiertelności zależy od nowocześnie wyposażonych izolatoriów.
Śmiertelność od 25 do 90 procent
Ebola należy do rodziny Filoviridae. Śmiertelność zakażeń wynosi od 25 do 90 procent i zależy od szczepu. Odmianę Bundibugyo naukowcy opisali po raz pierwszy w 2007 roku w Ugandzie. Objawy pojawiają się gwałtownie: wysoka gorączka, bóle mięśni, biegunka, wymioty, a także krwawienia z narządów wewnętrznych i zewnętrznych. Do zakażenia dochodzi wyłącznie przez kontakt z krwią lub płynami ustrojowymi chorego.
Wobec braku leku celowanego w ten szczep terapia sprowadza się do łagodzenia objawów i podtrzymywania funkcji życiowych, choć — jak pokazał przypadek berliński — bywają skuteczne metody niekonwencjonalne. Specjaliści od chorób zakaźnych wskazują, iż kolejne przypadki Eboli w Europie wynikają z częstych podróży wolontariuszy organizacji pomocowych. Ryzyko przeniknięcia wirusa do Polski oceniane jest w tej chwili jako minimalne.








