Refleksologia to precyzyjna praca z układem nerwowym. Każdy punkt na stopie, dłoni czy twarzy jest połączony z konkretnym organem. Uruchamia procesy autoregulacji organizmu. Dla Ewy Kozakiewicz to codzienna praktyka, oparta na wieloletnim kształceniu, certyfikacjach i doświadczeniu zdobywanym w pracy z klientami w Stanach Zjednoczonych. Od ponad trzech dekad pomaga ludziom odzyskiwać równowagę zdrowotną, łącząc wiedzę naukową z naturalnymi metodami terapii.
Jolanta Czudak: Jesteś specjalistką z dziedziny, która dla wielu osób brzmi dość tajemniczo. Jak w prostych słowach wyjaśniłabyś, na czym polega refleksologia?
Ewa Kozakiewicz: Jest to metoda, która polega na stymulowaniu receptorów znajdujących się na stopach, dłoniach i twarzy. Te punkty są połączone z układem nerwowym i odpowiadają konkretnym organom wewnętrznym. Podczas ucisku wysyłany jest impuls do mózgu, a mózg przekazuje sygnał do odpowiednich obszarów ciała. W ten sposób uruchamia się naturalny mechanizm autoregulacji organizmu. Nie jest to masaż relaksacyjny, ale bardzo precyzyjna praca terapeutyczna.
JC: Jak długo trzeba się kształcić, aby zostać profesjonalistą w tym zawodzie?
EK: Tak długo, jak trwa praktyka w tym zawodzie. Ja uczę się cały czas, mimo, iż mam profesjonalne przygotowanie. Jestem dyplomowanym refleksologiem, certyfikowanym przez American Reflexology Certification Board. Należę również do New York State Reflexology Association, Reflexology Association of America oraz międzynarodowej organizacji ICR. To zobowiązuje do stałego podnoszenia kwalifikacji. Regularnie uczestniczę w światowych konferencjach i sympozjach, które realizowane są w różnych częściach świata – w Europie, Azji, Australii. W tym zawodzie nie można się zatrzymać. Wiedza sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat nie wystarcza dzisiaj.
JC: Wspomniałaś, iż refleksologia nie działa punktowo, ale systemowo. Co to konkretnie oznacza?
EK: Ciało jest jedną całością, dlatego lubię porównywać organizm do instalacji elektrycznej. jeżeli w jednym miejscu pojawia się problem, nie zawsze oznacza to, iż tam jest przyczyna. Ktoś przychodzi z bólem kolana, ale źródło problemu może leżeć w wątrobie albo układzie pokarmowym. Moim zadaniem jest znaleźć prawdziwą przyczynę zaburzenia i pobudzić organizm do samonaprawy.
JC: Z jakimi problemami zdrowotnymi najczęściej zgłaszają się do Ciebie klienci?
EK: Bardzo często są to osoby żyjące w permanentnym stresie. Bezsenność, napięcia mięśniowe, migreny, bóle kręgosłupa, zaburzenia hormonalne. Pracuję też z pacjentami onkologicznymi. Refleksologia nie leczy nowotworów, ale wzmacnia odporność, pomaga organizmowi lepiej znosić chemioterapię i radioterapię oraz poprawia ogólne samopoczucie. Dużą grupą są również kobiety, które mają problemy z zajściem w ciążę, często wynikające ze stresu i zaburzeń hormonalnych. Miałam wiele pacjentek, które po latach bezskutecznych prób zaszły w ciążę. Pomagałam osobom, które dzięki terapii ograniczyły przyjmowanie silnych leków przeciwbólowych. Pracowałam z dziećmi nadpobudliwymi, które po serii zabiegów wyciszyły się i poprawiły koncentrację, co zauważali nauczyciele. To są efekty, które wynikają z regularnej i konsekwentnej pracy.
JC: Czy takie zabiegi są bolesne czy delikatne?
EK: To zależy, ale bywają też bolesne, bo bolesność punktu bardzo często oznacza zaburzenie w odpowiadającym mu organie. To informacja diagnostyczna. Oczywiście siła nacisku zawsze jest dostosowana do pacjenta. Nie chodzi o zadawanie bólu, ale o skuteczną stymulację.
JC: Przez wiele lat pracowałaś w Nowym Jorku. Kim byli Twoim klienci?
EK: Wśród moich klientów w Nowym Jorku 70–80 procent stanowili lekarze i pielęgniarki. Prywatnie korzystali z refleksologii, choć zawodowo nie zawsze mogli ją oficjalnie promować. Obecnie, od trzech lat prowadzę praktykę w Tennessee, bo nasza córka Natalia, która jest dyplomowaną pielęgniarką, przeprowadził się tam z rodziną. Chcieliśmy z mężem dołączyć do najbliższych, dlatego wyjechaliśmy z Nowego Jorku. Moja działalność jest zarejestrowana w Departamencie Zdrowia. To daje mi pełną legalność działania.
JC: Co Twoim zdaniem najbardziej odróżnia profesjonalnego refleksologa od osoby po krótkim kursie?
EK: Wiedza z zakresu anatomii i fizjologii, setki godzin praktyki, doświadczenie oraz ciągłe dokształcanie. Co kilka lat muszę zdobywać punkty edukacyjne, uczestnicząc w międzynarodowych konferencjach i szkoleniach. Ten zawód wymaga systematycznej pracy nad sobą tak jak już wspomniałam.
JC: O wyborze refleksologii zadecydował świadomy wybór czy przypadek?
EK: Z wykształcenia jestem geologiem. Podobnie jak mój mąż Piotr. Nie planowałam zmiany wyuczonego zawodu, ale okoliczności życiowe o tym zdecydowały. Mieszkaliśmy we Wrocławiu, ale po studiach nie było nam łatwo. Nie mogliśmy dostać pracy w zawodzie. Ponad 35 lat temu to były zupełnie inne czasy. Dziś młodemu pokoleniu trudno to sobie choćby wyobrazić. W sklepach brakowało wtedy wszystkiego. Puste półki, kartki, kolejki. Kiedy urodziła się nasza córka Natalia, problemem było nie tylko kupno mebli czy sprzętu AGD, ale choćby pieluch, mleka dla dziecka czy papieru toaletowego. Pomagali nam moi rodzice, którzy po stanie wojennym wyjechali do Ameryki. Udało nam się wylosować „zieloną kartę”, choć na wyjazd do Stanów Zjednoczonych czekaliśmy aż trzy lata.
JC: Jak wyglądały pierwsze miesiące po przylocie do Stanów Zjednoczonych?
EK: Bardzo intensywnie. Przyjechaliśmy do Nowego Jorku w 1991 roku. Zaczynaliśmy absolutnie od zera. Nie znaliśmy języka, nie mieliśmy oszczędności. Ja zaczęłam pracować jako housekeeper, sprzątałam domy i mieszkania. Mój mąż rozwoził pizzę, często do późnych godzin nocnych. W Polsce żadne z nas nie wyobrażało sobie takiej pracy, ale na emigracji człowiek bardzo gwałtownie uczy się pokory. Pracowaliśmy bardzo intensywnie, ale dolar zarobiony w USA miał zupełnie inną wartość niż złotówka w Polsce. Po dwóch miesiącach odłożyliśmy pieniądze na pierwszy samochód. To był dla nas symbol, iż zaczynamy stawać na nogi. Dawało nam to ogromne poczucie niezależności i mobilności, które na emigracji są kluczowe.
JC: Mając rodzinę za granicą byliście w trochę lepszej sytuacji niż wielu innych emigrantów.
EK: To prawda, ale dla młodych ludzi z maleńkim dzieckiem to była bardzo trudna decyzja. Wcześniej do rodziców dołączyły moje dwie siostry Jola i Magda, które bardzo nam pomagały przy opiece nad Natalią. Rodzice również. W Polsce oprócz geologii skończyłam też studium kosmetyczne. To był mój pierwszy zawód na emigracji. Pracowałam razem z moją siostrą, która była zatrudniona w gabinecie kosmetycznym. Refleksologia przyszła dużo później – jako świadoma decyzja o zmianie drogi zawodowej.
JC: Kiedy pojawił się moment, w którym pomyślałaś o refleksologii?
EK: Najpierw pracując w gabinecie kosmetycznym robiłam dodatkowe kursy, między innymi stylizacji paznokci. To był pierwszy krok do zawodu, który dawał mi nie tylko pieniądze, ale też satysfakcję. Wiedziałam jednak, iż taka praca nie może być celem samym w sobie. Przełom przyszedł kilka lat później, w 1999 roku, podczas konferencji kosmetologicznej w Las Vegas. Zobaczyłam tam planszę z mapą stóp i prezentację refleksologii. Pamiętam dokładnie ten moment. To był impuls – miałam poczucie, iż to jest to, czego szukałam. To była decyzja świadoma, poprzedzona doświadczeniem emigracyjnym, pracą fizyczną, kosmetologią. Wiedziałam, iż jeżeli mam znowu zaczynać, to chcę robić coś, co będzie miało głęboki sens.
JC: Dziś mówisz otwarcie o tym, iż refleksologia pozwoliła Ci osiągnąć także stabilność finansową.
EK: Tak, bo nie ma nic złego w mówieniu o finansach. Budowałam swoją praktykę latami. Pracowałam po 8–10 godzin dziennie, inwestowałam w szkolenia, konferencje, rozwój. Z czasem przyszła reputacja i zaufanie klientów. Dziś pracuję mniej, przyjmuję kilka osób dziennie, ale mam stabilność i satysfakcję zawodową. Mogę też inwestować zarobione pieniądze.
JC: Ważnym elementem Twojego życia jest również działalność społeczna.
EK: Przez wiele lat działałam w organizacji Polish Gift of Life, która organizowała operacje na otwartym serca dla dzieci z Polski. Mój syn angażował się w zbiórki sprzętu medycznego. Jedno z dzieci, które było operowane jeszcze w łonie matki, dziś ma 18 lat i normalnie funkcjonuje. To są momenty, które pokazują sens pomagania.
JC: Dbacie też o polskość swoich dzieci.
EK: Tak. Córka i syn pracują w branży medycznej. Z wnukami, które urodziły się w Ameryce rozmawiam po polsku i po angielsku. w tej chwili pracuję nad stworzeniem polskiej organizacji w Nashville, która pozwoli integrować Polaków i pielęgnować język oraz tradycję.
JC: Patrząc z perspektywy czasu – emigracja była trampoliną czy szkołą przetrwania?
EK: Jednym i drugim. To była bardzo twarda szkoła życia, ale też ogromna szansa. Nauczyła mnie pokory, systematyczności, dyscypliny. Pokazała, iż ambitni ludzie z poczuciem własnej wartości, choćby zaczynając od sprzątania czy rozwożenia pizzy, są w stanie zbudować stabilną pozycję zawodową i finansową. Trzeba tylko chcieć pracować i nie bać się zmian.
JC: Co powiedziałabyś osobom, które chcą pracować w zawodach terapeutycznych i marzą o sukcesie?
EK: Że nie ma drogi na skróty. Trzeba się uczyć, inwestować w siebie, być konsekwentnym i uczciwym wobec klientów. Sukces osobisty i finansowy przychodzi wtedy, gdy robi się swoją pracę dobrze i z pełnym zaangażowaniem i misja pomagania innym osobom. Ja jestem tego najlepszym przykładem.
Rozmawiała Jolanta Czudak – Tomaka

















