Trend wykorzystuje tzw. efekt Mpemby, wciąż będący przedmiotem badań i analiz naukowców. Pozornie przeczy nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale także logice i zasadom fizyki, a konkretnie termodynamiki. Zakłada, iż w ściśle określonych warunkach wrzątek lub gorąca woda zamarza szybciej niż, jak można sądzić, zimna. Rezultatem jest tak pożądany przez fotografów i influencerów "lodowy pióropusz" stworzony z drobnych kryształków zamarzającej pary wodnej i wody.
REKLAMA
Zobacz wideo Paula Karpowicz z Topky o aferze u Martyniuków, współpracy z Janchowską, panicznym strachu przed porodem i realiach w branży disco polo I Galaktyka Plotek
Jak działa efekt Mpemby? Może się źle skończyć
najważniejsze są tu jednak wspomniane ściśle określone warunki. Efekt Mpemby nie pojawi się bowiem ot tak. Najważniejszy jest silny mróz, co najmniej -15 stopni, w połączeniu z wysoką temperaturą początkową wody, suchym powietrzem i bezwietrznym dniem. choćby i to nie gwarantuje jednak, iż eksperyment się powiedzie. I nie zwalnia z zachowania ostrożności.
Choć zdjęcia prezentują się spektakularnie, to trend ma też mroczną stronę, z której wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Jak to się może skończyć pokazała kilka dni temu rosyjska influencerka. Alena przypłaciła to oparzeniami. Wrzątek nie zamarzł, a woda wylądowała na jej głowie.
Nie powtarzaj tego trendu przy temperaturze -15 stopni Celsjusza. W przeciwnym razie ryzykujesz poparzeniem, tak jak ja
- ostrzega w opisie do nagrania.
Lekarze od lat ostrzegają przed trendem. Zdjęcie nie jest tego warte
W ciągu 7 dni od publikacji film obejrzało ponad 15 mln osób z całego świata. Dla wielu była to przestroga przed braniem udziału w podobnych wyzwaniach. Ale nie był to pierwszy taki przypadek, o którym zrobiło się głośno.
Już w 2019 roku portal sciencealert.com apelował, by nie przyłączać się do viralowego wtedy "Boiling Water Challenge" i nie bawić się wrzątkiem na mrozie. Na dowód, iż to niepotrzebne ryzyko, podawał m.in. przypadki ze szpitala na przedmieściach Chicago, do którego we wspomnianym roku w ciągu zaledwie kilku dni z oparzeniami na skutek tej zabawy trafiło ośmiu pacjentów. Najstarsza ofiara trendu miała 53 lata, najmłodsza zaledwie trzy. - Zdecydowanie ostrzegamy, aby nie podejmować tego wyzwania. Nie ma na nie bezpiecznego sposobu - apelował cytowany przez portal lekarz Arthur Sanford, specjalista od oparzeń.













