zwróciłaś mi uwagę, kochanie, iż choćby
w wierszach miłosnych – mrok, którego
nie mogę/nie chciałbym się wyzbyć.
masz całkowitą rację. ale pójdę dziś
w głębsze draństwa, grotechę i kuriozalność,
stworzę coś nie o nas:
zalążek bajki o post-parze, jaką są... ślady
po rozkładzie zwłok, ludzkie kontury
wżarte w klepki parkietów.
Romeo i Julia z tego samego bloku.
para samotnych staruszków, którzy
nie lubili się za życia. zmarli w krótkim
odstępie czasu. trochę minęło,
nim ich znaleziono.
on gnił na trzecim piętrze, ona
dekomponowała się na parterze.
zabrano ciała. jeszcze nie weszły ekipy
sprzątające. patrz: oni spieszą się z czułością,
obejmują się w swoistej podprzestrzeni,
tyleż brzydkiej, co mistycznej kraince. czas nagli,
trzeba nacieszyć się sobą, póki nie ma
panów w białych kombinezonach.
turpizm? raczej bajka o jo-jo, drogocennym, bo
z litego mięsa, po którym, gdy się urwie,
nie będzie potrzeby płakać, obwiąże się
tylko gałki oczne gałązkami jałowca,
tak, by było cierniowo.












