Depresja jako sygnał ciała, umysłu i duszy

liderzyinnowacyjnosci.com 1 tydzień temu

Współczesny świat mierzy się z rosnącą falą depresji, a diagnozy pojawiają się u coraz młodszych osób. Dane Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Banku Światowego pokazują, iż depresja jest czwartą najgroźniejszą chorobą (według aktualnych danych choruje około 10% populacji) prowadzącą do inwalidztwa lub śmierci. Szacuje się, iż niedługo będzie drugą, ustępując tylko chorobie niedokrwiennej serca.

Liczne publikacje pokazują statystyki i sposoby radzenia sobie z takimi stanami jak przygnębienie, drażliwość, zobojętnienie, apatia, osłabienie motywacji czy spadek energii życiowej. Przypisywane są dziesiątki wręcz setki leków, aby złagodzić skutki depresji. Nie zawsze przynoszą oczekiwany efekt. Przy wprowadzeniu do organizmu środków uspokajających zwykle zapomina się o traktowaniu organizmu jako całości, pomijając fakt, iż źródło tkwi w naszym ciele, umyśle i duszy.

Dlaczego ciało?

Znamy wszyscy stwierdzenie „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ten zwrot daje nam obraz ciała jako przewodnika, umysłu jako informacji i duszy jako źródła. Pojawia się coraz więcej doniesień wskazujących na to, iż prawidłowo funkcjonujące ciało, zaczyna działać w momencie, kiedy nasza flora bakteryjna jest we właściwym stanie.

To samo dotyczy uszczelniania jelit (jelita to nasz drugi mózg) oraz zakwaszenia żołądka. Co więc, powinno być podstawą naszej suplementacji w tym przypadku? Tu jest główny punkt ciężkości.

NIEDOBORY, najczęściej wskazywane to magnez, witaminy z grupy B (B1, B6, B12), witamina D3, omega-3 i cynk. Bez nich układ nerwowy jest rozregulowany, mięśnie napięte, sen płytki, energia niska. Organizm nie ma fundamentu do działania.

„Depresja to często stan zapalny mózgu” – cukier, przetworzona żywność, niedobory antyoksydantów, przewlekły stres. To doprowadza do gorszego przewodzenia nerwowego, mgły mózgowej, braku wytwarzania odpowiedniej ilości serotoniny – hormonu szczęścia.

Kiedy naprawiamy nasze ciało zmianie ulega umysł. Sam w sobie nie jest przyczyną depresji. Jest jej tłumaczem. Umysł krzyczy, bo boi się utraty kontroli. Wnika w depresję kiedy, żyje cudzymi programami. Wierzy w strach, brak, walkę, oddziela się od Natury. Zapomina, iż myśl tworzy rzeczywistość. To, co dziś nazywamy depresją, widzimy jako umysł, który przestał tworzyć obrazy przyszłości. Człowiek: nie widzi sensu, nie ma wizji, nie czuje celu.

Taki stan powoduje, iż więdnie jak roślina bez słońca. Co to znaczy technicznie? mózg wciąż odpala te same obwody neuronalne te same wspomnienia → te same emocje, → te same hormony stresu. Mózg nie odróżnia myśli od rzeczywistości. Więc ciągle przeżywa to samo. Dopiero przejście tych etapów pozwala nam wejść głębiej w samą duszę. W tym momencie depresja to moment, gdy stare ja umiera, dlatego czuje się pustkę, nie widzi się sensu wszystko traci smak. To nie koniec. To próg.

Każdy człowiek rodzi się z przeznaczeniem. Nie karierą. Nie rolą społeczną, z przeznaczeniem duszy. To, co dziś nazwalibyśmy depresją, to ból duszy, która nie realizuje swojego daru. Duch cierpi, gdy żyje się nie swoim życiem, zapomnieniem, kim się jest. Leki, ucieczki, zagłuszanie — mogą pomóc chwilowo, ale jeżeli przekaz nie zostanie usłyszany, depresja może powrócić.

Jak to się łączy w JEDEN MECHANIZM?

Dusza chce zmiany -> Umysł się boi -> Ciało zatrzymuje energię -> Pojawia się ciężar -> Stan ten nazywany jest depresją”. A to jest: wewnętrzne zatrzymanie przed nowym życiem. Od czego więc zacząć? od prostych kroków: zmiany nawyków żywieniowych, spokojnego oddechu, który przywraca kontakt z ciałem i pozwala na chwilę zatrzymania. Potem pojawia się świadome kierowanie uwagi — motywowanie się małymi działaniami, porządkowanie myśli, ćwiczenie pamięci i obecności tu i teraz.

Z czasem człowiek zaczyna na nowo odczuwać więź z Naturą — z rytmem dnia, z ciszą drzew, z zapachem ziół, które od wieków towarzyszyły ludziom jako symbol powrotu do równowagi. W tej perspektywie proces wychodzenia z ciężkiego stanu nie jest nagłą zmianą, ale powolnym odzyskiwaniem kontaktu ze sobą, światem i własnym wewnętrznym rytmem.

Katarzyna Słowy

Idź do oryginalnego materiału