Czy udało się odczarować polską farmację?

mgr.farm 3 godzin temu

Dwa lata temu na łamach mgr.farm opisywaliśmy inicjatywę farmaceutki Marty Trafidło, która postanowiła wyjść z apteki i poprowadzić warsztaty edukacyjne dla przedszkolaków. Projekt miał pokazać najmłodszym, iż farmaceuta to nie sprzedawca leków, ale zawód medyczny. A apteka to nie tylko miejsce zakupu produktów, ale przestrzeń opieki, konsultacji i realnego wpływu na bezpieczeństwo zdrowotne.

Wówczas był to świeży, lokalny pomysł. Dziś warsztaty realizowane są regularnie. Obejmują także uczniów szkół podstawowych, a znalezienie wolnego terminu w kalendarzu prowadzącej bywa dużym wyzwaniem. Wróciliśmy więc do rozmowy, by zapytać nie tylko o skalę projektu, ale o to, czy przez te dwa lata rzeczywiście coś się zmieniło. Jak projekt odbierają farmaceuci? Czy wpływa on na świadomość dzieci? Czy wpływa na postrzeganie naszego środowiska zawodowego?

Kiedy to przestała być jednorazowa inicjatywa?

Po dwóch latach naturalne było pytanie o moment przełomowy. Kiedy Marta zorientowała się, iż to nie jest jednorazowa akcja, ale coś trwalszego?

W momencie, kiedy tych zaproszeń pojawiało się coraz więcej i zobaczyłam, iż do danej placówki jestem zapraszana ponownie. To był znak, iż rzeczywiście jest zapotrzebowanie na takie warsztaty – powiedziała Marta zapytana o to, kiedy projekt przestał być eksperymentem.

Jak podkreśla, najważniejsze były nie tylko nowe zgłoszenia, ale właśnie powroty do tych samych przedszkoli i szkół. To oznaczało, iż zajęcia nie są jednorazową atrakcją w kalendarzu placówki. Odpowiadają na realną potrzebę edukacyjną. Znaczenie miały również reakcje w mediach społecznościowych oraz publikacje branżowe.

Umawiając kolejne szkoły czy przedszkola i opisując dyrekcji lub nauczycielom, na czym polegają warsztaty, czasem linkuję któryś tekst, jaki pojawił się w mediach na mój temat – wspomniała farmaceutka, pokazując, iż projekt zaczął funkcjonować również w przestrzeni publicznej.

Z czasem inicjatywa została zauważona szerzej — także poza środowiskiem aptecznym. Warsztaty zostały dostrzeżone m.in. przez osoby zaangażowane w promocję szczepień przeciw HPV w szkołach. Pojawiło się zaproszenie na konferencję w Sejmie. Następnie wystąpienie podczas Health Challenges Congress w Katowicach, gdzie Marta opowiadała o projekcie i prezentowała „Hrabiego Draculę”. To maskotka wykorzystywana podczas zajęć o szczepieniach. To był moment, w którym lokalna inicjatywa zaczęła być postrzegana jako przykład potencjału edukacyjnego całego środowiska farmaceutycznego.

Czy warsztaty realnie zmieniają postrzeganie farmaceuty?

Skala i zainteresowanie to jedno. Najważniejsze pozostaje jednak pytanie o efekt. Czy kilka godzin spędzonych z farmaceutą w przedszkolnej sali rzeczywiście może wpłynąć na sposób myślenia o zawodzie?

Tak, zdecydowanie tak. Farmaceuta przychodzący na zajęcia i przebywający z dziećmi kilka godzin zaczyna być traktowany jak kolega czy koleżanka z grupy. Dzieci często przytulają się, oswajają z białym fartuchem, prawią komplementy i są dzięki temu bardziej skłonne do zadawania pytań i dyskusji. Wyjście poza szybę apteczną skraca dystans. Bariery się kasują – podkreśliła.

W tej wypowiedzi wybrzmiewa coś więcej niż tylko sympatia dzieci do prowadzącej. Chodzi o skrócenie dystansu, który przez lata budował się wokół „pierwszego stołu”. Farmaceuta przestaje być anonimową osobą stojącą za pierwszym stołem, a zaczyna być specjalistą, z którym można rozmawiać.

Podczas jednych z zajęć padło pytanie, czy farmaceuta może uratować komuś życie.

Opowiedziałam kilka przykładów z mediów, o podawaniu adrenaliny po ugryzieniu osy. Powiedziałam też, iż w tym samym budynku, gdzie jest jedna z aptek w tej wiosce (w której mieszka chłopiec przyp. red.), na ścianie ośrodka kultury jest AED. Wskazałam do czego służy i poleciłam jechać zobaczyć na własne oczy – wspomniała farmaceutka, pokazując, iż rozmowa o farmacji bardzo gwałtownie przechodzi w rozmowę o realnym bezpieczeństwie zdrowotnym.

Jak zmieniły się same warsztaty?

Zmianie uległ również sam program zajęć. To, co na początku wydawało się naturalne — zabawa w aptekę i puste pudełka po lekach, z czasem ustąpiło miejsca innym obszarom pracy farmaceuty.

Chociaż od początku miałam założenie, iż pokazuję dzieciom wszystko poza sprzedażą leków, to przynosiłam pierwotnie puste pudełka po lekach do pokazania i zostawiałam je czasem, aby dzieci bawiły się w aptekę. Z czasem okazało się, iż większe zainteresowanie jest wszystkim innym – recepturą, szczepieniami, edukacją, czyli po prostu usługami – powiedziała.

To istotna obserwacja również z perspektywy zawodu. Największe zainteresowanie budzi ta część pracy, która pokazuje farmaceutę jako aktywnego uczestnika procesu leczenia i profilaktyki.

Nie proszę już o przyniesienie misiów do szczepień, bo okazało się, iż nie każde dziecko ma misia. Mają inne pluszaki, a hitem było szczepienie autobusu ze sklepu Biedronka – wspomniała, opisując, jak naturalnie dzieci przenoszą temat zdrowia na swój codzienny świat.

Efekt domina w środowisku

Jednym z najciekawszych efektów projektu jest to, iż nie pozostał on działaniem jednej osoby.

– Dostaję mnóstwo wiadomości od farmaceutów, zarówno przez prywatny profil na Facebooku jak i przez stronę internetową. Farmaceuci zaczynają sami chcieć iść do przedszkola czy szkoły swoich dzieci. Pytają też o to, jak się do tego zabrać, co kupić i gdzie, skąd mam sprzęt – powiedziała.

Jak zaznacza, samo przełożenie pracy farmaceuty na język dzieci nie jest trudne, ale wymaga zmiany myślenia o swojej roli i szczególnej dbałości o bezpieczeństwo.

Przełożenie pracy farmaceuty na poziom dzieci nie jest trudne, ale wymaga zmiany przyzwyczajeń i dostosowania języka oraz rozmowy do poziomu dzieci i zadbania o bezpieczeństwo znacznie bardziej niż w aptece. Dlatego trzeba uważać chociażby z pokazywaniem igły w strzykawce do szczepień pluszaków – podkreśliła.

Marta przygotowała również skrypt zajęć, który udostępnia bezpłatnie innym farmaceutom, zastrzegając prawa autorskie, aby warsztaty nie stały się narzędziem promocji produktów. W różnych częściach kraju pojawiają się dziś podobne inicjatywy – warsztaty w szkołach, zajęcia w szpitalach dla małych pacjentów, działania edukacyjne podczas wydarzeń społecznych czy konsultacje farmaceutyczne przy okazji wywiadówek. Trudno mówić o zorganizowanym ruchu, ale trudno też nie zauważyć, iż coś zaczęło się zmieniać.

Farmaceuta jako edukator – nowa rola?

Zmiana nie dotyczy wyłącznie wizerunku w oczach dzieci. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy farmaceuci zaczynają postrzegać siebie jako edukatorów zdrowotnych.

Nie bez znaczenia była moja inicjatywa, by farmaceuta mógł być pełnoprawnym nauczycielem Edukacji Zdrowotnej. To otworzyło zupełnie nowe drzwi i pozwoliło pokazać farmaceutę w roli edukatora. Czyli pierwszy stół apteczny zamieniłam dla farmaceutów na biurko nauczycielskie – powiedziała.

To symboliczna zmiana, która może mieć realne konsekwencje systemowe, jeżeli tylko zostanie wykorzystana.

Czy to już odczarowanie?

Na koniec wracamy do pytania tytułowego – czy polska farmacja została odczarowana?

Nie wiem, czy to odczarowanie, ale jeżeli zamiast pytań o cenę leku dostaję coraz częściej pytania o działanie leków, możliwość konsultacji, pytania gdzie się udać z danym problemem zdrowotnym i dementuję medyczne fake newsy, to chyba dobry znak – powiedziała, podsumowując obserwacje z ostatnich miesięcy.

Jednocześnie nie ma złudzeń co do skali wyzwań.

Wciąż panuje przekonanie, iż w szpitalu leki na oddziały idą z magazynu, farmaceuty na oddziałach nikt nigdy nie widział, firmy produkujące leki zatrudniają chemików, hurtownia farmaceutyczna nie różni się niczym od zwykłej hurtowni, o farmaceucie jako Osobie Odpowiedzialnej nikt nie słyszał – zaznaczyła.

Jej zdaniem bez działań systemowych trudno będzie utrwalić zmianę.

Farmaceuci potrzebują porządnej kampanii wizerunkowej FARMACEUTÓW i ich uprawnień. Nie aptek, tylko farmaceutów, bo mamy ich w Polsce blisko 40 tysięcy (…) Ludzie nie mają świadomości, iż zostanie farmaceutą wymaga 5,5 letnich studiów na kierunku farmacja na uniwersytecie medycznym, tym samym, na którym kształcą lekarzy. Farmacja to nie jest „zawodówka handlówka do apteki”. jeżeli czegoś z tym nie zrobimy już teraz farmaceuta będzie zawodem do likwidacji – podsumowała.

I być może właśnie w tym miejscu kończy się historia o warsztatach, a zaczyna historia o zawodzie. Oddolna inicjatywa pokazała, iż zmiana jest możliwa. Pytanie, czy środowisko i instytucje pójdą za tym sygnałem.

©MGR.FARM

Idź do oryginalnego materiału