Cztery zdania powtarzają się niezależnie od pacjenta
Lekarze pracujący w onkologii i opiece paliatywnej zgodnie opisują, iż rozmowy prowadzone w ostatnich tygodniach życia sprowadzają się zwykle do czterech prostych zdań. Najszerzej opisał je amerykański lekarz medycyny paliatywnej Ira Byock, autor książki „The Four Things That Matter Most”, który przez lata towarzyszył chorym w hospicjach i wynotował, co pacjenci mówią bliskim, kiedy zostaje im kilka czasu.
Przepraszam. Wybaczam ci. Dziękuję. Kocham cię.Kolejność bywa różna, treść — praktycznie zawsze ta sama. Chorzy chcą naprawić konkretną relację, najczęściej z dzieckiem, rodzeństwem albo rodzicem, z którym nie rozmawiali od lat. Personel hospicjów opisuje sytuacje, w których pacjent prosi o telefon do kogoś, kto nie pojawiał się w jego życiu przez dekadę, tylko po to, by wypowiedzieć jedno z tych zdań.
O czym chorzy nie mówią
Równie wymowne jest to, czego w takich rozmowach brakuje. Lekarze i pielęgniarki hospicyjne podkreślają, iż pacjenci u kresu życia nie wracają do zarobków, awansów, kredytu ani sprzętu, który udało im się kupić. Nie wspominają o godzinach spędzonych w pracy. Australijska pielęgniarka paliatywna Bronnie Ware, która przez lata opiekowała się umierającymi, spisała najczęściej powtarzane żale swoich podopiecznych — na pierwszym miejscu znalazło się to, iż żyli tak, jak oczekiwali tego inni, a nie zgodnie z własnymi wyborami. Wysoko na tej liście był też żal, iż pracowali za dużo.

Dlaczego lekarze mówią o tym głośno
Onkolodzy zwracają uwagę na praktyczny wymiar tych obserwacji. Rodziny często zwlekają z rozmową, bo boją się, iż poruszenie tematu śmierci odbierze choremu nadzieję. W praktyce dzieje się odwrotnie — to pacjenci pierwsi próbują zamknąć niedokończone sprawy, a bliscy zmieniają temat, uciekając w zapewnienia o kolejnej terapii i lepszych wynikach badań.
Medycy pracujący z chorymi terminalnie radzą, by nie odkładać takiej rozmowy do momentu, w którym pacjent traci kontakt z otoczeniem. Ostatnie dni bywają nieprzewidywalne: pogorszenie następuje w ciągu kilkunastu godzin, dochodzą leki przeciwbólowe, splątanie, senność. Okno na wypowiedzenie czterech zdań zamyka się wtedy szybciej, niż zakłada rodzina.
Pracownicy hospicjów zaznaczają też, iż te słowa działają w obie strony. Ulgę odczuwa nie tylko chory, ale i osoba, która je usłyszy — najczęściej po latach milczenia albo konfliktu, którego przyczyny nikt już nie potrafi dokładnie odtworzyć.








