"Czarny lód" w natarciu. Specjaliści pokazują prostą metodę chodu. Róbmy to jak pingwiny

kobieta.gazeta.pl 3 godzin temu
Czym jest "czarny lód"? Choć wygląda jak zwykła mokra nawierzchnia, nierzadko sprawia, iż poranny spacer skończy się wizytą na SOR-ze. Wystarczy chwila nieuwagi na chodniku czy parkingu. Ortopedzi ostrzegają, iż w takich warunkach łatwo o poważny uraz. I podpowiadają zaskakująco prostą metodę chodu.
"Czarny lód" to bardzo cienka warstwa lodu, która pojawia się na asfalcie lub chodniku i jest niemal niewidoczna. Nie wygląda jak śnieg ani jak typowa zmarznięta kałuża. Ciemna nawierzchnia prześwituje spod spodu, więc wiele osób myśli, iż podłoże jest tylko lekko wilgotne. Dopiero gdy noga nagle wpada w poślizg, okazuje się, iż to lodowa pułapka. Najczęściej tworzy się przy temperaturze w okolicach zera, kiedy woda z opadów albo roztopów zamarza cienką warstwą. W takich warunkach ortopedzi radzą chodzić inaczej niż zwykle i postawić na tzw. chód pingwina.

REKLAMA







Zobacz wideo Sonda: Czy pogoda psuje nam nastrój?



Jak chodzić po oblodzonym chodniku? "Chód pingwina" pomaga utrzymać równowagę
"Czarny lód" nie zostawia marginesu na reakcję. Zimą lekarze obserwują wyraźny wzrost złamań i skręceń, które są skutkiem takich właśnie sytuacji. Noga "ucieka" do przodu i odruchowo wyrzucamy ręce, by złapać równowagę. Taka sytuacja zwykle kończy się jednym: urazem nadgarstka. Częste są też skręcenia stawu skokowego, kiedy stopa wykręca się podczas rozpaczliwej próby utrzymania pionu.


Na problem zwrócił uwagę zespół ortopedii i chirurgii urazowej z Helios Klinikum München West, kierowany przez dr. Andreasa Lenicha. Specjaliści przygotowali krótki materiał pokazujący, jak bezpieczniej poruszać się zimą po śliskiej nawierzchni. Propozycja jest zaskakująco prosta i ma uroczą nazwę: chód pingwina. Kroki, które stawiamy na śliskim chodniku, powinny być krótkie i spokojne. Stopy należy stawiać całą powierzchnią, z palcami lekko skierowanymi na zewnątrz. Sylwetka delikatnie pochylona do przodu pomaga utrzymać środek ciężkości nad nogą wykroczną. Choć z boku może wyglądać to zabawnie, naprawdę wpływa na bezpieczeństwo.
Lekarze przypominają też, co zrobić, gdy do upadku jednak dojdzie. Gwałtowne prostowanie rąk kończy się niemal pewnym urazem, dlatego bezpieczniej jest spróbować "zwinąć się" podczas lotu i osłonić głowę. To odruch trudny do wyćwiczenia, ale może ograniczyć skalę obrażeń. Gdy warunki nie sprzyjają, warto wziąć sobie te rady do serca, bo kilka kroków jak pingwin może oszczędzić kilku tygodni w gipsie.





Jak jeździć autem po lodzie? Spokój jest najlepszym doradcą
Dla kierowców "czarny lód" bywa jeszcze bardziej zdradliwy. Jezdnia wygląda jak po nocnym deszczu, nie widać śniegu ani zasp. Tymczasem cienka, przezroczysta warstwa lodu sprawia, iż przyczepność spada niemal do zera. Najbardziej ryzykowne są mosty, wiadukty i zacienione odcinki dróg, które szybciej się wychładzają.



Sygnałem ostrzegawczym może być brak rozbryzgów wody spod kół innych aut, mimo iż asfalt wygląda na mokry. Kierownica nagle robi się lżejsza, a samochód reaguje z opóźnieniem. W takich warunkach liczy się płynność. Gaz i hamulec należy traktować delikatnie, bez gwałtownych ruchów.


Instruktorzy techniki jazdy powtarzają prostą zasadę: lepiej przesadzić z ostrożnością niż z prędkością. Odstęp od poprzedzającego pojazdu powinien być wyraźnie większy niż latem. Hamowanie dobrze rozpocząć wcześniej, a w zakręty wjeżdżać spokojnie, bez nerwowych korekt kierownicy. jeżeli pojawi się poślizg, należy zdjąć nogę z gazu i patrzeć tam, gdzie chce się jechać, nie w przeszkodę.
Systemy takie jak ABS czy ESP pomagają utrzymać tor jazdy, ale nie zmieniają praw fizyki. Przy minimalnej przyczepności choćby nowoczesne auto potrzebuje czasu i przestrzeni. Zimą rozsądek często okazuje się najlepszym wyposażeniem. Czy zdarzyło ci się poślizgnąć na "czarnym lodzie"? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału