Coraz więcej osób żyje obok innych, ale czuje się samotnie. Dlaczego tak się dzieje

cowkrakowie.pl 3 godzin temu

Można codziennie widzieć ludzi – w pracy, na klatce schodowej, w sklepie, w autobusie – i jednocześnie nie mieć poczucia, iż jest się z kimś w relacji. To właśnie ta wersja samotności rośnie najszybciej: nie „brak ludzi”, tylko brak więzi, w której można być sobą bez napięcia i bez udawania.

Dane z Polski pokazują, iż nie jest to temat niszowy. CBOS w 2024 r. odnotował, iż 8% dorosłych Polaków doświadcza poczucia osamotnienia „bardzo często” lub „zawsze” – to dwukrotnie więcej niż w 2017 r. (4%). Co istotne, w komunikacie podkreślono, iż chodzi o samotność odczuwaną nawet mimo obecności innych osób w pobliżu.

Co mówią dane z Europy: kontaktów jest dużo, ale samotność i tak rośnie

To nie jest tylko polska historia. W badaniu Joint Research Centre (EU Loneliness Survey) wskazano, iż w 2022 r. ponad jedna trzecia respondentów w UE była samotna co najmniej czasami, a 13% doświadczało samotności przez większość czasu.

Ten obraz dobrze tłumaczy, dlaczego samotność coraz częściej dotyczy osób, które „na papierze” funkcjonują normalnie: mają pracę, obowiązki, czasem rodzinę – ale z tygodnia na tydzień ubywa rozmów, w których można powiedzieć coś prawdziwego i zostać usłyszanym. W praktyce chodzi mniej o liczbę interakcji, a bardziej o to, czy jest w nich miejsce na bliskość, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.

Samotność rzadko wynika dziś z braku ludzi dookoła. Częściej jest efektem braku relacji, w której można być sobą – bez napięcia, bez roli, bez konieczności udowadniania, iż wszystko jest w porządku. – prof. dr hab. n. med. Anna Zielińska, ekspertka Psycholink.pl

Dlatego statystyki o samotności rosną choćby wtedy, gdy „kontaktów” nie brakuje – bo to nie one budują więź, tylko rozmowy, w których można być naprawdę obecnym.

Dlaczego tak się dzieje: trzy mechanizmy, które nakładają się na siebie

Skoro nie chodzi o brak ludzi, tylko o to, iż relacje przestają dawać poczucie bliskości i wsparcia, warto zejść poziom niżej: co w codziennym życiu sprawia, iż więź słabnie, choćby jeżeli kontakt pozostaje? Najczęściej nakładają się trzy mechanizmy: rozmowy zastępują krótkie, zadaniowe wymiany, zmęczenie sprawia, iż odkładamy relacje „na później”, a miejsca i aktywności, które kiedyś naturalnie łączyły ludzi, znikają albo stają się rzadkością.

1) Kontakt nie jest tym samym co relacja

Wiele dzisiejszych interakcji jest szybkie i zadaniowe: „ustalone”, „ogarnięte”, „załatwione”. Wymieniamy informacje, ale rzadziej dzielimy się tym, co trudne albo ważne. Efekt: jesteśmy obok siebie, a nie z sobą.

2) Tempo życia zabiera przestrzeń na więź

Relacja potrzebuje czasu, a czas coraz częściej przegrywa ze zmęczeniem. Po całym dniu człowiek wybiera odpoczynek „bez wysiłku” (scroll, serial), a nie rozmowę, która wymaga obecności i uważności. Z tego rodzi się mechanizm wycofania: najpierw rzadziej się odpisuje, później robi się z tego zaległość, a potem dochodzi wstyd i myśl „już za późno”.

3) Znikają „trzecie miejsca”, które kiedyś budowały wspólnotę

Między domem a pracą było kiedyś więcej punktów stałych: klub, koło zainteresowań, świetlica, biblioteka, lokalne aktywności. Dziś sporo spraw da się zrobić zdalnie – szybko, bez rozmowy, bez powtarzalnej obecności. A więź najłatwiej buduje się właśnie w rytmie: przez regularne, choćby krótkie spotkania.

To nie jest błahostka: WHO mówi o konsekwencjach zdrowotnych

WHO w 2025 r. podawała, iż samotność dotyka 1 na 6 osób na świecie i wiąże się z realnymi skutkami zdrowotnymi. W komunikacie WHO pojawia się też szacowane obciążenia: samotność jest powiązana z ok. 871 tys. zgonów rocznie (około 100 zgonów na godzinę).

To ważne przesunięcie: samotność przestaje być opisywana jako „stan emocjonalny”, a zaczyna być traktowana jak problem zdrowia publicznego – coś, co ma wpływ na funkcjonowanie psychiczne i fizyczne.

Co może pomóc w praktyce (bez wielkich rewolucji)

Samotność w tłumie rzadko „naprawia się” jednym spotkaniem czy jedną rozmową. Najczęściej działa powrót do rytmu i jakości więzi – nie do liczby kontaktów. W praktyce dobrze sprawdzają się trzy rzeczy:

  • Jedna stała kotwica tygodnia poza domem (miejsce lub aktywność, do której wracasz regularnie, choćby jeżeli „nie masz siły na ludzi”).

  • Jedna bezpieczna relacja zamiast ciśnienia na spotkania w większym gronie – łatwiej odbudować bliskość w jednym bezpiecznym kontakcie niż w grupie.

  • Zmniejszenie progu wejścia: zamiast „musimy się spotkać” → „chodź na 20 minut / krótki spacer / kawa w biegu”, żeby relacja miała szansę wrócić.

Szerzej o tym, jak wygląda luka w dostępie do wsparcia i co mówią dane o zdrowiu psychicznym Polaków, można przeczytać w raporcie “Samotność Polaków w 2026: liczby, przyczyny, konsekwencje” (przyp. red.).

Kiedy samotność przestaje być „stanem”, a staje się alarmem

Jeśli przez kilka tygodni utrzymują się bezsenność, spadek energii, narastający lęk, wycofywanie się z kontaktów i poczucie bezsensu, to zwykle nie jest kwestia „charakteru” ani „lenistwa społecznego”. To sygnał, iż samotność zaczęła działać jak długotrwały stresor i nakręcać spiralę: mniej kontaktu → więcej napięcia → jeszcze mniej kontaktu. W takim momencie warto potraktować rozmowę ze specjalistą jak ustawienie planu ratunkowego, a nie „wielką diagnozę”: co jest samotnością, co izolacją, co lękiem lub obniżonym nastrojem – i od czego zacząć, żeby nie zostawać z tym samemu.

Jeżeli pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo poczucie, iż tracisz kontrolę – to nie jest temat do przeczekania. W sytuacji zagrożenia życia dzwoń pod 112 lub zgłoś się na SOR / izbę przyjęć psychiatryczną.

Idź do oryginalnego materiału