
Nowy projekt Ministerstwa Zdrowia 1846 wzbudził w ostatnich tygodniach ogromne emocje. W szczególnych, nagłych sytuacjach rozporządzenie dopuszcza bowiem możliwość przyjmowania porodów w szpitalach pozbawionych oddziałów położniczych – pod opieką położnej i w specjalnie przygotowanych do tego tzw. pokojach narodzin.
Choć resort zdrowia podkreśla, iż „Polki nie będą rodzić na SOR-ach”, w praktyce mamy już pierwszy poród przyjęty na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Leżajsku. Kobieta urodziła tam zdrową dziewczynkę, a wszystko odbyło się bez komplikacji. w tej chwili najbliżej Leżajska położne są porodówki w Rzeszowie (50 km) oraz Łańcucie (30 km). Ta w Leżajsku została zamknięta 1 stycznia 2026 roku; według dyrektora lecznicy jej utrzymanie powodowało 7 mln zł strat rocznie.
To wydarzenie staje się niejako symbolem dyskusji o przyszłości opieki okołoporodowej w Polsce. Media i politycy opozycji mówią o „piekle kobiet” i cofnięciu opieki o dziesięciolecia. Ale patrzenie na to wyłączenie przez pryzmat emocji byłoby uproszczeniem.
Demografia, ekonomia i system – to one są prawdziwym katalizatorem zmian. Na koniec 2024 roku liczba ludności Polski spadła poniżej 37,5 mln osób, a liczba urodzeń była najniższa od zakończenia II wojny światowej. Takie są fakty, które przekładają się na kondycję oddziałów położniczych i na… sens ich funkcjonowania. Drastycznie spadająca liczba porodów oznacza coraz mniej pieniędzy dla placówek, które mimo to muszą utrzymywać pełne zespoły specjalistów oraz sprzęt. Prowadzi to trudności kadrowych i ograniczeń organizacyjnych, które nie sprzyjają bezpieczeństwu rodzących – pamiętajmy, iż opieka okołoporodowa wymaga stałej gotowości, doświadczenia zespołu i szybkiego dostępu do zaplecza zabiegowego, a nie funkcjonowania na granicy opłacalności.
Porodówki znikają z mapy Polski i będą znikać dalej. W samym tylko styczniu 2026 roku (!) zamknięto już 18 kolejnych oddziałów położniczych – wynika z danych Narodowego Funduszu Zdrowia, które opublikowała „Rzeczpospolita”. Liczba porodówek spadła tym samym z 284 do 266.
Projekt MZ 1846 wprowadza mechanizmy, które mają zagwarantować bezpieczeństwo kobiet w nagłych sytuacjach, utrzymać obecność położnych w szpitalach bez porodówek i zapewnić możliwość wstępnej pomocy do czasu dotarcia do wyspecjalizowanego ośrodka, o ile będzie ono konieczne. Chodzi o sytuacje, w których do najbliższej porodówki jest ponad 25 km. Nie będą to więc planowe porody na SOR-ach, ale rodzaj interwencyjnego wsparcia w warunkach, kiedy dotarcie do porodówki staje się niemożliwe lub zagraża zdrowiu/życiu matki bądź dziecka.
Nie zmienia to faktu, iż sytuacje, takie jak poród w Leżajsku, znowu stawiają pytanie o przyszłość systemu opieki zdrowotnej: czy nowe rozwiązania są jedynie tymczasowym „plasterkiem na ranę”, czy też realną odpowiedzią na potrzeby kobiet i ich rodzin? Te pytania będą wracać, bo źródło problemu leży dużo głębiej niż w samym rozporządzeniu – w strukturze opieki zdrowotnej, finansowaniu świadczeń i demografii kraju. W tym ostatnim adekwatnie przede wszystkim. Polki po prostu nie chcą rodzić dzieci.
Ewa Podsiadły-Natorska














