Bezrobocie w Łodzi bije rekordy. Tak źle nie było od czasów pandemii

tulodz.pl 1 godzina temu

Rynek pracy w Łodzi w ostatnich latach przeszedł znaczną przemianę. Po trudnym okresie pandemii, sytuacja stopniowo się stabilizowała. Bezrobocie spadało, a dostępność ofert pracy była coraz lepsza. Jednak dane z początku 2026 roku pokazują, iż rynek pracy znów znalazł się pod silną presją. Stopa bezrobocia wynosi teraz dokładnie tyle, co w grudniu 2021 roku. Liczba osób bez pracy rośnie, konkurencja o wolne etaty osiąga rekordowe poziomy, a ich dostępność jest dramatycznie ograniczona.

Początek 2021 - pandemiczny szczyt

Analizując ostatnią pięciolatkę widzimy, iż rok 2021 rozpoczął się w Łodzi od stosunkowo wysokiej stopy bezrobocia. W styczniu wynosiła ona 6,2%, w lutym i marcu wzrosła nieznacznie do 6,3%. Był to efekt wcześniejszego spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19, które ograniczyło aktywność wielu sektorów. W kolejnych miesiącach sytuacja zaczęła się stabilizować - wiosną bezrobocie utrzymywało się na poziomie 6,2-6,3%, a latem i jesienią zaczęło systematycznie spadać. Na koniec roku stopa bezrobocia wyniosła 5,8%, co oznaczało spadek o pół punktu procentowego w ciągu dwunastu miesięcy.

Ten rok pokazał, iż rynek pracy w Łodzi potrafi się odbudować. choćby po silnym wstrząsie.

Spadki i względnastabilizacja

W kolejnych latach sytuacja sie poprawiała. W 2022 i 2023 roku stopa bezrobocia w Łodzi systematycznie malała, a liczba ofert pracy rosła. W 2024 roku bezrobocie utrzymywało się na poziomie 4,4-4,7%, co oznaczało najniższe poziomy od czasów pandemii. Liczba osób przypadających na jedną ofertę pracy była wówczas najniższa od lat, co ułatwiało znalezienie zatrudnienia.

Rynek pracy po raz pierwszy od wielu lat stał się rynkiem pracownika. Liczba ofert w kluczowych sektorach gospodarki rosła. Branże przemysłowa i nieruchomości odnotowały znaczną poprawę, choć gastronomia, która odbijała się po pandemii w szybkim tempie, przez cały czas borykała się z niedoborem pracowników w stosunku do liczby ofert.

Odwrócenie trendu

Sytuacja zmieniła się jednak w 2025 roku. Od początku roku liczba bezrobotnych zaczęła rosnąć, a tempo wzrostu przyspieszało w kolejnych miesiącach. W trzecim kwartale liczba osób przypadających na jedną ofertę pracy dramatycznie wzrosła - w lipcu na jedną ofertę przypadało 57 bezrobotnych, we wrześniu już 87, a w październiku nieco lepiej - 78. Prawdziwy rekord, nienotowany od lat, padł w listopadzie. Na jedno miejsce pracy przypadało aż 150 osób!

- Mniejsza liczba zgłoszonych informacji o wolnych miejscach pracy i miejscach aktywizacji zawodowej spowodowana była wprowadzeniem ustawy o warunkach dopuszczalności powierzenia pracy cudzoziemcom na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Nowe przepisy obowiązujące od 1 czerwca 2025 r. zlikwidowały obowiązek uzyskiwania informacji starosty o braku możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych na lokalnym rynku. Wcześniej pracodawcy musieli zgłaszać oferty do urzędów pracy w ramach tzw. „testu rynku pracy”, w tej chwili wymóg ten został zastąpiony systemem list zawodów deficytowych. W konsekwencji liczba zgłaszanych ofert pracy rzeczywiście się zmniejszyła

- mówi Monika Pawlak, rzecznik prasowy Powiatowego Urzędu Pracy w Łodzi.

Wzrastało również bezrobocie strukturalne. Niektóre branże, które wcześniej radziły sobie dobrze, zaczęły odczuwać presję. Przemysł i sektor nieruchomości notowały spadki zatrudnienia, a gastronomia przez cały czas borykała się z niedoborem pracowników. Pod koniec roku stopa bezrobocia wynosiła około 5,5%, sygnalizując odwrócenie wcześniejszego trendu spadkowego.

Rekordowa konkurencja o pracę

Dane z początku 2026 roku nie pozostawiają złudzeń. W styczniu liczba bezrobotnych w Łodzi wyniosła 19 tys. 410 osób, co oznacza wzrost o 21,3% w stosunku do stycznia 2025 roku. Liczba dostępnych ofert była dramatycznie niska - do urzędów pracy zgłoszono 191 ofert, ale pod koniec miesiąca faktycznie dostępnych było tylko 149 miejsc. Na jedno stanowisko przypadało aż 130 osób, co jest w tej chwili rekordowym wskaźnikiem w skali kraju. Dla porównania w Opolu przypadało 9 osób na ofertę, w Poznaniu 38, a w Gdańsku 13.

Stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 5,7% w Łodzi i 6,6% w województwie łódzkim, przekraczając średnią krajową (6,0%). Wyższa była tylko w Białymstoku (6%). Większość bezrobotnych pozostawała bez wsparcia finansowego - zaledwie 2 tys. 188 osób mogło liczyć na zasiłek, podczas gdy 17 tys. 222 nie miało prawa do świadczenia.

W lutym jeszcze gorzej

Według najnowszych danych Urzędu Statystycznego w Łodzi, w lutym tego roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła do 19 tys. 705 osób, co oznaczało wzrost o 295 osób w stosunku do stycznia (1,5%) i o 3 tys. 371 osób w porównaniu do lutego 2025 (20,6%).

Stopa bezrobocia w Łodzi wynosiła 5,8%, w województwie łódzkim 6,7%, a w kraju 6,1%. W urzędach pracy zarejestrowano 1 tys. 717 osób, z czego 469 po raz pierwszy. Osoby zwolnione z winy zakładu pracy stanowiły 4,1% rejestrujących się. Prawa do zasiłku nie posiadało 17 tys. 497 osób, a tylko 2 tys. 208 mogło liczyć na świadczenie.

W porównaniu do lutego 2025 roku największe spadki odnotowano w budownictwie (-10,9%), przemyśle (-8,0%) i obsłudze nieruchomości (-7,7%). Wzrost zatrudnienia rok do roku pojawił się w gastronomii (+7,1%), transporcie (+6,0%), kulturze i rekreacji (+3,3%) oraz w handlu (+0,3%).

Tabela własna na podst. danych z Urzędu Statystycznego w Łodzi

Dlaczego bezrobocie rośnie?

PUP uważa, iż i na tę kwestię wpływ miała m.in. zmiana przepisów:

- 1 czerwca 2025 r. weszła w życie ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która zastąpiła obowiązującą przez 20 lat ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Nowe przepisy zmieniły zasady rejestracji osób bezrobotnych w urzędach pracy, umożliwiając rejestrację wg miejsca zamieszkania, a nie jak dotychczas wg miejsca zameldowania

- argumentuje Monika Pawlak, rzecznik PUP.

- Wspomniana zmiana przyczyniła się do zwiększenia liczby rejestrowanych osób bezrobotnych w większych ośrodkach miejskich, takich jak Łódź. I to jest najważniejsza i najpoważniejsza zmiana

- dodaje rzeczniczka.

Jak podkreślają eksperci, to nie jest moment, w którym „nie ma pracy”. To jest moment, w którym na jedną ofertę przypada autobus ludzi.

Dlatego wróciła rzeczywistość, o której wielu zdążyło zapomnieć. Bezrobotny Łodzianin wysyła 200, 300 CV i nic się nie dzieje. Albo dzieje się bardzo wolno. Rekrutacje ciągną się tygodniami, firmy znowu mogą przebierać w kandydatach, testują, porównują. Rynek pracownika się skończył.

Gospodarka zwolniła, więc firmy ostrożniej patrzą na koszty. Wielu przedsiębiorców wcisnęło pauzę - nie zwalniają na masową skalę, ale też nie zatrudniają nowych ludzi. Do tego dochodzi niedopasowanie: w jednych branżach brakuje rąk do pracy, a w innych jest tłok, bo wszyscy celują w te same „bezpieczne” stanowiska.

I tak powstał zator. Praca gdzieś jest, ale trudniej do niej dotrzeć, trwa to dłużej i wymaga dużo większej cierpliwości. Dlatego historie o setkach wysłanych CV przestają być przesadą, a zaczynają być codziennością. Zwłaszcza w grupie pracowników poo czterdziestce.

Idź do oryginalnego materiału