Opublikowane niedawno na łamach czasopisma „Journal of Translational Medicine” polskie badanie rzuca nowe światło na nawyki żywieniowe osób wspomagających odchudzanie farmakoterapią. Zespół z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie (mgr Sebastian Korus, dr Danuta Cembrowska-Lech, dr Karolina Kłoda oraz prof. dr hab. Ewa Stachowska) przeanalizował jadłospisy 387 dorosłych osób. Uczestnicy przyjmowali raz w tygodniu leki z grupy agonistów receptora GLP-1 lub podwójnych agonistów GIP/GLP-1 (takich jak semaglutyd czy tirzepatyd).
Skuteczność okupiona radykalnym spadkiem podaży kalorii
Mechanizm działania tych substancji opiera się m.in. na opóźnianiu opróżniania żołądka oraz silnym oddziaływaniu na ośrodki głodu i sytości w mózgu. Choć redukcja wagi jest zjawiskiem pożądanym, apetyt pacjentów bywa hamowany tak silnie, iż dzienna podaż energii spada do wartości wręcz głodowych. Zgodnie z wynikami badania, opartymi na 48-godzinnych wywiadach żywieniowych i przeanalizowanymi przy pomocy specjalistycznego oprogramowania, średnie spożycie w badanej grupie wynosiło ledwie 753 kcal na dobę.
Niedostateczna podaż białka i krytycznie niski poziom błonnika
Bardzo niska podaż kalorii u osób z otyłością w pierwszej chwili może wydawać się terapeutycznym sukcesem. Jednak szczegółowa jakość diety pacjentów na lekach inkretynowych budzi ogromny niepokój. Badacze z PUM jednoznacznie wskazują na duże braki w odżywieniu. Średnie spożycie makroskładników w badanej grupie prezentowało się następująco:
- Białko: 33,4 g dziennie
- Tłuszcze: 26,5 g dziennie
- Węglowodany: 96,4 g dziennie
- Błonnik pokarmowy: zaledwie 7,2 g dziennie.
Najbardziej alarmującym wnioskiem jest fakt, iż ponad 90% pacjentów nie spełniało minimalnych norm spożycia białka. Mniej niż 10% pacjentów osiągało wartości zalecane. Świadczy to o tym, iż stosując leki z grupy GLP-1, chorzy chudną w dużej mierze kosztem własnej tkanki mięśniowej, a nie tylko zbędnej tkanki tłuszczowej.
Ciekawych obserwacji dostarcza również analiza różnic między dniami tygodnia. W dni powszednie uczestnicy spożywali o ok. 170 kcal więcej niż w weekendy. Nadwyżka ta pochodziła jednak głównie z tłuszczów (więcej o 8–9 g) i sodu (więcej o ok. 370 mg), co może sugerować sięganie w zabiegane dni robocze po szybkie, przetworzone przekąski. Badanie wykazało też, iż wyższe całkowite spożycie białka wiązało się z większą utratą wagi, podczas gdy wyższy udział białka zwierzęcego i wyższe spożycie sodu korelowały z gorszymi efektami leczenia.
Ciche zagrożenie: sarkopenia i zubożony mikrobiom
Kierownik Katedry i Zakładu Żywienia Człowieka i Metabolomiki PUM, prof. Ewa Stachowska, w komunikacie prasowym uczelni podsumowała wyniki badania.
– Leki z grupy GLP-1 i GIP/GLP-1 są skuteczne w redukcji masy ciała, ale działają poprzez silne hamowanie apetytu, pacjenci po prostu jedzą znacznie mniej. – tłumaczy prof. Stachowska. – Problemem jest to, iż wraz z ograniczeniem ilości jedzenia drastycznie spada podaż kluczowych składników odżywczych: białka, witamin i minerałów – dodaje.
Bezpośrednią konsekwencją u pacjentów stosujących semaglutyd, tirzeptayd lub inny lek o podobnym działaniu, jest drastycznie zwiększone ryzyko sarkopenii, czyli postępującej utraty masy mięśniowej i siły fizycznej. Prowadzi to do obniżenia podstawowej przemiany materii i sprzyja efektowi jo-jo po ewentualnym zakończeniu leczenia. Co więcej, tak niski poziom spożytego błonnika upośledza funkcjonowanie mikrobiomu jelitowego i nasila uciążliwe zaparcia, które są jednym z najczęstszych działań niepożądanych tej grupy leków, regularnie zgłaszanych w aptekach.
Nie wystarczy wydać lek – kluczowa jest edukacja żywieniowa
Przeprowadzone badanie ma charakter wstępny, retrospektywny i obserwacyjny. Opiera się na samoopisowych 48-godzinnych wywiadach żywieniowych zebranych online wśród uczestników grup wsparcia. Autorzy sami wyraźnie podkreślają te ograniczenia, wskazując m.in. na możliwy błąd doboru grupy badanej oraz ryzyko błędu pamięci w deklarowanym spożyciu. Mimo tych ograniczeń, wyniki wyraźnie wskazują na niepokojące tendencje dotyczące bardzo niskiej jakości diety pacjentów leczonych analogami GLP-1.
Publikacja szczecińskich badaczy to jasny i oparty na dowodach naukowych sygnał, iż wydanie preparatu z grupy analogów powinno wiązać się z krótką, ale treściwą interwencją edukacyjną.
Na co warto zwrócić uwagę podczas rozmowy z pacjentem?
- Świadomość jakości diety. Należy uświadomić pacjentowi, iż brak apetytu zmusza do wybierania posiłków o wyjątkowo wysokiej gęstości odżywczej. Skoro pacjent je tak niewiele, każdy kęs powinien dostarczać organizmowi cennych wartości.
- Wsparcie podaży białka. W przypadku nasilonych nudności lub wstrętu do jedzenia, farmaceuta może zaproponować żywność specjalnego przeznaczenia medycznego lub apteczne preparaty białkowe w proszku, które bardzo łatwo przemycić w codziennym posiłku lub koktajlu.
- Przeciwdziałanie zaparciom. Mając świadomość skrajnie niskiego spożycia błonnika (średnio nieco ponad 7 g), farmaceuta może zarekomendować łagodne suplementy wspierające pasaż jelitowy oraz przypominać o wypijaniu co najmniej 2 litrów wody dziennie.
- Profilaktyka niedoborów mikroskładników.Terapia inkretynowa powinna być połączona z ostrożną, racjonalną suplementacją wyrównawczą, celowaną w uzupełnienie witamin (np. D3, z grupy B) i minerałów (żelazo, magnez), których fizycznie nie da się dostarczyć przy restrykcyjnej diecie rzędu 750 kcal. Zawsze warto również doradzić konsultację z doświadczonym dietetykiem klinicznym.







![12-letnia Nela nie miała objawów. Badania wykryły cukrzycę typu 1 [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/DSC_4294.jpg)

![Skandal w ogródku popularnej sieciówki. Klienci nie mogli uwierzyć w to, co robi ta trójka! [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/691677572_2444725215976192_6431931641537199036_n.jpg)


