W świecie TikToka status buduje się przez gamifikację. Jesteś aktywny, więc otrzymujesz nagrodę. jeżeli udostępniasz przyjacielowi lub koleżance odpowiednio dużą ilość materiałów, możecie mieć własną wirtualną maskotkę. Coś, o co możecie wspólnie dbać, ubierać lub karmić, generując jeszcze większy ruch na platformie. Relacje między nastolatkami mają poziomy, rankingi i nagrody. Nie powstają same – są projektowane.
Świat, po którego zaledwie powierzchni przesuwamy się my – dorośli, jest głęboki, zdumiewający i bardzo złożony.
TikTok Brainrot. Społecznościowe „gnicie mózgu”
Brzmi jak koszmar, ale problem dotyczy również dorosłych, bo odpryski wirtualnego uzależnienia dotykają nas wszystkich.
Sięgamy po telefon z konkretnym zamiarem, a kończymy zagubieni w labiryncie bodźców: dźwięków, kolorów, filmów, powiadomień i pilnych wiadomości. Odkładamy urządzenie oszołomieni tak bardzo, iż nie pamiętamy, po co w ogóle wzięliśmy je do ręki. Wymyślamy coraz nowsze słowa, by opisać to doświadczenie: doomscrolling, królicze nory internetu, „brainrot”, ale wiedza o uzależnieniu nie przybliża nas do jego pokonania. Nałogowcy wiedzą o uzależnieniach wszystko, a to cyfrowe uzależnienie zmienia jakość całego naszego życia!
Jesteśmy przestymulowani (toster czy żelazko kupujemy po przeczytaniu pięćdziesięciu opinii), wycinamy z naszego życia twórczą nudę (stojąc w kolejce po bułki możemy przecież sprawdzić, co słychać u innych), a brak wirtualnej odpowiedzi od bliskiej osoby w ciągu pięciu minut odbieramy jako lekceważenie. Ogarnia nas paraliż decyzyjny i FOMO (lęk przed tym, iż nas coś ominie), czyli cechy i lęki, które do niedawna przypisywano wyłącznie nastolatkom.
Powstający Akt o Sprawiedliwości Cyfrowej (Digital Fairness Act) to zbiór przepisów Komisji Europejskiej, które mają ograniczyć uzależniający charakter tworzonych aplikacji społecznościowych.
Projekt odpowiada na rosnące obawy, dotyczące wpływu uzależnienia od mediów społecznościowych na zdrowie publiczne – zarówno dzieci i młodzieży, jak i dorosłych. Branży technologicznej i gigantom stojącym za Facebookiem, TikTokiem, Snapchatem czy Instagramem nie podobają się te regulacje, więc rozpoczęły pełnoskalową ofensywę lobbingową! Utrzymywanie użytkowników jak najdłużej w aplikacji jest najważniejsze dla ich modelu biznesowego, a ograniczenie uzależniających funkcji uderzyłoby w ich zyski i władzę.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Obecnie to aplikacje decydują, co widzimy i jak długo na to patrzymy (co się zaraz pojawi i w jakiej kolejności), jak postrzegamy świat (czy widzimy go jako zagrożenie, czy ułudę idealnego życia), mają władzę nad ludzkimi relacjami wymuszając na nas określonego typu aktywność oraz władzę polityczną (kontrolując przepływ informacji) i ekonomiczną (oddajemy przecież nasz czas)!
Napompowani dopaminą
Uzależnienie od mediów społecznościowych bije wszelkie rekordy i ma poważne konsekwencje zdrowotne dla dużej części społeczeństwa – szczególnie dla dzieci i młodzieży.
Nastolatek w USA spędza dziś przeciętnie 4,8 godziny dziennie w mediach społecznościowych – myślę, iż każdy rodzic potwierdzi, iż te dane są zaniżone. W Europie 97% młodych ludzi korzysta z internetu codziennie, a 78% osób w wieku 13–17 lat sprawdza swoje urządzenia co najmniej raz na godzinę.
Zarówno u młodzieży, jak i dorosłych, nadmierny czas ekranowy wiąże się z zaburzeniami neurologicznymi (spadek koncentracji i kontroli impulsów), problemami psychicznymi (lęk, depresja, samookaleczenia) oraz skutkami fizycznymi (gorszy sen i mniej ruchu). Od ponad dekady wiadomo też, iż może się pojawić przedwczesne pogorszenie funkcji poznawczych u dorosłych.
Wiele lat temu „The Economist” pisał, iż firmy z Doliny Krzemowej wykorzystują wiedzę o ludzkich zachowaniach, by „pompować nas dopaminą” i w ten sposób zmuszać do powrotów do aplikacji.
Mechanizm lajków i powiadomień jest porównywany do technik hazardowych – krytyk technologii Paris Marx widzi je jako slot machine, czyli jednorękiego bandytę, gdy nie wiemy, ile wygramy, a nagroda jest losowa i nieregularna – ale mówi się też o prymitywnych behawioralnych reakcjach na poziomie psa Pawłowa, gdy sięgamy po telefon automatycznie, słysząc sygnał kolejnego powiadomienia
Świadomość zagrożeń wyraźnie wzrosła w 2021 roku, gdy była pracownica Facebooka, Frances Haugen, ujawniła wewnętrzne dokumenty firmy, zdradzające dane o negatywnym wpływie ich produktu. Z badań wynikało, iż ponad 13% dziewcząt przyznało, iż Instagram nasila u nich myśli samobójcze, a 17% połączyło go z zaburzeniami odżywiania.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) sugeruje, by traktować urządzenia cyfrowe podobnie jak produkty tytoniowe – ze względu na ich wpływ na zdrowie. Wychodząc z takiego założenia łatwo można sformułować konieczne regulacje: wyłączanie funkcji przyciągających uwagę (które domyślnie są ustawione tak, by zatrzymać nas na platformie czy w aplikacji jak najdłużej), zastąpienie nieskończonego scrollowania stronicowaniem czy promowanie chronologicznych feedów zamiast algorytmicznych.
Pierwsza, duży, radykalny krok postawiła Australia. Pod koniec 2025 roku wprowadziła zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia. Podobny ruch rozważają Francja i Norwegia, ale już wiadomo, iż jest to krok niewystarczający. Pojawiły się głosy mówiące o odbieraniu dzieciom ważnej części życia społecznego i ochronie danych osobowych. Podobne ograniczenie istniało od dawna (technicznie rzecz biorąc, by korzystać z Facebooka czy TikToka trzeba mieć 13 lat), ale dzieci je obchodziły, wstukując w ustawienia wcześniejszy rok urodzenia. Tym razem powinno być trudniej, bo w przypadku Australii na platformy przerzucono odpowiedzialność za weryfikację wieku. Obostrzenie jednak cały czas łatwo obejść tworząc konta z obcych VPN, pojawia się także ryzyko wypchnięcia dzieci w mniej bezpieczne miejsca internetu.
Niemniej jednak decyzja Australii jest bardzo ważna, bo po raz pierwszy ktoś potraktował social media jak coś potencjalnie szkodliwego, niebezpiecznego – na poziomie hazardu, alkoholu, nikotyny czy narkotyków.
Komisja Europejska vs Big Tech
Wspomniany wyżej Akt o Sprawiedliwości Cyfrowej jest w fazie projektowania. Obecne przepisy UE, takie jak Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), nie odnoszą się bezpośrednio do uzależniającego charakteru projektowania platform.
W nowym dokumencie rozważane są punkty mówiące o możliwości wyłączenia uzależniających funkcji, o większej kontroli użytkowników nad algorytmami oraz o zakazie stosowania szczególnie szkodliwych mechanizmów wobec dzieci.
Unijna próba okiełznania algorytmów będzie polegać na możliwości wyłączenia „uzależniaczy” (czyli powiadomień, autoplaya oraz infinite scroll), da większą kontrolę nad algorytmem i chronologiczne feedy, wymusi specjalne zasady dla nieletnich, skończą się „dark patterns”, czyli triki typu „jeszcze jeden film”, a także moje ulubione: trudne wylogowanie czy likwidacja konta.
Propozycja, mówiąca nie o tym, co wolno publikować czy jak usuwać treści, ale jak tego typu platformy mają być zaprojektowane, zostanie przedstawiona pod koniec 2026 roku.
Big Tech odbija zarzuty podając trzy główne argumenty przeciwko regulacjom: egzekwowanie istniejących przepisów (np. DSA), wiarę, iż branża poradzi sobie sama i regulacje nie są potrzebne oraz, chyba najważniejszy, iż nowe prawo zaszkodzi konkurencyjności i innowacjom.
Lobbowanie jest jak najbardziej realne. Firmy takie jak Meta Platforms, Google czy ByteDance wydają dziesiątki milionów euro rocznie na sztaby prawników, ekspertów i ludzi od „public policy”. W grę wchodzą ogromne pieniądze – według raportów ponad 150 mln euro rocznie w ostatnich latach – oraz stała obecność w Brukseli. To polityka „revolving door”, czyli drzwi obrotowych, bo ludzie, którzy pracują w Big Techu trafiają do polityki lub ważnych instytucji i bywa, iż kręcą się pomiędzy tymi dwoma obszarami. Nie mniej istotny jest lobbing pośredni, gdyż firmy często wyrażają swoje interesy poprzez organizacje branżowe (np. European Tech Alliance), think tanki (fabryki pomysłów i opinii), kancelarie prawne oraz „niezależnych ekspertów”.
Wszystkie te działania trafiają na bardzo podatny grunt. Europa boi się pozostać w tyle za USA i Chinami, regulacje mogą zaszkodzić startupom, a Europa chce być konkurencyjna i bardzo obawia się przeregulowania. A argumenty Big Techów brzmią rozsądnie, nowocześnie i odpowiedzialnie.
Tylko czy technologia naprawdę powinna być projektowana tak, żeby trudno było oderwać się od niej? I czy tempo wzrostu Big Techu jest ważniejsze niż zdrowie użytkowników?
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!





