360 kilometrów na rowerach. Ruszyli z Kutna aż do Krakowa (ZDJĘCIA)

kutno.net.pl 1 godzina temu

Do Krakowa na rowerach

W dniach 12–14 września Ania, Agnieszka, Mariusz i Kamil odbyli swoją kolejną rowerową wyprawę. Tym razem ich celem był Kraków.

- Pomysł narodził się spontanicznie, a u nas... od pomysłu do realizacji jest bardzo krótka droga! - opowiada Agnieszka Podlasin.

W sobotni poranek, punktualnie o godz. 6, cała czwórka ruszyła w kierunku Łęczycy. Tam zatrzymali się na pierwsze śniadanie i kawę. Dalej trasa prowadziła głównie bocznymi drogami.

- Cała trasa prowadziła nas bocznymi drogami (chcieliśmy ominąć Łódź, Bełchatów), dzięki czemu mogliśmy podziwiać piękne wioski, miasteczka, pola, lasy… Przejeżdżaliśmy m.in. przez Dobroń, Zelów, Kamieńsk, Radomsko, Wolbrom, Ojców – relacjonuje.

Trasa była bardzo różnorodna – dominował asfalt, ale nie zabrakło również szutrów i leśnych ścieżek.

Nie wszystko jednak przebiegało zgodnie z planem. Dwukrotnie okazało się, iż wyznaczona wcześniej trasa… po prostu się kończy.

https://kutno.net.pl/wydarzenia/pilny-komunikat-dla-mieszkancow-woj-lodzkiego-eksperci-ostrzegaja-przed-nadchodzacymi-godzinami/ElOZVfValVFu94sCCaCB

Powód? Droga została zaorana przez rolnika.

Mimo takich niespodzianek rowerzyści bez większych problemów kontynuowali podróż.

- Naszym celem była integracja, poznanie nowych miejsc, tras z perspektywy roweru, ponieważ jadąc autem nie jesteśmy w stanie wielu rzeczy zobaczyć. Namawialiśmy znajomych do naszej wyprawy (a w planach są kolejne wyzwania!), ale każdego przerażały kilometry, których tak na prawdę jadąc, nie odczuwa się – dodaje.

255 kilometrów pierwszego dnia

Pierwszy dzień był zdecydowanie najbardziej wymagający. Czwórka rowerzystów pokonała aż 255 kilometrów, docierając do Szczekocin, gdzie zaplanowali nocleg i regenerację.

W niedzielę rano ruszyli dalej. Do pokonania pozostało około 105 kilometrów. Drugi etap okazał się zupełnie inny od pierwszego.

- Drogę rozłożyliśmy na dwa etapy, ponieważ pierwszego dnia była droga „po płaskim”, a drugiego odczuć można było wzniesienia, podjazdy i zjazdy. Ale drogę rekompensowały już piękne widoki małopolski! - opowiada Agnieszka Podlasin.

Rowerzyści dotarli do Małopolski i przejechali przez Ojcowski Park Narodowy. Jeszcze przed wjazdem do parku mogli dostrzec w oddali zarys Tatr.

Cel? Rynek Główny w Krakowie

W niedzielne popołudnie udało się osiągnąć główny cel wyprawy. Cała czwórka dotarła na Rynek Główny w Krakowie.

Na miejsce wjechali w charakterystycznych koszulkach AlzRun. Tego samego dnia w Kutnie odbywało się wydarzenie poświęcone zwiększaniu świadomości na temat choroby Alzheimera i innych chorób neurodegeneracyjnych.

Na krakowskim rynku nie zabrakło oczywiście pamiątkowych zdjęć. Rowerzyści zatrzymali się przy Sukiennicach i Kościele Mariackim, a następnie odwiedzili także Smoka Wawelskiego.

Później przyszedł czas na obiad, krótki odpoczynek i zwiedzanie Krakowa. Jak relacjonuje Agnieszka Podlasin, niedzielny wieczór spędzony w mieście był wyjątkowy.

- Niedziela wieczór była po prostu magiczna w cudownym Krakowie! Nie czuliśmy po sobie dużego zmęczenia, dopóki nie położyliśmy się do łózek.. - opowiada.

Do domu pociągiem, ale już myślą o kolejnej trasie

W poniedziałek rano uczestnicy wyprawy ruszyli jeszcze na krótką przejażdżkę po Krakowie. Zobaczyli m.in. ulicę Bracka, Stare Miasto oraz Zakrzówek, skąd rozciąga się panorama miasta.

Do domu wrócili już pociągiem. Choć zmęczenie po pokonaniu takiej liczby kilometrów było odczuwalne, cała czwórka była przede wszystkim zadowolona z osiągniętego celu.

Co ciekawe, zamiast myśleć wyłącznie o odpoczynku, rowerzyści zaczęli zastanawiać się nad kolejnym wyzwaniem.

– Korciła nas jazda dalej – do Zakopanego! – przyznaje Agnieszka Podlasin.

Jak zapowiadają uczestnicy, to nie była ich ostatnia wspólna wyprawa. Planują już kolejne wyjazdy i zachęcają znajomych oraz innych mieszkańców do wspólnego odkrywania nowych miejsc z perspektywy rowerowego siodełka.

Jak podkreślają, liczba kilometrów może na początku robić wrażenie, ale podczas samej jazdy nie odczuwa się ich aż tak bardzo. Najważniejsze są wspólna droga, integracja i możliwość zobaczenia miejsc, które podczas podróży samochodem często pozostają niezauważone.

Idź do oryginalnego materiału