2452. "Błyskawiczny związek"

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 3 dni temu
Kilka dni temu na fb napisał do mnie na prywatnej wiadomości pewien mężczyzna. Trochę dziwnie mi się z nim rozmawiało. Na początku jeszcze było jako tako, chociaż czułam, iż gościu się za bardzo gubi w tym, co pisze. Raz pisał, iż poszukuje siostry, drugim razem, iż ją znalazł i na zajutrz idzie się z nią spotkać (w tej samej rozmowie). Niby wierzy i modli się do Boga, ale do kościoła nie chodzi. Jednak jak mu napisałam, iż ja chodzę, choćby w tygodniu, to mi odpisał, iż będzie chodził dla mnie i ze mną (dla mnie, nie dla Boga). Z rodzicami też dla mnie kręcił. Jednak najbardziej mnie rozwaliło to, iż po kilkudziesięciu minutach pisania wyznał mi, iż pisze pod zmienionym imieniem i nazwiskiem, bo wiele znajmych osób mu dokuczało.
Trochę się do niego zraziłam. Na niekorzyść kolesia działało też to, iż ciągle pisał, nie dając mi szansy na żadną odpowiedź zwrotną. Pisałam mu, żeby zwolnił, bo ja nie dam rady tak gwałtownie pisać. Odpisał, iż ok., ale dalej tak robił. Nalegał na wymianę numerów telefonu. Szczerze powiedziawszy, to trochę mnie tym zraził do siebie. Odpisałam mu, iż raczej nie wymieniam się numerami z dopiero co poznanymi ludźmi. Raz tak zrobiłam i potem czytałam pretensję o to, iż nie odbieram telefonów od "zakochanego". A ja po prostu albo miałam zajęcia na uczelni, albo w Oratorium, albo po prostu już spałam. A tu ktoś, kto całe dnie spędzał w domu rządał, aby być na każdy jego telefon... Zagwarantuje mi ktoś, iż teraz nie będzie tak samo?
Inna sprawa - obiecanki. Może nie cacanki, ale... Czego to mi ten mój nowy znajomy nie naobiecywał. Problem polega na jednym - pieniądze i bogactwo nie są dla mnie priorytetem. No, chyba iż mówimy o bogactwie wewnętrznym. Ale tego nie kupi się za żadne pieniądze, tylko wypracuje wewnętrzną pracą. A tu pan mi obiecuje wieczystą adorację i spełnianie wszystkich zachcianek. Czy o to chodzi w związku? Może niektóre kobiety tego oczekują, ale nie ja. Bo adoracja to nie to samo, co wzajemne zrozumienie i szacunek. A na tym chciałabym zbudować związek. Ciągłe zasypywanie prezentami, drogie rzeczy są fajne i miłe, ale czy o to chodzi w byciu razem? To, czy ktoś jest wierzący, czy nie też nie jest dla mnie priorytetem, wolę, aby żyć w zgodzie z własnym sumieniem, niż na pokaz. A tutaj wszystko wskazuje na to, iż tak by było. W dodatku nie wiem w ilu sprawach jeszcze by oszukał. Jasne, iż ja też w pierwszym zdaniu nie piszę o mojej niepełnosprawności, ale w pierwszej rozmowie staram się o tym przynajmniej wspomnieć. Bo myślę, iż to jest ważne. I uczciwe. Do seksu na pierwszych spotkaniach też mnie nie ciągnie. To odpowiedzialna decyzja, a nie sposób na zaspokojenie swojego popędu seksualnego.
Nasza znajomość skończyła się tak gwałtownie, jak się zaczęła. Napisałam mu prawdę, iż nie takiego typa człowieka szukam. W odpowiedzi przeczytałam, iż w takim razie pewnie nigdy nikogo nie znajdę. No to nie znajdę, i trudno. Nie każdy musi mieć męża i żonę. A iż mam trochę inne priorytety niż dzisiejszy świat... Może naprawdę do niego nie pasuję?
Idź do oryginalnego materiału