2446. W biurze zawodów też się trzeba nabiegać

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 22 godzin temu
Podobnie jak w poprzednich latach, także i w tym roku dostałam się na wolontariat kolejnej już edycji Silesii Maratonu. Chyba weszłam już pod tym względem w rutynę, ale taką w pozytywnym sensie. Bo już po otrzymaniu potwierdzenia zaliczenia mnie w poczet wolontariuszy wiem, iż to będą bardzo intensywne, ale i interesujące dni. Intensywne, bo w biurze zawodów, do którego zostałam przydzielona, zawsze dużo się dzieje, to ono jest pierwszym miejscem do którego swoje kroki kierują zawodnicy w celu odbioru pakietu uprawniającego ich do startu na wybranym dystansie. A ciekawie, bo to kolejna okazja do spotkania się z drugim człowiekiem, zarówno po jednej stronie lady, jak i po drugiej.
Po kilku wcześniejszych edycjach już wiem, iż największy "młyn" jest pierwszego dnia zaraz po otwarciu drzwi prowadzących do biura, bo wtedy ok. 65% całego ogółu zawodników chce odebrać swój pakiet. Co prawda hala jest podzielona na sektory, w których wydawane są numerki i gadżety na poszczególne dystanse, ale i tak trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby się nie pogubić i dobrze wszystko powydawać. A nie ukrywajmy, ludzie są różni, jedni wykazują większą, a inni mniejszą cierpliwość. Jednak i do tego można się przyzwyczaić, zwłaszcza po tych kilku latach pomagania. W końcu co nas nie zabije to nas wzmocni. I fizycznie, i psychicznie.
Tak jak pisałam - wolontariat to okazja do spotkania z drugim czlowiekiem, zarówno z innymi wolontariuszami, jak i zawodnikami. To szansa do rozmów, podzielenia się z innymi swoimi problemami, ale i radościami, czy też pomysłami na rozwiązanie różnych spraw. Tych kilka chwil spędzonych z zawodnikiem jest doskonałym momentem na zadanie prostego pytania co u niego słychać, ale też po prostu życzenia mu powodzena w biegu.
Co do biegania, to myślę sobie, iż takie przydzielenie do strefy biura zawodów jest doskonałem substytutem udziału w maratonie. Bo na dobrą sprawę to w tej części całej infrastruktury też się trzeba nieźle nabiegać, zwłaszcza pomiędzy ladami, a stolikami, na których znajdują się pudła z kopertami z numerkami startowymi. Trzeba to robić dosyć szybko, bo w kolejce czekają kolejni i kolejni biegacze. Muszę się pochwalić pewną rzeczą - wiem, iż w zasadzie to nic takiego dla większości z Was, ale dla mnie to krok milowy. Otóż od kilku edycji zawodnicy odbierają swoje pakiety dzięki kodu QR. Dotychczas nie podjęłam się próby odczytania ich dzięki telefona (organizator zapewnia sprzęt z odpowiednim oprogramowaniem), przekonana, iż moje niekontrolowane trzęsienie rąk, spowodowane niepełnosprawnością oraz wynikającą z niej atetozą, niejako mi to utrudni. A tymczasem przez dobrą godzinę byłam sama na stanowisku, spróbowałam zeskanować jeden kod, potem drugi, i jakoś mi to poszło. Może nie tak szybko, jak innym, może przycisk "skanuj następny kod" sprawiał mi nieco problemów chwilami, ale jakoś to szło. Myślę, iż mogę być zadowolona z tego postępu. Tak po ludzku.
Trzeba jednak podkreślić, iż były też chwile wytchnienia w tym całym kołowrotku, tak bardzo potrzebne każdemu z nas. To te momenty, kiedy koordynatorka wolontariatu zarządzała zmianę na stanowiskach, i ci, którzy stali na hali i wydawali pakiety zawodników szli na pakowanie pakietów, które trzeba było co jakiś czas uzupełniać. I na odwrót, ci, którzy pakowali pakiety szli je wydawać. Szykowanie pakietów to spokojna, ale monotonna praca, gdzie do reklamówej wrzuca się gadżety od sponsorów biegu. W tym roku były to kawa, makaron i stos ulotek. Bo koszulki zawodnicy otrzymywali indywidualnie.
Mój tegoroczny wolontariat trwał trzy dni (czwartek, piątek i sobota). Czwartek i piątek dyżur miałam po skończonej pracy na świetlicy w Kato. Tak więc można powiedzieć, iż byłam niemal na miejscu, bo z Kato do Stadionu Śląskiego jest niemal rzut beretem. W sobotę musiałam dojechać od siebie, ale to też nie jest specjalnie problemem w przypadku, kiedy ma się wolne w pracy. Czy mnie zmęczyło to wszystko? Myślę, iż nie, zwłaszcza iż ekipa była i do tańca i do różańca. Taka którą się lubi i po prostu chce się z nią być...
Idź do oryginalnego materiału