Liczba urodzeń w Polsce spadła dramatycznie z 403 tysięcy w 2010 roku do 244 tysięcy w 2024 roku. W tym samym czasie zamknięto ponad sto porodówek – z 406 oddziałów w 2010 pozostało 305 w 2025 roku. Te alarmujące dane przedstawiło we wtorek Ministerstwo Zdrowia na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Praw Pacjenta, które dotyczyło bezpieczeństwa perinatalnego w Polsce.
Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora w Departamencie Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, zaprezentowała szczegółowe statystyki. Tylko w pierwszej połowie 2025 roku odnotowano około 115,5 tysiąca urodzeń – to ponad 10 tysięcy mniej niż rok wcześniej. Dla porównania, w latach 80. podczas boomu demograficznego w Polsce rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie.
Systematyczny spadek liczby urodzeń skutkuje zawieszaniem i zamykaniem oddziałów położniczych. W samym 2024 roku zawieszono 29 porodówek, a zamknięto 11. W 2025 roku liczby te wyniosły odpowiednio 27 i 27. Tylko w styczniu 2026 zamknięto już trzy kolejne oddziały.
Rozporządzenie MZ i krytyka rozwiązań
31 stycznia 2026 roku weszło w życie rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia dotyczące gwarantowanych świadczeń szpitalnych. Ma ono zapewnić całodobową opiekę położnej w szpitalach bez wyodrębnionych oddziałów położniczych. Janiszewska-Kajka podkreśliła, iż to «minimalny warunek organizacyjny». Zaznaczyła też: «SOR i izba przyjęć to nie jest miejsce, gdzie mają z założenia odbywać się porody».
Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, ostro skrytykowała to rozwiązanie jako niewystarczające. «To nie może być jedyna odpowiedź. To rozwiązanie, które z jednej strony ma działać w sytuacjach awaryjnych, wyjątkowych (...) natomiast nie ma odpowiedzi co w związku z tym, iż tak się dzieje», mówiła. Pietrusiewicz zaproponowała wprowadzenie «bonu porodowego», który miałby wspierać kobiety finansowo i logistycznie. Ostrzegła, iż obecna sytuacja zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu kobiet.
Stanowisko środowiska medycznego
Prof. Ewa Barcz, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, przedstawiła inną perspektywę. Chwaliła polski system opieki nad ciężarnymi, który obejmuje 10-11 wizyt specjalistycznych, darmowe szczepionki, leki i badania prenatalne. Jej zdaniem zamykanie sal porodowych to niewielki czynnik wpływający na decyzje kobiet o posiadaniu dzieci.
Barcz argumentowała, iż zamykanie oddziałów z najmniejszą liczbą porodów poprawia bezpieczeństwo pacjentek. Tłumaczyła, iż szpital z 400 porodami rocznie musi zatrudnić co najmniej ośmiu lekarzy, by zapewnić całodobową opiekę dwóch lekarzy. «Żeby zapewnić 24-godzinną opiekę dwóch lekarzy, musimy mieć w tym oddziale zatrudnionych co najmniej ośmiu lekarzy tak, by oni nie spędzali w szpitalu po pięć dób pod rząd», wyjaśniła.
«Czy któraś z pacjentek w sposób świadomy poszłaby rodzić do kogoś, kto widzi poród raz na tydzień?», pytała retorycznie. Według niej kobiety ze Siedlec świadomie wybierają odległe szpitale w Warszawie czy Lublinie. Prof. Barcz podsumowała: «W moim przekonaniu to, iż oddziały położnicze z najmniejszym wolumenem porodów się zamykają to działa wyłącznie na korzyść».
Dramatyczna sytuacja w regionach
Posłowie i przedstawiciele organizacji pozarządowych opisali sytuację w niektórych regionach jako «dramatyczną». W województwach takich jak Podkarpacie kobiety są zmuszone wynajmować mieszkania w pobliżu szpitali z porodówkami. Barcz wspomniała o możliwości zakwaterowania w hotelach dla kobiet z powikłanymi ciążami, choć opcja ta jest rzadko wykorzystywana.
Ekspertka zaznaczyła, iż nie ma danych potwierdzających zwiększoną liczbę porodów podczas transportu do szpitala. Niemniej debata parlamentarna pokazała głębokie rozbieżności w ocenie sytuacji i potrzebę kompleksowych rozwiązań dla polskiego systemu opieki perinatalnej.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).







