
Etap nazwany pięcioletnie studia z "Nauk o rodzinie" na Uniwersytecie Śląskim uważam za zamknięty. Najpierw były trzyletnie studia licencjackie ze specjalizacji poradnictwo małżeńskie i rodzinne, następnie dwuletnie magisterskie ze specjalizacji mediator i asystent rodziny. Magisterkę obroniłam rok temu w dosyć zakręconych okolicznościach (szerzej pisałam o tym >>tutaj<<). Z perspektywy czasu sama się sobie dziwię, iż dałam radę to wszystko połączył i pogodzić. Ale widać, iż o ile komuś spieszyło się na świat, to będzie miał potem całe życie w biegu.
Rok temu nie odbyło się na Wydziale Teologicznym uroczyste rozdanie "Listów gratulacyjnych" wyróżniającym się absolwentom z kierunku teologia oraz Nauki o Rodzinie. Nie znam bliższych szczegółów tej decyzji. Dlatego w tym roku na uroczystości pojawiły się aż dwa roczniki. A raczej ci, którzy mogli. Wszystko odbyło się w kaplicy wydziałowej oraz gabinecie dziekana i prodziekana.
Ja tam zawsze się śmiałam, iż tym, co mnie głównie wyróżnia wśród innych osób, to na pewno moja niepełnosprawność i wszystko, co z nią związane. A iż Pan Bóg wynagrodził mi to w pewnym sensie zdolnościami umysłowymi (co za paradoks przy uszkodzeniu mózgu!) i zapałem? Wydaje mi się, iż należy się tylko cieszyć i Mu za to dziękować. Chociaż wiadomo, iż ten bonus na nic by się zdał, gdyby nie systematyczna nauka i regularne powtarzanie sobie przyswojonych mniej lub bardziej wiadomości.
Uroczystość absolutorium 2024/2025/2026, bo myślę, iż śmiało można ją tak nazwać, rozpoczęła się Mszą świętą sprawowaną w naszej wydziałowej kaplicy. Było nas tak mało, iż spokojnie mogliśmy się w niej zmieścić i jeszcze były wolne miejsca.

Eucharystię wraz z księżmi-profesorami z wydziału, wedle tradycji, koncelebrowali tegoroczni neoprezbiterzy. Przez jednego z nich, Franka (mimo wszystko, raczej byliśmy ze sobą na wydziałowych korytarzach na ty), została wygłoszona homilia, w której to zwracał uwagę na pielęgnowanie na co dzień w sobie takich cech charakteru, jak sprawiedliwość. uczciwość, nie hejtowoanie, ani nie obrażanie innych, życzliwość i troska o drugiego człowieka. Cechy na pozór uniwersalne, a jednak tak bardzo osadzone w naszym chrześcijańskim życiu.

Po Mszy, na których padły pierwsze podziękowania i gratulacje, zostaliśmy zaproszeni do gabinetu dziekana, gdzie odbyła się dalsza część uroczystości. W sekretariacie czekały na nas wypożyczone z głównego rektoratu togi i birety, nasz oficjalny strój na tą podniosłą uroczystość. Trochę nam zajęło, zanim znależliśmi odpowiednie dla mnie przyodzienie, czyli takim, w którym nogi by mi się nie plątały z materiałem, bo prawie wszystkie rozomiarówki były na mnie za duże. W końcu, przy pomocy innych, udało mi się ubrać w reprezentacyjny strój.
W równym dwuszeregu weszliśmy do gabinetu, gdzie już czekały przebrane w swoje togi władze wydziału. W imieniu nieobecnego dziekana wystąpił dyrektor kierunku teologia, który powołał się na dojrzewające wino i na trzy części składowe dobrej winolośli. Jest to odpowiedni grunt, deszcz oraz słońce. Gruntem były nasze studia, podczas których zostaliśmy wyposażeni w odpowiednią wiedzę, deszcz to nasze samodoskonalenie się i samorozwój, słońce, to wyznawane przez nas wartości. Dzięki tym trzem składnikom będziemy dobrzy, w tym co będziemy robić, jak też będziemy w ogóle dobrymi ludźmi. Życzył też sobie i nam, aby po latach można było powiedzieć, iż "były to dobre roczniki".


Następnie każdy z nas został wyczytany z tytułu, imienia i nazwiska (chyba pierwszy raz w życiu usłyszałam, jak to brzmi razem) i podchodził do władz, przed którymi jeszcze raz mówił, o czym była jego praca dyplomowa oraz kto był jej promotorem i recenzentem. Najpierw swoje listy gratulacyjne otrzymali studenci Teologii stacjonarnej i niestacjonarnej, następnie studenci Nauk o Rodzinie pierwszego stopnia, aż w końcu przyszedł czas na drugi stopień. Szczerze powiedziawszy to nie wiem, czy bardziej stresowałam się czekając na swoją kolej, czy też idąc po list i wygłaszając prodziekanom, iż moja praca magisterska dotyczyła tego, jaki jest stopień adaptacji ukraińskich dzieci we wczesnym wieku szkolnym do warunków polskiego szkolnictwa z perspektywy dwóch lat (podobne badania prowadziłam na rzecz pracy licencjackiej) i u gogo ją broniłam.

Kiedy już wszyscy otrzymali swoje listy gratulacyjne, pouściskiwaliśmy sobie wzajemnie dłonie w geście gratulacji osiągniętego sukcesu, bo chyba śmiało można to tak nazwać. Emocje, które nosiłam w sobie uleciały, byłam już jakby mniej spięta i bardziej wyluzowana.
Po części oficjalnej wszyscy wyszliśmy przed gmach budynku, aby zrobić soobie pamiątkowe zdjęcie...

A także tradycyjnie już rzucić biretem w górę.

Wracając do domu znowu sobie pomyślałam, iż to były intensywne dwa lata, ale też bardzo rozwijające. Rozwijające pod względem wiedzy, zainteresowań, ale i wiary. O wielu rzeczach mogliście wyczytać na blogu, inne skrywam we własnym sercu, bo nie o wszystkim musi wiedzieć świat. Po latach myślę, iż odejście ze scholi, która przestała mnie rozwijać, na rzecz Duszpasterstwa Akademickiego było dobrą decyzją. Wiele się działo, czasu wolnego, który mogłabym przeznaczyć na naukę było mało, a jednak dałam radę i choćby nie wypadłam z peletonu, pomimo łączenia dwóch kierunków, pomocy w organizacji różnych rzeczy, działalności w Samorządzie Studenckim, pracy w świetlicy środowiskowej, wolontariatu, sportów, życia w realu i w wirtualnej rzeczywistości. Cieszy mnie, iż znalazłam też czas na częsty udział we Mszy świętej w tygodniu, ale też na swoje własne przyjemności. Kiedy, zważając na to, iż sporo czasu zajmowały mi przejazdy? Sama nie wiem, ale myślę, iż kiedy ma się poukładane wartości i sprecyzowane cele to dużo rzeczy jest możliwych.
![]() |
| Ślubowanie, czyli ponowne włączenie w poczet studentów, październik 2023 |
A także wyrażać niewyobrażalną wdzięczność tym, dzięki którym znalazłam się w takim, a nie innym miejscu. Arkowi, który tak bardzo namawiał mnie do kontynuowania studiów na drugim stopniu, a choćby nie dożył momentu, w którym ogłoszono wyniki rekrutacji. Rodzicom, którzy chyba w mniejszym lub większym stopniu cieszyli się z moich osiągnięć i sukcesów. Wykładowcom, którzy nie tylko przekazywali nam wiedzę, ale też po prostu wierzyli w mój potencjał i robili wszystko, żeby go ze mnie wydobyć. Pracodawcom, którzy dali mi elastyczne godziny pracy. Księdzu Niosącemu Światło oraz Księdzu Krisowi, którzy służyli wiedzą, wsparciem duchowym, dobrym słowem, ale też motywacją. olegom i koleżankom ze studiów, duszpasterstwa, wolontariatów, z życia i z pracy, na których zawsze mogłam liczyć. W koońcu też Wam, bo wspieraliście mnie swoimi komentarzami wtetdy kiedy było dobrze i kiedy było źle. Wszyscy wymienieni ludzie sprawili, iż dobrnęłam szczęśliwie do kolejnego portu.
![]() |
| Ostatnie zajęcia, czerwiec 2025 |
Czy myślę. iż osiągnęłam coś niesamowitego? Nie. A choćby powtórzę za Robertem Gawlińskim - "myślę, iż nie stało się nic". Jutro na moje miejsce przyjdą inni studenci, którzy też będą się męczyć zdobywając wiedzę i zaliczając kolejne semestry. Pewnie okażą się jeszcze lepsi ode mnie. Ja tylko wykonałam to, co zamierzyłam. Wysiadłam z jednego pociągu i przesiadłam się do innymi dzierżąć w dłoniach bilet zz nowymi wiadomościami i umiejętnościami. Tylko tyle.








