Nie wiem jak to jest w innych diecezjach, ale w w naszej w dniu 8 września przeplatają się dwa ważne wydarzenia. Pierwsze to dotarcie na Jasną Górę pieszej pielgrzymki, która kilka dni wcześniej wyruszyła z Jaworzna. Z kolei drugim takim ważnym wydarzeniem w mojej ocenie jest Diecezjalna Pielgrzymka Apostolatu Margaretka do dąbrowskiej bazyliki Matki Bożej Anielskiej, o której już tyle razy Wam tutaj pisałam. O tego typu spotkaniach dowiedziałam się przed rokiem, jednak wtedy zostało ono przeniesione na 6 września i połączone z Nabożeństwem Jubileuszowym wygłoszonym z okazji peregrynacji kopii ikony Jasnogórskiej Pani. Traf chciał, iż pokryło się to z kanonizacją Pier Giorgio Frassatiego oraz Carla Acutisa. Nie mogłam być na obydwóch wydarzeniach, ale już wtedy obiecałam sobie, iż w tym roku przyjdę, o ile tylko nie będę miała nic innego w tym czasie.

Finalnie wylądowałam z nimi w ławce i spędziłam tam całą konferencję wygłoszoną przez diecezjalnego moderatora Apostolatu Margaretka, śpiewanie pieśni poświęconych Najświętszej Maryi Pannie, jak też Mszę świętą wraz z Apelem Jasnogórskim. Czułam się przez to jeszcze bardziej częścią wspólnoty, do której przyszło mi przynależeć. A raczej jedna ze wspólnot. Podczas konferencji mieliśmy okazję wysłuchać historii powstania i działalności Apostolatu Margaretka, zwłaszcza na terenie diecezji sosnowieckiej. Trochę rozczarowało mnie wspólne śpiewanie pieśni, bo ograniczyło się jedynie do czterech. Mogło być ich więcej. Za to Msza święta sprawowana pod przewodnictwem księdza biskupa Artura Ważnego... Nie ukrywajmy, tutaj zawszę jestem pewna, iż usłyszę coś, co ze mną zostanie na dłużej.

Na koniec nabożeństwa odbyła się procesja wokół terenu bazyliki. Niesiono w niej nowopowstały obraz Najświętszej Maryi Panny.

Na koniec niesione przez nas róże zostały umieszczone w wazonie przed obrazem, a my odśpiewaliśmy "Apel Jasnogórski", a następnie każdy chętny mógł obejść dookoła ołtarz główny. Z tą różą to była taka przygoda, iż ja swojej nie miałam, ale taka pani Halinka dała mi swoją. Ja jednak nie potrafiłam jej wcisnąć w tą gąbkę i finalnie pani Halinka musiała to zrobić za mnie. A wiecie, iż zrobiła to z uśmiechem na twarzy, cały czas trzymając mnie za rękę.
Po tym wszystkim ruszyliśmy ku drzwiom wyjściowym, w których każdy z nas otrzymał krówkę. Na zewnątrz pożegnałam się z całą ekipą z wyjątkiem księdza, który jeszcze nie wyszedł z zakrystii. Mogłabym na niego poczekać, ale nie wiem, jak by zareagował na mój widok. Ostatnio pod tym względem jest nieprzewidywalny. Zresztą chyba widział, iż jestem, a choćby o ile nie, to pewnie i tak mu o tym donieśli...










