Już miałam nadzieję, iż osiągnęłam limit pożegnań księży na bieżący rok. Ksiądz Proboszcz (dobra, jako jedynego pożegnałam go w myślach, ale życzyłam mu dobrze), ksiądz Misjonarz z mojej parafii, potem ksiądz Jędruś z parafii mojego chrzestnego, ksiądz Kris wyjeżdżający do Włoch i ksiądz Jack, dusza - człowiek. Inaczej mówiąc pięć pożegnań, które mniej lub bardziej odbiły się na mojej psychice. Bo nie każdego lubię, ale każdemu należał się szacunek. Myślałam, iż w tym roku na tej liczbie poprzestaniemy. Ale biskup zrobił mi jeszcze jednego niezbyt miłego psikusa odwołując z funkcji administratora księdza posługującego w świętym Albercie w Będzinie.
Trochę to dziwne, bo w naszej diecezji bycie administratorem jest tylko wstępem do obsadzenia kogoś na probostwie. ale widać ksiądz biskup ma swoje powody, iż podjął taką a nie inną decyzję. Ksiądz na nowej placówce miał się pojawić 27 sierpnia, a więc 26 sierpień, liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Częstochowskiej, był ostatnim dniem jego posługi w dotychczasowym Kościele. Był to też z automatu dzień jego pożegnania z parafią i parafianami. Wiecie, byłam jeszcze nieco zmęczona po pielgrzymce, ale wiedziałam, iż raczej tłumów wśród ministrantów nie będzie. A jednak jeden młody się pojawił, więc nie było źle. No wiecie, zawsze mogłam być sama, jak zwykle w tygodniu.
Na koniec Mszy nastąpiło oficjalne pożegnanie księdza przez parafian. Dwa lata bycia administratorem to niby nie dużo, ale wiele zdziałał przez ten okres czasu: wyremontował salki katechetyczne i dolną część kościoła, mówił kazania, chrzcił i udzielał pogrzebów, spowiadał, organizował wycieczki i inne akcje, to za jego kadencji pierwszy raz odbyła się peregrynacja kopii jasnogórskiego obrazu w parafii. I za to wszystko wierni z całego serca szczerze mu podziękowali.

Ja też mu podziękowałam, ale już po Mszy, za ostatni rok, a przede wszystkim za to, iż przygotowywał mnie do objęcia posługi ministrantki. A nade wszystko życzyłam wszelkich Łask Bożych na nowej parafii, gdzie obejmie funkcję wikariusza. Zresztą każdemu z wymienionych na początku wpisu księży dziękowałam przede wszystkim za posługę, a w przypadku większości z nich za to, czym zapisali się w moim sercu i pamięci.
To co, myślę, iż limit pożegnań księży na ten rok został już wyczerpany...








