2388. "O Maryjo żegnam Cię..."

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 23 godzin temu
"Pożegnanie Matki"
Byłaś tu z nami przez niecały rok,
podążaliśmy za Tobą krok w krok.
Gdy się zjawiałaś - fanfary Ci grały,
gdy odjeżdżałaś - dzieci Twe płakały.
Wieś to czy miasto, Ty nie patrzyłaś,
jak dobra Matka z nami wciąż byłaś.
Modlitw i próśb z uwagą słuchałaś,
wraz z cierpiącymi cicho płakałaś.
A małe dzieci swym wolnym ramieniem,
chciałaś ocalić przed wszelkim cierpieniem.
W dniu pożegnania my Ci dziękujemy,
za Twoją obecność, twarz z ranami ciętymi.
Nie mówimy "Żegnaj", a "do zobaczenia",
bo się zobaczymy już pod koniec sierpnia.
A na zakończenie jeszcze, Jasnogórska Pani,
w sercu swym wołamy - módl się za nami.

Siewierskie Dni Dzielenia i Głoszenia wspólnoty "Wiara i Światło" zbiegły się w czasie z diecezjalnym pożegnaniem kopii jasnogórskiej ikony, która przez 10,5 miesiąca peregrynowała po całej diecezji, odwiedzając wszystkie jej parafie i ważniejsze instytucje. Chociaż nawiedziła ona wiele parafii już podczas poprzedniej peregrynacji na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku, tak naprawdę mieściły się one jeszcze w obrębie archidiecezji częstochowskiej. Teraz, w trzeciej dekadzie XXI wieku, kolejna peregrynacja rozpoczęła się od naszej, sosnowieckiej diecezji, liczącej sobie w tym roku 34 lata. Była to wielka radość, iż kolejne ogólnopolskie pielgrzymowanie rozpoczyna się właśnie od nas. Ale i zaszczyt, iż tak się stało mimo tych wszystkich afer z ostatnich lat. A jednocześnie niezwykła odpowiedzialność.
W zasadzie ten czas, jaki przeznaczono na peregrynację obrazu w naszej diecezji minął niesamowicie szybko. Mam jeszcze żywo w pamięci ostatnią sobotę sierpnia 2025 roku, kiedy witaliśmy kopię ikony w sosnowieckiej katedrze (pisałam o tym >>tutaj<<). Potem rozpoczął się piękny czas podążania za ikoną śladem "Nabożeństw Jubileuszowych" trwających do końca adwentu. Udało mi się być na paru, z czego bardzo się cieszę. Szczególnie, iż do dzisiaj pracują we mnie niektóre myśli, które wówczas usłyszałam. Następnie nastał drugi etap, postjubileuszowy, w którym w dalszym ciągu Maryja odwiedzała nasze parafie. Na przełomie kwietnia i maja wzięłam udział w kilku takich spotkaniach. W sumie wszystkich było dziewięć. Dziewięć niezwykłych spotkań, z czego każde z nich zostawiło we mnie jakiś ślad, niczym dwie rysy na jasnogórskim obliczu.
Czy wobec tego mogłabym sama z siebie nie pojechać na pożegnanie kopii ikony, które zaplanowane było na godzinę 16:00? Sprawdziłam niedzielne połączenia z jednego miasta do drugiego i gwałtownie stwierdziłam, iż jest to możliwe. Musiałam tylko zaraz po ostatniej przedpołudniowej Mszy udać się na przystanek i wsiąść do linii jadącej do Sosnowca, co zresztą zrobiłam. Po jakiś 40 minutach przesiadłam się na autobus jadący do centrum, a stamtąd już na nogach podeszłam do katedry. W drodze oczywiście musiała być książka, bo jak to tak jechać autobusem i nie czytać książki? W ogóle ostatnio miałam dziwną rozmowę z pewnym panem, z którym czasami siedzimy razem. Otóż raz wsiadł przystanek wcześniej, a iż go nie zauważyłam, usiadłam na pojedynczym siedzeniu i wyciągnęłam książkę, jak to ja. To teraz usłyszałam, iż on wyraźnie widział, iż ja cały czas wgapiam się w telefon. Po pierwsze, co go to obchodzi, po drugie, ja to nie on (bo zawsze kiedy obok niego siedzę, to bawi się możliwościami AI), a po trzecie - jam jeszcze komórkowa, a nie telefonowa, więc choćby nie mam się w co wgapiać. Niby jakieś tam prymitywne gierki mam, no ale... Wolę książkę :). Albo wyglądanie przez okno.
Kiedy dotarłam na miejsce wierni odmawiali już Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Podejrzewając, iż kilka zobaczę w samej świątyni, jak i to, iż będzie w niej zaduch, usiadłam sobie spokojnie w jej przedsionku i dołączyłam do reszty, odmawiając na paciorkach kolejne "Dla Jego bolesnej męki - miej miłosierdzie dla nas i świata całego".
Była godzina 16:00, kiedy księża w uroczystej procesji weszli do kościoła i z czcią ucałowali ołtarz. Towarzyszył temu śpiew pieśni będącej hymnem peregrynacji - "Z Tobą Maryjo pielgrzymujemy".
Głównym celebransem Mszy świętej na pożegnanie ikony był nuncjusz apostolski w Polsce, Antonio Filipazzi. On to też wygłosił do nas homilię, w której przypomniał, iż autentyczna pobożność maryjna nie może kończyć się tylko na zewnętrznych gestach. Owszem, one są piękne i potrzebne, ale tak naprawdę powinny one prowadzić dużo dalej - do Ewangelii, Chrystusa oraz przemiany serca. Maryja, tak samo jak w Kanie Galilejskiej, wciąż nam powtarza - "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". A w ciągu ostatniego roku wielu diecezjan zrobiło coś prostego, a zarazem bardzo ewangelicznego - otworzyło drzwi, przyszło na modlitwę, czuwało nocą, niosło obraz spojrzeniem, śpiewem, obecnością, przygotowało kościoły, place, procesje oraz liturgie, a czasami po prostu ugotowało zupę. Bo wielkie wydarzenia w Kościele nie dzieją się tylko przy ołtarzu i mikrofonach, ale też tam, gdzie ktoś kroi chleb, podaje gorącą herbatę lub kawę, niesie talerz komuś zmęczonemu, kto przyjechał z daleka i od wielu godzin jest na nogach.
Pięknym momentem było podziękowanie za nawiedzenie oraz zawierzenie diecezji opiece Matki Bożej Częstochowskiej:
"Wielbi dusza moja Pana…
Maryjo, Nasza Jasnogórska Mamo i Królowo!
Jesteśmy dziś przed Tobą – jako Kościół sosnowiecki – poruszeni do głębi serca. Kończy się czas Twoich odwiedzin w naszych parafiach, ale nie kończy się Twoja obecność. Przez te miesiące uczyłaś nas, iż Bóg nie patrzy na nas z daleka, ale wchodzi w naszą codzienność. Podnosimy dziś głos, nieco drżący, ale pełen miłości, by wraz z Tobą wyśpiewać Magnificat naszej wdzięczności i nadziei.
W obecności Arcybiskupa Nuncjusza, moich braci w biskupstwie, kapłanów, osób konsekrowanych i Was wszystkich, najmilsi – Ludu Boży Sosnowieckiej Ziemi – mówię: dziękuję.
…i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Matko, Ty znasz nasz Kościół. Znasz nasze rany, nasze ciche łzy, zmęczenie, ale i tę niezwykłą, ukrytą w sercach tęsknotę za pięknem Ewangelii. Dziś dziękujemy Bogu za to, iż wejrzał na nasze uniżenie. Że w Twoich oczach, Maryjo, nie widzieliśmy surowej Nauczycielki, ale czułość Matki, która nie gorszy się naszymi słabościami, ale przytula nas delikatnie, gdy najbardziej boli. Przyniosłaś nam Chrystusa, który leczy połamane relacje i podnosi to, co w nas upadło.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest święte.
Wielkie rzeczy uczynił nam Wszechmocny! Przez te dni peregrynacji doświadczyliśmy cudu otwartych serc. Widzieliśmy mężów i żony płaczących przy Twoim wizerunku, odnajdujących na nowo utraconą bliskość. Widzieliśmy młodych, którzy w Twoich oczach szukali sensu życia, i chorych, którzy w ciszy szeptali swoje „fiat”. To są te wielkie rzeczy – niewidoczne dla świata, a bezcenne w niebie. Święte jest Imię Boga, który na ruinach naszych ludzkich planów potrafi odbudować ludzkie serca i żywy Kościół.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją. Okazał moc swojego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Maryjo, pragniemy być Kościołem miłosierdzia. Chcemy porzucić wszelką pychę, zabezpieczenia i fasady. Przepraszamy za chwile, gdy jako wspólnota zapominaliśmy o tym, co najważniejsze – o miłości i prostocie. Prosimy Cię, rozprosz w nas wszystko, co buduje mury, a nie mosty. Naucz nas żyć w prawdzie, która wyzwala, i w pokorze, która pozwala usłyszeć drugiego człowieka.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ty wiesz, jak bardzo jesteśmy dziś głodni. Głodni autentycznych relacji, głodni świętości, głodni Boga. Przynosimy Ci, Mamo, nasze rodziny, parafie, nasze wspólnoty i domy zakonne, a także inne miejsca, gdzie się gromadzimy. Wywyższ w nich to, co pokorne i ciche. Niech nasze plebanie, kościoły i mieszkania staną się domami bezpiecznymi, o otwartych drzwiach, gdzie nikt nie czuje się samotny, odrzucony czy oceniany. Nasyć nas chlebem miłości, byśmy potrafili dzielić się sobą z tymi, którzy stracili nadzieję.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swoje miłosierdzie. Jak obiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.
Bóg pamięta o swoim przymierzu. On nie opuścił diecezji sosnowieckiej!
Dlatego dzisiaj, na zakończenie tej świętej drogi, z absolutną ufnością i dziecięcym oddaniem, zawierzam Tobie, Matko Jasnogórska, całą naszą diecezję:
– Zawierzam Ci każde małżeństwo i rodzinę, a także każde poczęte i nienarodzone dziecko – niech nasze domy będą sanktuariami życia, przebaczenia i czułości;
– Zawierzam Ci naszych kapłanów i osoby konsekrowane – odnów w nich pierwotną miłość, daj im serca ojców i matek, bliskich każdemu człowiekowi;
– Zawierzam Ci młodych i dzieci – rozpal w nich ogień wiary, który rozgoni mroki zwątpienia i pozwoli im zaufać natchnieniom Ducha Świętego;
– Zawierzam Ci powołania do życia małżeńskiego i rodzinnego, do kapłaństwa i życia konsekrowanego – niech młodzi nie boją się wybierać miłości na zawsze;
– Zawierzam Ci cierpiących, samotnych, nie idących razem z nami, pogubionych na drogach życia – niech w naszym Kościele znajdą swój bezpieczny port;
– Zawierzam Ci przyszłe pokolenia naszej diecezji – tych, których imion jeszcze nie znamy, a których Bóg już zna i kocha. Strzeż ich wiary, rodzin i powołań;
Maryjo, Gwiazdo Ewangelizacji!
Wychodzimy na drogi synodalne, chcemy iść razem, słuchając siebie nawzajem i Ducha Świętego. Prosimy, towarzysz nam. Bądź z nami w tej drodze duchowej, moralnej i relacyjnej odnowy. Nie pozwól nam iść samym. Naucz nas patrzeć na siebie nawzajem tak, jak Ty patrzysz na nas – z niezawodną nadzieją.
Weź nas za rękę. Przeprowadź przez noc ku porankowi Zmartwychwstania. Jesteśmy Twoi, z Tobą chcemy budować Kościół żywy, święty i pełen miłości.
Królowo Polski!
Tobie się oddajemy, Tobie ufamy i z Tobą idziemy w przyszłość. Amen."
Tuż przed opuszczeniem murów sosnowieckiej katedry wybrzmiało uroczyste "Te Deum", jako znak wdzięczności za to, iż mogliśmy u siebie gościć tak wyjątkowego gościa. Tego dnia było pochmurnie, jednak w chwili, gdy asysta wynosiła obraz, na niebie rozbłysło słońce, jakby sama Maryja otaczała naszą diecezję swoim blaskiem. niedługo ikona została załadowana do samochodu-kaplicy i odjechała do diecezji rzeszowskiej, gdzie czekali na nią kolejni wierni.
Peregrynacja pozostawiła po sobie jasny blask oraz piękne wspomnienia. Niektóre z nich zostały uwiecznione na zdjęciach, inne na kartach kronik. A jeszcze inne w głębi serca, gdzie są dostępne tylko dla świadków tych zdarzeń. Pokazała też piękno wspólnot, piękno wiary, piękno ludzkich serc. Pokazała też, iż diecezja i kościoły to nie pojedyncze, grzeszne osoby, ale wspólnoty, które są piękne jak kwiaty stojące w wazonach ustawionymi przed tronami maryjnymi, a ich serca powiewają niczym proporczyki na wietrze. Bo takim znakiem charakterystycznym obecności ikony w danej parafii były proporczyki z chorągiewkami rozciągnięte wzdłuż drogi. Za każdym razem, kiedy je widziałam, czułam autentyczne wzruszenie, iż teraz oto w tej parafii Matka jest wraz ze swoimi dziećmi.
Idź do oryginalnego materiału