Myślę, iż winna Wam jestem przeprosiny. Przeprosiny za nieobecność, za milczenie na Waszych blogach, może też za to, iż niektórych z Was może zawiodłam nie pozostawiając śladu pod wpisami. To nie tak, że, kolokwialnie pisząc, olewam Was, czy mam Was gdzieś. Ostatnio dostałam kilka meili, które by tak sugerowały. I zrobiło mi się przykro. Za bardzo nie wiem jak się wytłumaczyć. Chciałabym napisać tak bardzo popularną wymówkę, iż "nie mam czasu". Ale wtedy czułabym się nie fair, iż dla jednych go mam, a dla innych nie. Prawda jest taka, iż aktualnie żyję trochę na raty: jak jest źle, to leżę bez sił, jak dobrze, staram się nadrobić wiele rzeczy, co znowu nie jest takie proste. Mogłabym jak kiedyś poświęcać swój wolny czas i po nocach komentować Wasze blogi, ale ostatnio zostawiam kilka komentarzy mam dosyć. Chyba skończyły się czasy, kiedy chciałam każdemu dogodzić, aby czuł się doceniony. Kiedy poświęcałam na to całe godziny. Teraz po odwiedzeniu i skomentowaniu kilku blogów mam fizycznie dosyć. Tym bardziej, iż pisanie komentarzy też u mnie trwa. Wiem, iż wielu moich czytelników tego nie zrozumie. I chyba choćby jest mi to obojętne. Już obojętne.
Ech, chciałabym Was też przeprosić za to, iż nie wysłałam ani jednej kartki z życzeniami. Za dużo szpitala w ostatnich tygodniach, a za mało wolnego czasu, takiego tylko dla siebie. Plany były ambitne, rzeczywistość jednak mnie pokonała. Jest mi potwornie z tego powodu wstyd wobec tych, których naprawdę lubię i którym chciałam zrobić małą przyjemność w skrzynce pocztowej. Niedyspozycja mnie pokonała... Małym promyczkiem euforii jest dla mnie to, iż udało mi się zrobić trzy skromne kartki dla ulubionych kapłanów.
Nawet zastanawiam się nad zaprzestaniem prowadzenia bloga i w ogóle bloggowania, skoro nie mam czasu w tą sferę życia. Może tak by było lepiej... Bo człowiek chciałby wszystkich zadowolić, ale wie, iż to nie ma sensu...

Gdyby nie...
Gdyby nie Wielki Czwartek,
i blask Wieczernika dyskretny,
Nie było by Eucharystii.
Czy kapłan byłby potrzebny?
Gdyby nie Wielki Piątek,
wprost na Golgotę wiodący.
Nie byłoby Drogi Krzyżowej,
Bóg nie byłby umierający.
Gdyby nie Wielka Sobota,
w biel szat przyodziana.
Jezus by wciąż leżał w grobie,
nie byłoby zmartwychwstania.
Gdyby nie niedzielny ranek,
uderzeń dzwonów brzmiący.
Nie poznałbyś Bożej Miłości,
Miłości jak ogień gorącej.
Gdyby Go Judasz nie wydał,
a Piotr nie zaparł nad ranem.
Nie było by dusz odkupienia,
zamknięte by były Nieba Bramy.

Gdyby nie Wielki Czwartek,
i blask Wieczernika dyskretny,
Nie było by Eucharystii.
Czy kapłan byłby potrzebny?
Gdyby nie Wielki Piątek,
wprost na Golgotę wiodący.
Nie byłoby Drogi Krzyżowej,
Bóg nie byłby umierający.
Gdyby nie Wielka Sobota,
w biel szat przyodziana.
Jezus by wciąż leżał w grobie,
nie byłoby zmartwychwstania.
Gdyby nie niedzielny ranek,
uderzeń dzwonów brzmiący.
Nie poznałbyś Bożej Miłości,
Miłości jak ogień gorącej.
Gdyby Go Judasz nie wydał,
a Piotr nie zaparł nad ranem.
Nie było by dusz odkupienia,
zamknięte by były Nieba Bramy.
Z okazji tych najważniejszych świąt Wielkiej Nocy życzę Wam i Waszym najbliższym: radości, która nieustannie świeci blaskiem bijącym z grobu zmartwychwstałego Pana, miłości na wzór tej płynącej z Serca Pana Jezusa nadziei, z jaką Dobry Łotr zwrócił się do Pana w ostatnim swoim tchnieniu, wiary setnika pod Krzyżem oraz odwagi trzech niewiast w głoszeniu Prawdy, nie tylko na najbliższe dni, ale na cały najbliższy rok!








