Postać Sługi Bożego Angielino Bonetty, który odszedł z tego świata w wieku zaledwie 13 lat na skutek choroby nowotworowej, już kilkakrotnie przemknęła mi w odmętach Internetu. Nigdy jednak specjalnie nie zgłębiałam się w jego biografię, ale kojarzę kilka zdjęć tego jednego z najmłodszych członków Cichych Robotników (Pracowników) Krzyża. Dziś przez przypadek zobaczyłam wzmiankę o nim na facebookowej tablicy. Okazało się, iż przypada 63 rocznica narodzin dla Nieba włoskiego chłopca, którego pokora wobec losu połączona z głęboką wiarą mogłaby zawstydzić niejednego z nas. Mnie na pewno zawstydza.
Angiolino urodził się 18 września 1948 roku w Cigole, niedaleko Brescii (miasto w północnych Włoszech) w rodzinie Francesco Bonetty oraz Giulii Scarlatti. Chociaż rodzina była uboga materialnie, nie przeszkodziło jej to w byciu bogatą w miłość oraz czerpaniu autentycznej euforii ze swojej wzajemnej obecności. Chłopiec uczęszczał do szkoły prowadzonej przez siostry kanonsjanki. To one zauważyły żywy płomień wiary, który charakteryzował malca. To one przygotowały go do Pierwszej Komunii Świętej już w wieku 6 lat. Angiolino równie gwałtownie został ministrantem. Zostawał też po skończonych lekcjach u sióstr, żeby pomagać im przy klasztorze, ale też po to, aby po prostu z nimi być. Zawsze był żywy, radosny i bystry, a jego ulubioną zabawą była gra w piłkę nożną.
W pewnym momencie Angiolino zaczął kuleć oraz uskarżać się na ból w prawej nodze. Jego rodzice na początku bagatelizowali problem, kładąc to na karb żywotności i obrotności synka, przy której o stłuczenie, przewrócenie się, skaleczenie czy inne kontuzje nie trudno. Kiedy jednak ból nie ustępował, zaniepokojeni rodzice udali się z nim do lekarza. Po serii przeprowadzonych w szpitalu badań lekarze zdiagnozowali u ich syna nowotwór: mięsaka kościopochodnego kości piszczelowej
Dwa lata po wystąpieniu pierwszych objawów chirurdzy zdecydowali się na amputację nogi. Młodzieniec miał wtedy tylko 13 lat. Po operacji Angiolino doświadczał bólu zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Na przykład wyobrażał sobie, iż w dalszym ciągu ma nogę, w której odczuwał ból.
W trakcie choroby nasiliło się w nim poczucie obecności Jezusa i siła modlitwy, w szczególności zwracania się do Najświętszej Maryi Panny. Choć początkowo zmaganie się z chorobą i spowodowanym nią bólem było dla niego trudnym doświadczeniem, to z czasem nauczył się je ofiarować w wybranych przez siebie intencjach. Pomogło mu to w zdobyciu cierpliwości i pokoju serca. istotny wpływ wywarła na nim książka o Fatimie i zawarta w niej prośba Maryi, aby ofiarować swoje cierpienia w intencji nawrócenia grzeszników. Chłopiec tą prośbę potraktował bardzo serio. Był to wstęp do spotkania przyszłego błogosławionego, który nauczył go porządkować tylko dobre pragnienia - 1 maja 1962 spotkał Alojzego Novarese. W tym samym czasie wraz z innymi chorymi uczestniczył w pielgrzymkach do Lourdes. To tam podczas rekolekcji spotkał Novaresego. Novarese wiedział, iż choroba nastolatka jest nieuleczalna i zaproponował mu włączenie się do ruchu Cichych Robotników Krzyża.
Cisi Robotnicy (bądź też Pracownicy) Krzyża to stowarzyszenie założone w 1950 roku przez włoskiego kapłana, błogosławionego już Alojzego Novarese. Ma ono charakter wspólnoty osób konsekrowanych: kapłanów oraz wiernych świeckich zaangażowanych w uświadamianie ludziom chorym i niepełnosprawnym chrześcijańskiego sensu ich cierpienia.
Tymczasem choroba Angiolina przez cały czas postępowała. On sam musiał dzielić czas między domem, a szpitalem. Pewnego razu jego koledzy z klasy wpadli na pomysł, aby wysłać mu kartkę z pozdrowieniami. Chcieli tym samym dodać mu otuchy.
Ucieszony tym gestem chłopiec odpisał im: "Drodzy koledzy, pragnę podziękować Wam za kartkę, którą mi przesłaliście. Czuję się umocniony kiedy myślę, iż moi koledzy myślą o mnie i modlą się w mojej intencji. Odwzajemniając to, co Wy dla mnie robicie, prosząc w modlitwach Boga, bym mógł wyzdrowieć jak najszybciej, ofiaruję Maryi całe moje cierpienie, abyście z Jej pomocą byli czyści, posłuszni i uczący się*".
Pewnej nocy powiedział do swojej matki: "Gdybym niedługo umarł, to co byś zrobiła?" Ona niemal natychmiast mu odpowiedziała: "Wspólnie wykonalibyśmy wolę Bożą". To stwierdzenie uspokoiło Angiolino, który przeczuwał, iż czas jego ziemskiego życia dobiega końca. Zmarł 28 stycznia 1963 roku wpatrując się w figurkę Madonny. Prawie 60 lat później, w 2020 roku, papież Franciszek potwierdził heroiczność jego cnót.
* Nie pytajcie o co chodzi, tak jest w oficjalnym tłumaczeniu, które znalazłam

